Członkostwo w Radzie Pokoju musi prezydenta kusić; jest bowiem nie tylko dla wciąż początkującego polityka szansą opowiedzenia się po stronie potężnego sojusznika, jakim jest prezydent USA, wpisania się w pierwszy szereg stronników MAGA, a zarazem wejścia do „ekskluzywnego grona” zabiegających o światowy pokój liderów świata. Kuszące, nieprawdaż? Tyle że Rada Pokoju, której twórca stawia ambitne cele (ma się zajmować „promowaniem stabilności, przywracaniem niezawodnych i legalnych rządów oraz zapewnianiem trwałego pokoju na obszarach dotkniętych lub zagrożonych konfliktem”) to nic innego jak prywatna inicjatywa Donalda Trumpa, która nijak się ma do światowego systemu traktatowego i wypracowanych przez dekady metod zarządzania relacjami międzynarodowymi.
Istniejącemu systemowi instytucji międzynarodowych można postawić zarzut nieskuteczności. I z pewnością tak myśli Donald Trump, który wielokrotnie wypowiadał się krytycznie o Organizacji Narodów Zjednoczonych, NATO, WTO i całym systemie traktatowym. Tyle że – pomijając już kwestię sprawiedliwej bądź nie oceny dorobku Narodów Zjednoczonych przez Trumpa – zamiast organizacji reprezentatywnej dla wszystkich krajów świata, jaką jest ONZ, Trump proponuje typową formułę tzw. power politics, w której silni roszczą sobie prawo do decydowania o losach słabszych. Kim są ci silni? To kraje, ale i osoby, które do grona członkowskiego Rady Pokoju zaprasza sam Donald Trump.
Pierwsza pułapka na Karola Nawrockiego: z kim zasiądzie przy stole Rady Pokoju?
I tu jest zastawiona pierwsza pułapka na Karola Nawrockiego. Gdyby bowiem próbował „zapisać się” do Rady Pokoju, zasiadłby przy jednym stole m.in. z Aleksandrem Łukaszenką (przyjął zaproszenie), Władimirem Putinem (bez pośpiechu, ale też przyjmie), Viktorem Orbánem, królem Jordanii Abdullahem II, prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem czy premierem Pakistanu Shehbazem Sharifem.
Czytaj więcej
Marcin Przydacz z Kancelarii Prezydenta potwierdził, że Karol Nawrocki otrzymał zaproszenie do Ra...
Istna parada demokratów! – chciałoby się powiedzieć. Karol Nawrocki w tym gronie mógłby pewnie spokojnie prężyć muskuły, ale nigdy nie znajdzie dobrych argumentów, by wytłumaczyć Polakom, co robi u boku zaprzysięgłych wrogów Polski: Aleksandra Łukaszenki i Władimira Putina.