[b]Rz: Chciałby pan wrócić do polityki?[/b]

[b]Ryszard Bugaj, doradca prezydenta Lecha Kaczyńskiego[/b]: Chciałbym, ale na moich warunkach, które są dosyć wygórowane. Bo dzisiejsza polityka polegająca głównie na socjotechnice niezbyt mi odpowiada.

[b]A gdyby mógł pan zostać premierem?[/b]

Zaskoczyła mnie pani tym pytaniem. Nie rozważałem w ogóle takiej możliwości.

[b]Czy sądzi pan, że Jan Krzysztof Bielecki wróci do polityki na stanowisko premiera?[/b]

Trudno powiedzieć. Znałem go dobrze w Sejmie kontraktowym. Nie miał wysokiej pozycji, zanim nie wyciągnął go Lech Wałęsa. Ale okazał się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

[b]Był dobrym premierem?[/b]

Takim sobie. Rządził krótko, żadnego przełomu nie dokonał. Raczej kończył to, co zaczęli jego poprzednicy. Punktem zwrotnym w jego karierze był wyjazd do Londynu do Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Wrócił stamtąd jako zupełnie inny człowiek, ze znacznie szerszymi poglądami i dużo większą wiedzą. Jednak nie chciałbym, żeby został teraz premierem.

[b]Dlaczego?[/b]

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Bo wolałbym człowieka, który realizowałby socjalną politykę, a nie liberalną, jaką prawdopodobnie chciałby prowadzić Bielecki. Na marginesie chcę dodać, że Tusk na początku swojej kariery politycznej również był politykiem z tylnych ław. Zawsze uważałem go za sympatycznego, rozrywkowego chłopaka. Dlatego teraz, gdy jest kreowany na męża stanu, muszę się uszczypnąć. I o ile Bielecki przez te wszystkie lata bardzo wiele się nauczył, to co do Tuska nie mam tej pewności. Jego polityka wygląda na bardzo plastykową, ukształtowaną z rozmaitych podpowiedzi i niestety bez wizji. Bardzo mnie uderzył m.in. jego ślub kościelny, zawarty po 20 latach małżeństwa cywilnego, tuż przed wyborami prezydenckimi.

[b]Trochę to małostkowe wypominać tę sprawę premierowi, który mimo dwóch latach rządzenia ciągle utrzymuje wysokie poparcie.[/b]

Rzeczywiście mu się to udaje. Sądzę, że jest to splot dwóch okoliczności. Tusk idealnie pasuje do potrzeb wyborców, którzy w większości nie chcą, żeby ich angażować w jakieś spory ideowe czy walkę z korupcją. Chcą małej stabilizacji – dobrej pozycji materialnej, przyjaciół, rodziny. Stosują też pewną dwoistość ocen – na zewnątrz demonstrują zdecydowane zasady etyczne, ale na własny użytek trochę je poluźniają.

Po drugie PO jest partią negatywnego wyboru. Głosują na nią ci, którzy obawiają się powrotu PiS do władzy. Negatywna ocena PiS jest tak mocno ugruntowana, m.in. przez media, że trudno będzie to zmienić. Ale nie ma to nic wspólnego z umiejętnościami rządzenia Tuska.

[b]Podzielał pan tezę polityków PiS, że wszystkie ich porażki są winą mediów?[/b]

Wszystkie nie. Ale na pewno media są PiS mniej życzliwe niż np. Platformie. Jeden z byłych dziennikarzy TVN powiedział mi kiedyś, że potknięcia Tuska były wycinane. A jak tylko znalazło się coś na Kaczyńskiego, to od razu szło na wizję i było wielokrotnie powtarzane.

[wyimek]Rząd miał dużo szczęścia, kiedy kryzys atakował. Gdyby wprowadził Polskę do strefy euro, jak planował, byłaby tragedia[/wyimek]

Ale PiS popełnił wiele rzeczywistych błędów – kadrowych i politycznych. A Jarosław Kaczyński zapracował na opinię „okropnego” człowieka, chociażby wyrzucając i przywracając do rządu Andrzeja Leppera czy zwalczając Ludwika Dorna.

[b]Czy to znaczy, że PO będzie rządziła przez dwie kadencje? Bo nawet z kryzysu gospodarczego Polska pod rządami Tuska wyszła obronną ręką. [/b]

To się dopiero okaże. Sytuacja nie jest taka różowa, jak ją przedstawia Tusk. Rząd miał dużo szczęścia, gdy kryzys atakował. Chciał popełnić dwa poważne błędy, czyli dostosować wydatki do malejących dochodów i wprowadzić nas do strefy euro. Na szczęście jedno i drugie się nie udało. Gdybyśmy teraz mieli sztywny kurs złotówki wobec euro, tak jak planował Tusk, to efekt mógłby być tragiczny. Słowacka gospodarka skurczyła się

o 5 procent w czasie kryzysu, a była w lepszej kondycji niż polska. Na marginesie, już od dawna nie oglądaliśmy żadnych obrazków ze Słowacji, które tak chętnie nam pokazywano, gdy ten kraj wchodził do strefy euro.

[b]Ale nam się udało i mamy dodatni wzrost gospodarczy.[/b]

Jednak jeżeli nadejdzie druga fala kryzysu, a niektórzy eksperci uważają, że to nastąpi, możemy popaść w bardzo poważne tarapaty z powodu wysokiego deficytu budżetowego. Rząd powinien jak najszybciej zbudować pewne zabezpieczenia – szukać oszczędności, gdzie się da, i zwiększać dochody, czyli podwyższać podatki. Ale tego nie robi, bo chce dotrwać do wyborów. Ten scenariusz grozi nam poważnymi perturbacjami. Nie jestem pewien, czy Donald Tusk to rozumie.

[b]Minister finansów Jacek Rostowski znalazł rozwiązanie – chce przerzucić pieniądze z OFE do ZUS.[/b]

To jest właśnie strategia „wytrzymać do wyborów”.

I źle świadczy o kwalifikacjach Rostowskiego. Podczas debat w fundacji Leszka Balcerowicza nikt nie zostawił na tym projekcie suchej nitki. To jest zamiatanie śmieci pod dywan, przy czym zakłada się, że nikt tego nie zauważy. Zauważy. Co gorsza, jeżeli zagraniczni inwestorzy dojdą do wniosku, że nasz budżet jest w tragicznej sytuacji, to zaczną wyprzedawać polskie obligacje i zamieniać je na waluty obce, co uderzy w kurs złotówki. Dlatego trzeba uważać z takimi zapowiedziami.

[b]Nie wróży pan PiS sukcesu. A co sądzi pan o szansach prezydenta na reelekcję?[/b]

Uważam, że reelekcja jest możliwa. Lech Kaczyński zaczął się wystrzegać śmiesznych gaf, które wcześniej trzymały go na dnie. Jego sceptycyzm wobec UE może już wkrótce okazać się zasadny, bo w następnym budżecie możemy się stać płatnikiem netto do unijnego budżetu, a debata na ten temat rozpocznie się przed wyborami. Wreszcie główny konkurent Kaczyńskiego zaczął słabnąć.

[b]Donald Tusk słabnie?[/b]

Tak, widać to chociażby w sondażach prezydenckich. Popularność Tuska się zmniejszyła, a Kaczyńskiego trochę wzrosła. Jeżeli prezydentowi uda się odkleić od PiS i jeżeli zdoła przekonać obywateli, że wetując rządowe ustawy, działał w interesie dużych grup społecznych, to nie jest bez szans na wygraną. Dużo będzie też zależało od tego, kto zostanie trzecim kandydatem obok Tuska i Kaczyńskiego. Moim zdaniem będzie to Włodzimierz Cimoszewicz. A on jest konkurencyjny wyłącznie dla Tuska.

[b]Cimoszewicz mówi, że nie ma zaplecza i nie wystartuje.[/b]

Wbrew pozorom w wyborach prezydenckich zaplecze nie jest aż takie ważne. Cimoszewicz umiejętnie stworzył wrażenie, że jest niezależny. Mogą na niego postawić różne grupy interesu. Niewykluczone, że poprze go Aleksander Kwaśniewski. Jestem przeświadczony, że on bardzo chce zostać prezydentem, ale wystartuje dopiero wówczas, gdy uzna, że ma szansę na zwycięstwo.

[b]Kogo by pan wolał? [/b]

Cimoszewicz nie ma wrażliwości społecznej, jest silnie powiązany z nieformalnym establishmentem postkomunistycznym, a poza tym nie podoba mi się jego pomysł, żeby Polska roztopiła się w Unii Europejskiej. Więc ja go nie chcę. Kaczyński nie lekceważy socjalnych interesów dużych grup społecznych i realnie patrzy na Unię. Oczywiście ma cechy, które mnie denerwują – pewną niezborność w działaniu i nadmierne uwikłanie w relacje z PiS. Nie podoba mi się też jego wizja polityki zagranicznej. Moim zdaniem powinniśmy jednak próbować poprawić nasze stosunki z Rosją. Może się nie da, wtedy trudno, ale trzeba spróbować. A ideę jagiellońską, czyli budowę wpływów Polski na wschodzie, należy opatrzyć medalami i zamknąć w gablotce.

[b]Czy prezydenta powinno wybierać Zgromadzenie Narodowe, jak proponuje premier Tusk?[/b]

Nie, obecny model bardzo mi odpowiada. Po pierwsze dlatego, że byłem w wąskim gronie osób, które miały wpływ na kształt konstytucji, a po drugie widzę, jak dalece spin doktorzy ze wszystkich partii manipulują sceną polityczną. Dzisiaj silny mandat prezydencki to danie siły narodowi ponad głowami klasy politycznej. A jeżeli Tusk chce zrobić rewolucję, to bardzo proszę, ale niech zdobędzie tyle głosów, żeby miał do tego mandat. Na razie na PO głosowało około 20 procent wszystkich wyborców, to nie jest mandat do rewolucji, tylko do administrowania. Jedyne, co bym zmienił w konstytucji, to przepisy o Trybunale Konstytucyjnym.

[b]Dlaczego?[/b]

Bo uważam, że ostatnio zajmuje się on falandyzacją prawa.

[b]To bardzo ostre słowa, bo oznaczają pokrętną interpretację przepisów.[/b]

Wiem ale gołym okiem widać, że orzeczenia Trybunału odzwierciedlają preferencje politycznych jego członków. Na dodatek w wielu przypadkach orzeka przy znacznej liczbie głosów odrębnych. Dlatego uważam, że ostateczne powinny zostać tylko te orzeczenia, które przyjmowane są większością np. dwóch trzecich głosów. W innych przypadkach nad przyjęciem orzeczenia TK mógłby głosować Sejm i odrzucać je większością dwóch trzecich głosów. Uważam, że dwie trzecie posłów jest ważniejsze od kilku członków Trybunału.