Gazoport w Świnoujściu składa się z wielu skomplikowanych urządzeń. Służą one m.in. do wypompowywania skroplonego gazu ze statków, tłoczenia go do gigantycznych zbiorników, a także utrzymywania w zbiornikach odpowiednio niskiej temperatury. Wiele z tych urządzeń jest bez wątpienia budowlami i to bardzo wartościowymi. To dlatego zarządzająca gazoportem spółka Polskie LNG oszacowała wartość 2-procentowej daniny od budowli aż na 40 mln zł rocznie. Dla budżetu miasta Świnoujścia to sporo, zważywszy, że w 2015 r. miasto zainkasowało z podatku od nieruchomości 31 mln zł.

Dla Polskiego LNG podatek od nieruchomości to też spora kwota, stanowiąca ok. 20 proc. kosztów stałych eksploatacji terminalu. Jak zauważa Tomasz Pietrasieński, rzecznik spółki Gaz-System, która zarządza krajowym systemem gazociągów, także w innych przedsiębiorstwach, gdzie istotny jest nie tylko biznes, ale również bezpieczeństwo użytkowania infrastruktury, podatek jest wymagany również od budowli, które w ogóle nie służą zarabianiu pieniędzy. – Musimy utrzymywać flotę specjalistycznych pojazdów pogotowia gazowego, które gdzieś trzeba garażować. Od tych miejsc też wymagany jest podatek – zauważa rzecznik.

Wiele gmin, np. Kleszczów w Łódzkiem, czerpie spore dochody z wielkich inwestycji tam zlokalizowanych. Jest tam kopalnia węgla brunatnego i kompleks energetyczny Bełchatów. Władze gminne nie zawsze jednak są chętne do udzielania przedsiębiorcom ulg w podatku od nieruchomości.

– W ten sposób gmina nie tylko pozbawia się części dochodów podatkowych, ale też musi się liczyć z mniejszą subwencją z budżetu centralnego – przypomina prof. Jadwiga Glumińska-Pawlic z Uniwersytetu Śląskiego, ekspertka w sprawach finansów samorządu terytorialnego. Dodaje, że jeśli wartość takiej ulgi przewyższa 200 tys. euro, staje się pomocą publiczną, co do zasady zabronioną regulacjami Unii Europejskiej.

Co można zrobić, by system nie krzywdził ani gmin, ani firm inwestujących w nowoczesną infrastrukturę?

– System podatków lokalnych jest przedpotopowy. Trzeba go głęboko przebudować – uważa prof. Leonard Etel z Uniwersytetu w Białymstoku. Jego zdaniem jednym ze sposobów byłoby uzależnienie wysokości podatku od tego, jaką wartość rynkową ma nieruchomość. I choć taki system w odniesieniu np. do budynków mieszkalnych byłby niepopularny społecznie, to w ocenie prof. Etela miałby sens w przypadku budowli.

– Infrastruktura traci wartość z upływem czasu, więc może należałoby naliczać podatek nie od wartości początkowej, lecz od tego, ile jest rzeczywiście warta w danym roku – podkreśla profesor.

– Do czasu ewentualnej reformy tego systemu najrozsądniejsza wydaje się taka polityka władz lokalnych, która nie tworzyłaby przeszkód dla biznesu – postuluje Tomasz Pietrasieński.