Na moje „dzień dobry" odpowiedział swoim charakterystycznie nosowym głosem „dzień dobry" z wyjątkową, wręcz poruszającą atencją. Miałem tę przewagę, że wiedziałem, kim jest. On się dowiedział, kim jestem ja, dopiero podczas wspólnego spożywania jajek na miękko i twarożku ze szczypiorkiem, niedługo po tym, gdy dosiadł się do mojego stolika podczas śniadania.
Kilka zamienionych słów i miałem wrażenie, że znam go od dawna. Zresztą trudno powiedzieć, że nie znałem. Znałem jego legendę. Wiedziałem, kim jest, z jakiej rodziny pochodzi i jaką rolę odegrał w swoim kraju. Ale nie miałem pojęcia, w co wierzy, jakim hołduje poglądom, świat jakich wartości ma w sobie. Byłem tylko pewien, że to inna aksjologia od tej, którą zwykle wiążemy ze współczesnymi Czechami. Wszak tytuł książęcy i podręcznikowi przodkowie muszą go zasadniczo różnić od swojsko-mieszczańskiej, świeckiej kultury przeciętnych mieszkańców Brna i Pragi.