Zadanie jest niezwykle trudne. Wystarczy popatrzeć, co się działo w czasie spotkań związkowców z NSZZ „Solidarność", które odbyły się ostatnio w Gdańsku. Najpierw z premierem Mateuszem Morawieckim, a w ostatnią środę z Elżbietą Rafalską, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Spotkania zostały utajnione, podobnie jak treść pojawiających się na nich propozycji rządu i oczekiwań związkowców z „Solidarności".

Czytaj także: Płaca minimalna dla niemedyków w szpitalach

Szukanie pieniędzy

– Problem polega na tym, że rząd nie chce ustąpić i dołożyć pieniędzy na podwyżki w sferze budżetowej – mówi anonimowo związkowiec znający szczegóły negocjacji. – Lekarze, pielęgniarki i nauczyciele mają już zagwarantowaną podwyżkę wynagrodzeń. Może się więc okazać, że kołdra jest za krótka i pieniędzy wystarczy tylko dla tych, którzy upomną się o nie najgłośniej.

Trudno w tej chwili powiedzieć, jak zakończą się negocjacje, bo wszystko zależy od tego, czy w budżecie znajdzie się dodatkowa kasa na wynagrodzenia dla urzędników.

– Wszystko rozegra się we wrześniu w czasie opiniowania przyszłorocznego budżetu – mówi Marek Lewandowski. – Można powiedzieć, że propozycja rządu jest konstruktywna, ale traktujemy ją jako punkt wyjścia do dalszych negocjacji. Nasze propozycje przedstawimy w najbliższych dniach w liście do premiera Mateusza Morawieckiego.

Wyższe minimum

„Rzeczpospolitej" udało się jednak dotrzeć do szczegółów planowanych zmian.

Wynika z tego bardzo ciekawy scenariusz.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

W najbliższej perspektywie, już na posiedzeniu 4 września, rząd ma podwyższyć przyszłoroczne minimalne wynagrodzenie do 2255 zł. Pierwotnie minister finansów zaproponowała 2220 zł, a związkowcy oczekiwali podwyżki do 2278 zł miesięcznie. Wszystko wskazuje, że związkowcom i rządowi w ostatnich dniach udało się spotkać w połowie drogi. Jednocześnie ma nastąpić odmrożenie (po siedmiu latach) odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, z którego w większych firmach są finansowane zapomogi dla pracowników i dopłaty do wczasów pod gruszą. Fundusz świadczeń socjalnych ma szczególne znaczenie w dużych spółkach publicznych.

Najwięcej kontrowersji budzi postulat dotyczący podwyżki wynagrodzeń w sferze budżetowej o 12 proc.

– Problem polega na tym, że system wynagrodzeń w sferze budżetowej jest tak skomplikowany, że może ona wchłonąć każde pieniądze, bez zauważalnego efektu dla pracowników z najniższymi wynagrodzeniami – dodaje zaprzyjaźniony związkowiec. – Plan jest taki, aby stworzyć zupełnie nowy algorytm podziału, pozwalający na przekierowanie pieniędzy do pracowników budżetówki zarabiających najmniej. Chodzi o to, by zatrzymać na stanowiskach urzędników zatrudnionych w ważnych dla państwa służbach dbających o bezpieczeństwo publiczne i nadzorujących przestrzeganie prawa. Zarobki części tych osób balansują obecnie na granicy minimalnego wynagrodzenia, co powoduje, że rezygnują z pracy w administracji publicznej.

Chodzi o to, że bez tego algorytmu najwięcej pieniędzy trafi do osób z najwyższymi wynagrodzeniami. To najczęściej osoby z politycznego nadania, które i tak nie mają co narzekać na swoje pensje.

Wychodzi na to, że związkowcy chcą stworzyć przemyślany system podwyżek dla budżetówki, który miałby przełożenie nie tylko na wizerunek rządu, ale także na podniesienie bezpieczeństwa państwa.

Potwierdzają to słowa przewodniczącego NSZZ „Solidarność" Piotra Dudy, który ostatnio na antenie publicznej telewizji przekonywał, że „Solidarność" domaga się podwyżek dla pracowników budżetówki, „także w interesie PiS".

Kolejna runda negocjacji już w najbliższy wtorek na forum Rady Dialogu Społecznego.