Jak wiadomo w dyplomacji ważne są gesty i symbole, a politykę międzynarodową w sposób zamierzony czy nie, uprawia się tak na użytek zewnętrzny, jak i wewnętrzny. Samozaoranie, czy jak kto woli samoupokorzenie, jakiego pospołu dokonali prezydent i premier w sprawie gwarancji bezpieczeństwa dla Beniamina Netanjahu podczas jego hipotetycznej wizyty w ramach obchodów 80. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau, nie tylko obnażyło fasadowość działań Polski jako elementu międzynarodowego systemu wymiaru sprawiedliwości. Deklaracja jednoznacznie odczytywana jako zapowiedź uchylenia się od zobowiązań traktatowych wobec Międzynarodowego Trybunału Karnego poprzez zignorowanie nakazu aresztowania premiera Izraela, który – co warto podkreślić – wcale się do nas nie wybierał, jednocześnie pozbawia rząd Donalda Tuska jakiekolwiek mandatu do tzw. przywracania praworządności w wymiarze sprawiedliwości (cokolwiek by ten termin po czwartkowej uchwale rządu teraz miał znaczyć).