Możliwe zresztą, że późną jesienią 2024 roku czy wczesną wiosną 2025 była to najrozsądniejsza ze strategii. Rządzący mieli przecież przed oczyma miraż sukcesu w wyborach prezydenckich i Rafała Trzaskowskiego, który jako prezydent złożyłby zapewne bez zbędnych pytań podpis pod ustawami przywracającymi status quo ante.
Czytaj więcej
Nie tylko sędziowie, byli członkowie KRS, są sondowani w sprawie reaktywacji Krajowej Rady Sądownictwa w składzie z 2017 roku. Pomysł został równie...
Czerwcowe wybory jednak wszystko zmieniły. Lokatorem pałacu prezydenckiego został Karol Nawrocki, a jego poglądy i otoczenie nie dają większych nadziei na konsensus w sprawie przywracania równowagi w poharatanym moralnie i skrajnie podzielonym wymiarze sprawiedliwości. Pominę tu kwestie czysto praktyczne, czyli wadliwość systemu z neo-KRS, neosędziami, nieuznawanym przez rządzących Trybunałem Konstytucyjnym czy podzielonym na wszelkie możliwe sposoby Sądem Najwyższym. To oczywista patologia, którą w imię polskiej demokracji i jakości państwa należałoby szybko zlikwidować. Tyle tylko, że klasa polityczna epoki zamętu i polaryzacji nie jest do tego zdolna. Też wszyscy to wiemy.
Komu spodoba się pomysł „wyzerowania” obecnej Krajowej Rady Sądownictwa?
Czemu więc służy pomysł ministra Żurka, by uchwałą Sejmu zlikwidować neo-KRS i po przepędzeniu jego członków dokonać reaktywacji składu KRS, którego kadencję nielegalnie zamknął PiS w roku 2018? Jest w tej koncepcji rzecz jasna ziarenko sensu: ożywiona ostatnia legalnie wybrana KRS spełniałaby wymogi konstytucyjne. Tyle że nie tylko o to politykom koalicji chodzi. Wydaje się, że taka rewolucja byłaby przede wszystkim ukłonem wobec tej części elektoratu KO, która domaga się efektywnych rozliczeń państwa PiS; rozliczeń, których dotąd nie przeprowadzono.
Czytaj więcej
Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa swoiste wygaszenie obecnej Krajowej Rady Sądownictwa uchwałą Sejmu i reaktywowanie składu KRS sprzed reform Pi...
Ukłon z kolei, o którym powyżej, to nic innego jak mobilizacja do walki przed wyborami w 2027 roku. Wiadomo, że takiej „akcji” nie zaakceptowałaby ani opozycja, ani prezydent, dla którego przepędzenie neo-KRS byłoby casus belli, a może więcej, wyzwoliłby prawdziwą furię. Nie mam wątpliwości, że część antagonistów prawicy na to właśnie liczy. Wtedy wybory 2027 byłyby konfrontacją buchających nienawiścią, maksymalnie spolaryzowanych i zmobilizowanych obozów. Wynik? Niepewny. A co do sytuacji w samym wymiarze sprawiedliwości, ten ostatni w tym scenariuszu byłby w jeszcze większym stopniu zakładnikiem polityków.
Czytaj więcej
Stajemy przed alternatywą. Albo przyszłe projekty ustaw będą zakładać polityczny kompromis jako warunek sine qua non jakichkolwiek działań legislac...
Reset KRS. Czy da się wybrać Radę w zgodzie z konstytucją?
Bo gdyby swoją pozycję obronili rządzący, w najlepszym przypadku wrogiem (z wszystkimi skutkami, takimi jak niepowoływanie sędziów) byłby prezydent. Gdyby jednak wróciła do rządów prawica, polałaby się polityczna krew. I to gęstymi strugami, a po ministrze Żurku i przywróconym składzie KRS nie zostałoby nic poza martyrologią. Ot, taka wizja przyszłości. Może więc lepiej szukać innych rozwiązań? Poczekać chwilę i obsadzić nową KRS w zgodzie z obowiązującymi przepisami, ale i zasadą demokratycznej reprezentacji środowiska sędziowskiego? Wiem, że polityków to nie zadowoli, ale może da większą gwarancję, że polski wymiar sprawiedliwości nie skończy jak mieszkańcy Pompejów? Pomyślmy.
Czytaj więcej
Kończy się czas, jaki Polska dostała na działania w celu przywrócenia praworządności. Bierność nie tylko jeszcze bardziej pogłębi zapaść sądownictw...
Czytaj więcej
Próba reaktywowania starej Krajowej Rady Sądownictwa, w składzie sprzed 2018 r., to nic innego jak leczenie dżumy cholerą. Zamiast przywrócenia pra...