Pisałem już w „Rzeczpospolitej” o duchu Carla Schmitta, nazywanego koronnym jurystą III Rzeszy, ale proces przywracania praworządności w demokratycznym państwie prawnym, urzeczywistniającym – zgodnie z art. 2 konstytucji – zasady sprawiedliwości społecznej, intensyfikuje się, muszę więc przypomnieć. Zwłaszcza że kiedyś spadły na mnie ze strony „obrońców praworządności” obelgi, że jestem „faszystą”, bo wspomniałem nazwisko Schmitta w kontekście procesu uchwalania naszej konstytucji, będącego przykładem – według jego terminologii – „kompromisu nieautentycznego”, którego istotą jest odwlekanie decyzji poprzez wprowadzanie formuł czyniących „zadość sprzecznym żądaniom i pozostawienie kwestii spornych nierozstrzygniętymi”.