Dorastające chłopaki, walcząc o dominację na podwórku, pokrzykują, że nikt im nie podskoczy. Ale kto dziś wie, co to jest prawdziwe podwórko i jakie są niepisane, lecz starannie przestrzegane prawa, jakimi się rządzi? Chyba tylko – z racji słusznego wieku – sam prezes Kaczyński, bo twierdzi, że zwalczają go chuligani z podwórka, którzy nie dostąpili zaszczytu dobrego wychowania w żoliborskiej willi.
Wszystko jednak zależy od tego, do jakich sztuk walki nawiązują zwaśnione grupy; czy do sarmackich: „ja z synowcem na czele i jakoś to będzie”, czy stadionowych, które prostą drogą – widoczną na każdym boisku piłkarskim – nazwaliśmy wykradzionym z angielszczyzny słowem „chuligaństwo”.
Czytaj więcej
Dziś już wiemy, że nie ma żadnego „wolnego świata” ani takiej Ameryki, o której śniliśmy w zwodniczym rozmarzeniu ostatniego przełomu tysiącleci. Z...
Plebejska łobuzeria, a nie chuligani
Ponieważ wychowałem się w pobliżu dawnego stadionu Lechii i to w czasach, kiedy Tuska, a tym bardziej Nawrockiego, nie było jeszcze na świecie, dobrze wiem, że cała odradzająca się po wojnie bandyterka stadionowa przesiąknięta była zwykłą plebejską łobuzerią, nie zaś zapatrzonym w zachodnie wzorce „chuligaństwem”. Niewiele starsze ode mnie miejscowe chłopactwo biło się w krzakach otaczających ówczesny stadion przy ulicy Traugutta wyłącznie pomiędzy sobą, „obcych” nie zaczepiało.
Najgroźniejszym przeciwnikiem, który rzadko zaplątywał się w te utarczki, był gdański „bowka”, wobec którego polskie łobuziaki brały zwykle nogi za pas; nie tylko dlatego, że był starszy i przez to silniejszy; „bowka” miał swoje – nieznane zwykłemu chłopactwu – interesy i takież sposoby w bójce. Aby zostać bowką, nie starczał bitewny zapał ulicznika z Wilna lub Warszawy, który z rodziną (zwykle przetrzebioną przez wojnę) osiadł w zrujnowanym Gdańsku.
Czytaj więcej
„Mecz ze Stoczniowcem został przerwany! Na trybuny wbiegli kibole Lechii Gdańsk i pobili naszych sympatyków (9-letniego i 14-letniego chłopca, osob...
RBN. Kto uczestniczy w przedbitewnych pyskówkach?
Za moich czasów żyli jeszcze synowie kaszubskich albo starogdańskich rodzin, którzy w swoich domach nawdychali się powietrza Wolnego Miasta, bo wiedzieli, co oznacza wpisana w jego herb dewiza: „nec temere, nec timide” (bez strachu, ale z rozwagą). Potem minęły lata znaczone wyjazdami i przyjazdami, aż zapanowało standaryzowane, bezimienne chuligaństwo; chuligan nikogo nie broni, wszystkich bije, jego dewizą jest: „im gorzej, tym lepiej”.
Bowka nie uczestniczy w przedbitewnych pyskówkach; ma od tego swoich podrzędniejszych przybocznych, za to wali celnie i mocno. Tyle mogę napisać o niedawnej bijatyce chłopactwa rozegranej w Kancelarii Prezydenta na tak zwanym posiedzeniu RBN. Szczątki ostatnich bowków od dawna spoczywają w bezmiarze leśnego cmentarza na Srebrzysku, ale czasem znajdzie się jeszcze ktoś, kto pojmuje ich dewizę. Wtedy biada!