Janusz Palikot i polskość - Memches

Efekt walki Palikota z polskością zależy od Tuska. To on zdecyduje o pozycji kontrkulturowego figlarza i jego randze w polskim życiu publicznym – uważa publicysta

Publikacja: 27.02.2012 18:35

Filip Memches

Filip Memches

Foto: Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska

Bulwersująca wypowiedź Janusza Palikota o tym, że Polacy powinni wyrzec się polskości, powinna była paść w innym gronie niż to, które tworzą czołowi politycy lewicy. Oni bowiem raczej nad polskością się nigdy nie zastanawiali. Aleksander Kwaśniewski czy Leszek Miller to pragmatycy władzy, a nie ideolodzy kontrkultury. Polskość natomiast była 25 lat temu przedmiotem krytycznej refleksji młodego historyka z Gdańska Donalda Tuska. I to chyba obecny premier jest właściwym partnerem Palikota w tej sprawie.

Polskość to nienormalność?

Przywołajmy opinię Tuska z ankiety „Znaku" (11 – 12/1987), wokół której narosły nieporozumienia. Traktowany jest on jako dowód na pogardliwy stosunek dzisiejszego szefa rządu do polskości. Na potwierdzenie tego przytaczany jest zazwyczaj początkowy fragment, w którym autor przywołuje obrazy wielkich wydarzeń historycznych, by to skwitować słowami: „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło -ponuro -śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych rojeń? Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu".

Ale przecież wydźwięk opinii Tuska nie był jednoznaczny. Pod koniec tekstu czytamy: „Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę – tak po polsku, patetycznie – że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem".

Tymczasem Palikot nie hamletyzuje. Wystarczy sięgnąć po jego manifest „Ludzie, literatura, polityka – gęba urazów" („Gazeta Wyborcza", 21 – 22.08.2010), który można potraktować jako trop do wyjaśnienia, o co chodzi z tym – być może tylko prowokacyjnym – namawianiem do wyrzekania się polskości.

Palikot, śledząc polską debatę publiczną po katastrofie smoleńskiej, wskazuje literaturę jako główny czynnik warunkujący postawy polityków. Zdaniem skandalisty problemem jest romantyzm, który w Polsce połączył krzyż z narodem.

Antypolityczny Gombrowicz

Ilustracją duchowego zniewolenia Polaków ma być scena z „Trans -Atlantyku" Gombrowicza. Bohaterowie są w niej przymuszani do ślepego posłuszeństwa wobec Związku Kawalerów Ostrygi i nie próbują się buntować. „W tym znieruchomieniu wobec możliwego zarzutu o zdradę, o ucieczkę, o niebycie we wspólnocie cierpienia – w tym tkwi niemoc polityki" – stwierdza Palikot. I zachęca do walki z dziedzictwem romantyzmu, które, według niego, nie pozwala Polakom zdobyć się na indywidualną wolność, wyrażającą się – jak możemy się domyślać – chociażby w szydzeniu z żałobników zgromadzonych pod krzyżem przed Pałacem Prezydenckim.

Tak więc Palikot nawiązuje do myśli prekursora europejskiej nowej lewicy Antonia Gramsciego. Ten włoski filozof uważał, że zwycięstwo marksizmu w sferze polityki jest możliwe tylko jako rezultat zwycięstwa tej koncepcji w sferze kultury. Parlamentarzysta chcący przemieniać świadomość Polaków za pośrednictwem kanonu lektur nie jest więc oryginalny. Ale czy naprawdę Gombrowicz może być właściwym patronem nowolewicowej rewolucji?

Frapująco kwestię tę podejmuje Agata Bielik -Robson w znakomitym eseju „Mięsem w strukturę" („Europa – Tygodnik Idei", 13/2004). Tytułem dygresji warto zaznaczyć, że w roku 2010 wzięła ona udział jako panelistka w kongresie założycielskim Ruchu Poparcia Palikota i wyraziła entuzjazm dla takiego pojmowania wolności, jakie zaprezentował założyciel partii. Z kolei sześć lat wcześniej Bielik -Robson zachwycała się zjadliwymi uwagami Gombrowicza, zawartymi w ostatnim tomie jego „Dzienników" pod adresem myślicieli francuskiej nowej lewicy.

Takim filozofom jak Michel Foucault czy Jacques Derrida Gombrowicz zarzucał przeteoretyzowanie wizji świata oraz przede wszystkim sprowadzenie człowieka do poziomu bezdusznego cyborga. W „Dziennikach" pada następujące oskarżenie: „Zupełnie dziecinne lekceważenie bólu jest u podstaw tego niezmordowanego układania klocków intelektualnych. Jeśli już sartrowska wolność nie czuje bólu, nie dość się go lęka, to te dzisiejsze obiektywizmy robią wrażenie czegoś spłodzonego w stanie znieczulenia".

Fakt, Gombrowicz upomina się o duchowy wymiar człowieczeństwa bynajmniej nie z pozycji tradycyjnego katolika. Stawia przecież nowolewicowe konstrukty myślowe na równi z religią. Dla niego najważniejsze jest „mięso" jako egzystencjalne doświadczenie bólu przeciwstawiane wszelkim doktrynom: religijnym i świeckim, konserwatywnym i progresywistycznym. Ale przecież ta demonstracja antypolityczności nie ma nic wspólnego z takimi działaniami jak walka partyjnej koleżanki Palikota Wandy Nowickiej o prawo do aborcji.

Może więc wyrzekanie się polskości to akt konstytuowania się tego, co Gombrowicz nazywa w „Trans -Atlantyku" Synczyzną, a więc młodzieńczy, indywidualistyczny bunt przeciwko patriotycznym, zbiorowym zobowiązaniom. Tyle że sam pisarz bynajmniej nie zajął jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. W „Trans -Atlantyku" raczej kreśli on obraz polskiego piekła czy, trafniej rzecz ujmując, piekiełka, zderzenie pewnych postaw – konfrontację tego, co stare, z tym, co nowe – aniżeli wyraża jakieś konkretne stanowisko.

Romantyzm  dla nowoczesności

Gombrowicz ma zatem znacznie więcej wspólnego z romantyzmem, niż się Palikotowi wydaje. Romantyzm był bowiem kulturowym filarem polskiej nowoczesności. Proces desarmatyzacji i demokratyzacji społeczeństwa polskiego trwa – owszem, z wielkimi oporami, ale jednak – od dwóch stuleci.

Mickiewicz, któremu Palikot w swoim manifeście wypowiada wojnę („Ja nie z Wami walczę, a z Mickiewiczem"), promował wartości kontestujące feudalną rzeczywistość. Z jej przeżytków Gombrowicz kpił. Kultura romantyczna była ważnym czynnikiem kształtującym nowoczesny naród, w ramach którego bycie Polakami przestawało być domeną szlachty, ale zaczynało obejmować całe społeczeństwo.

Upodmiotowienie ludu oznaczało więc w skrócie to, że i chłopi stawali się panami (jakże modernizacyjnie brzmi fraza z „Psalmu miłości" konserwatysty Krasińskiego: „Z Szlachtą polską – polski Lud").

Z kolei w XX wieku jednym z czołowych polskich modernizatorów okazał się hierarcha kościelny. Kardynał Stefan Wyszyński miał świadomość, że stary model społeczeństwa feudalnego dobiegł kresu. Uznał przemiany modernizacyjne za proces, w który Kościół katolicki powinien aktywnie się włączyć. W warunkach komunizmu lud traktował jako główny podmiot życia narodowego i religijnego.

Spadkobiercami kultury romantycznej byli z pewnością też działający w okresie II RP, związani politycznie z Józefem Piłsudskim, orędownicy tak zwanego prometeizmu. Odrzucali oni kolonialne poczucie wyższości charakteryzujące stosunek dawnej szlachty do Kresów czy nieśmiało odzywające się nacjonalistyczne lęki rosnącego w siłę plebsu. Opowiadali się za niepodległością Ukrainy i innych krajów ciemiężonych w sowieckim imperium.

Kiedy Lech Kaczyński w geście solidarności z najechaną przez Rosję Gruzją zorganizował wizytę przywódców Europy Środkowej i Wschodniej w Tbilisi, to chcąc nie chcąc odwoływał się właśnie do idei prometejskiej.

Jego patronem Boy

Kto zatem może być patronem walki Palikota z polskością? Tym kimś mogą być takie postaci jak Irena Krzywicka czy Tadeusz Boy -Żeleński. Kiedy etosowi inteligenci II RP optowali za życiem godnym, w pewnych przypadkach i w pewnym sensie wręcz heroicznym, serio traktującym dramatyzm istnienia, Krzywicka i Boy stawiali na życie wygodne, bezproblemowe.

Nie przypadkiem w kwestii rozmaitych akcji Boya – walki z „obłudą" kleru czy kampanii na rzecz regulacji poczęć – w jednym szeregu stawali sympatyzujący z PPS Karol Irzykowski, związany z sanacją mesjanista Jerzy Braun i narodowiec Stanisław Piasecki. W szkicu „Szpila w zielony balonik" Piasecki podkreśla „poczucie wspólności cywilizacyjnej" łączące tych trzech jakże różniących się między sobą myślicieli wobec libertyńskich inicjatyw autora „Dziewic konsystorskich".

Teraz Palikot powtarza walkę Boya z polskim „ciemnogrodem". Upodmiotowienie ludu interpretuje jako upowszechnienie rozrywek, którymi się raczą ekscentryczni przedstawiciele klasy próżniaczej. Ale z tej mąki chleba nie będzie. Emancypacja człowieka nie polega na obdarzaniu go prawem do samozniszczenia, nawet jeśli owo samozniszczenie jawi się komuś jako szczęście. Nie chodzi o infantylne dogadzanie najniższym instynktom.

Wolność to nie palenie marihuany, reprodukowanie wedle własnego widzimisię ludzi w probówkach czy przywileje małżeńskie dla tak zwanych związków partnerskich. Wiąże się ona natomiast z mężnym pokonywaniem trudów, wzrostem duchowym, stawaniem się kimś lepszym. Modernizacja to poważne, doniosłe zadanie, a nie ruja i poróbstwo.

Efekt walki Palikota z polskością zależy jednak od Tuska. To po stronie obecnego premiera jest teraz piłka. Może on zdecydować o pozycji kontrkulturowego figlarza i o randze jego inicjatyw w polskim życiu publicznym. Dlatego powinien na nowo przemyśleć swoją odpowiedź w ankiecie „Znaku" sprzed ćwierćwiecza. Aby już nie tkwić w nieokreśloności postpolityki i jeszcze raz dokonać „wspólnego świadomego wyboru".

Autor jest publicystą, dziennikarzem, współpracuje z tygodnikiem „Uważam Rze"

Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Izrael atakuje Polskę. Kolejna historyczna prowokacja
https://track.adform.net/adfserve/?bn=77855207;1x1inv=1;srctype=3;gdpr=${gdpr};gdpr_consent=${gdpr_consent_50};ord=[timestamp]
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Zwierzęta muszą poczekać, bo jaśnie państwo z Konfederacji się obrazi
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Grzegorz Grosse: Europejskie dylematy Trumpa
Opinie polityczno - społeczne
Konrad Szymański: Polska ma do odegrania ważną rolę w napiętych stosunkach Unii z USA
Materiał Promocyjny
Bank Pekao wchodzi w świat gamingu ze swoją planszą w Fortnite
Opinie polityczno - społeczne
Robert Gwiazdowski: Dlaczego strategiczne mają być TVN i Polsat, a nie Telewizja Republika?