Rz: Jaki będzie ten rok dla producentów aut?
Trudny. Jest kryzys, w całej Europie szuka się redukcji kosztów. Agencje konsultingowe piszą, że spadek na poziomie 5 proc. to minimum, a może być większy: 7, a nawet 10 proc.
To dużo?
To może być milion aut. Czyli tyle, co pięć fabryk jak nasza. Nikt nie myśli o zamykaniu zakładów, ale będzie to niewykorzystanie dużej części mocy produkcyjnych, co podniesie koszty i obniży konkurencyjność.
Jak ten spadek będzie wyglądał w poszczególnych segmentach produkcji?
Niestety, najbardziej nieodporny na kryzys jest segment klasy kompaktów. A takie my właśnie produkujemy. Za to segment aut ekskluzywnych prawdopodobnie będzie rósł, zwłaszcza dzięki popytowi w Chinach oraz w Ameryce.
Jak w takim razie będzie wyglądała produkcja Gliwic?
Ten rok jest naszym dużym zmartwieniem. Wiemy, że pierwszy kwartał będzie słabszy od analogicznego w ubiegłym roku o 10 proc. Co do kolejnych, trudno powiedzieć. Będziemy obserwować sytuację, by dostosować produkcję do zamówień. Ale nie spodziewam się, by w kolejnych miesiącach sytuacja znacząco się poprawiła.
Produkcja na koniec roku na pewno będzie niższa od tej z ubiegłego. Trzeba jeszcze mieć na względzie możliwość przesunięć produkcji w ramach fabryk z tym samym modelem. My na wyłączność produkujemy trzydrzwiową astrę GTC i astrę czterodrzwiową poprzedniej generacji.
Fiat uruchomił produkcję pandy we Włoszech, choć w Tychach byłoby taniej. A Opel zaczął produkować astrę w Russelsheim, mimo że w Gliwicach są wolne moce produkcyjne. Czy takich kroków będzie więcej?
Gdyby wszystkie decyzje w branży opierały się wyłącznie na ekonomii, bylibyśmy w produkcji aut mistrzami świata. Ale w czasie kryzysu polityka w podejmowaniu decyzji biznesowych staje się bardziej widoczna i to nas martwi. Współzawodniczymy z innymi fabrykami w koncernie, naszymi atutami są jakość i koszt, ale innych możliwości wpływania na decyzje właściciela nie mamy.
Jaki był ubiegły rok dla fabryki w Gliwicach?
Wyprodukowaliśmy 174 tys. aut. Rok wcześniej niecałe 159 tys. Więc w zasadzie był to świetny rok, nawet lepszy, niż się spodziewaliśmy. W pierwszym kwartale myśleliśmy nawet, że zbliżymy się do rekordowego roku 2007, gdy produkcja przekroczyła 180 tys. aut.
Sprzedaż nowych aut w Polsce jest bardzo niska, w ub. roku jeszcze spadła o ponad 12 proc. Na ile chłonność rynku wpływa na decyzje o wielkości produkcji aut?
Najlepsze miejsce do produkowania to takie, gdzie niskie są koszty, a do tego jeszcze jest duży zbyt. Przykładem są Chiny z ogromnym rynkiem wewnętrznym. Kiedyś wydawało się, że duży rynek będzie mieć też Polska. Gdy powstawała fabryka, takie właśnie były założenia. Dziś jednak więcej aut kupują Austriacy, których jest przeszło czterokrotnie mniej. Organizacje motoryzacyjne cały czas upominają się, by rząd zachęcał ludzi do zakupów nowych aut, a nie dusił rynku wysokim VAT i akcyzą.
Ze sprzedażą Opla w Polsce nie jest jeszcze źle. Udział marki w rynku wynosi ok. 7,5 proc. To więcej niż średnia w Europie.
To mógłby być argument za przeniesieniem większej produkcji astry do Polski, ale wtedy gdyby nie tylko udział w rynku był większy niż gdzie indziej, ale przede wszystkim sprzedaż. A ta w porównaniu z innymi krajami jest minimalna.
Jak będziecie się ratować przed spadkiem produkcji?
Od jesieni mamy nowy model – GTC, w przypadku którego liczba zamówień o kilkanaście procent przewyższa oczekiwania. To duży sukces, bo auto pojawiło się w czasie kryzysu, gdy popyt spada. Ale to nie wystarczy. Jeśli chcemy być konkurencyjni, powinniśmy być maksymalnie elastyczni, a przestajemy z powodu ograniczeń czasu pracy. Przykładem jest sprawa jego rozliczania: mamy czteromiesięczny okres rozliczeniowy, gdy w innych krajach Europy może trwać nawet 36 miesięcy lub dłużej. To pozwala zarządzać spadkami produkcji, np. kumulować dni, kiedy nie ma co robić, przeczekać zły okres i zamieniać na soboty czy niedziele, gdy jest dużo zleceń.
Czy w tym roku w Oplu może dojść do zwolnień?
Z pewnością nie planujemy zwalniać etatowych pracowników General Motors. Tych chcemy utrzymać za wszelką cenę. Nasi ludzie są bardzo cenni, wyrobili sobie doskonałą markę, szkolą załogi w innych fabrykach. Będziemy regulować zatrudnienie osobami z agencji pracy tymczasowej. Ale powtarzam: gdyby rozliczanie czasu było elastyczniejsze, można by część tych ludzi przenieść na stałe umowy. Tym bardziej że zakład się rozbudowuje. Jest szansa, że w ciągu trzech, czterech lat będziemy produkować 210 tys. aut rocznie.
Kiedy pojawią się nowe modele?
W drugiej połowie roku planujemy uruchomienie produkcji astry IV w wersji czterodrzwiowej. A na początku przyszłego roku ma wystartować cabrio, do czego już teraz się przygotowujemy.
A chevrolet cruze? Coraz więcej mówi się, że wjedzie do Gliwic.
Choć dużo się o tym mówi, to żadne ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły. Gliwice wydają się logicznym rozwiązaniem, bo nikt inny nie wytrzyma konkurencji kosztowej z Koreą, zwłaszcza po liberalizacji ceł. Dla innych oplowskich fabryk byłoby to korzystne: wypełnienie Gliwic chevroletami oznaczałoby, że mogliby u siebie produkować więcej opli. A my mielibyśmy auto masowe, poszerzające grupę klientów i kierunki eksportu. Walczymy też o produkcję następnej, piątej generacji astry. Jestem przekonany, że część produkcji tego auta trafi do Gliwic.
W kierownictwie Opla widać spore zmiany, czterech Amerykanów weszło do rady nadzorczej. Czy to wpłynie na sytuację zakładu?
Myślę, że korzystnie. GM ceni naszą fabrykę za jakość i efektywność i w obliczu kryzysu w Europie będzie chciał te atuty wykorzystać.
Czy pracownicy fabryki jeżdżą oplami?
Po roku starań nasz dział personalny wypracował i wdrożył nowy system leasingowy. Każdy pracownik może jeździć nowym oplem, płacąc od 500 do 650 zł miesięcznie w zależności, czy jest to corsa czy astra. Auto jest ubezpieczone, ma nawet pakiet zimowych opon. Pracownik kupuje tylko paliwo, a po pół roku wymienia samochód na nowy. Liczymy, że dzięki temu liczba pracowników jeżdżących oplami zwiększy się znacznie.
CV
Andrzej Korpak, dyrektor generalny General Motors Manufacturing Poland, zaczynał w Oplu jako menedżer ds. BHP, potem odpowiadał za sprawy personalne, a w 2005 r. został szefem produkcji. Dwa lata później był wiceprezesem Isuzu w Tychach. Od 2010 r. znowu w Gliwicach już jako dyrektor fabryki.