To było jesienne popołudnie, niemal równo rok temu. Na sali kilkaset osób: przedsiębiorcy, menedżerowie, kilku ministrów. Wszedł na scenę właściwie niepostrzeżenie, nawet nikt z pierwszych rzędów nie wyrwał się z oklaskami. Te dostał dopiero na zakończenie wystąpienia, z którego wszyscy zapamiętali jedno – wicepremiera ds. gospodarki w tym rządzie nie będzie. Tym samym, marzenie wypowiedziane chwilę wcześniej na tej samej scenie zostało rozwiane.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Dwa lata rządów koalicji 15 października. Państwowe spółki brylują na giełdzie

Pro

Niespełnione oczekiwania wobec nowego rządu

Dlaczego? Donald Tusk zwalił winę na swoich koalicjantów, że „takiego zapisu w umowie z nimi nie ma i pewnie się nie zgodzą”. Później, w kuluarach, złośliwe języki komentowały, że nic dziwnego, skoro premiera właściwie gospodarka nie interesuje, ba – mało ją rozumie. Złośliwe, bo przecież już wtedy wszystkie znaki wskazywały na podniesienie się z kolan polskiej gospodarki. Po 2023 r. – ostatnim rządów PiS – gdy PKB urósł raptem o 0,01 proc., wzrost miał sięgnąć 3 proc. (i tak też się stało). Złośliwe, bo przecież rząd Donalda Tuska odblokował unijne fundusze na Krajowy Plan Odbudowy. Więc o co właściwie tym przedsiębiorcom chodzi?

Pewnie o to, że trudno jest im znaleźć odpowiedź na pytanie o politykę gospodarczą rządu. Jaki jest plan na nasz dalszy rozwój? Trzeba się przecież przygotować na lata, gdy przelewy z Brukseli będą coraz mniejsze niż obecnie. I na lata, gdy kryzys demograficzny poturbuje nasz rynek pracy oraz system emerytalny. Jedno i drugie, wbrew pozorom – z punktu widzenia dostosowywania się gospodarki do tych wyzwań – już niedługo.

Czytaj więcej

Sondaż. Rząd zmarnowanych nadziei. Nawet wyborcy koalicji oczekiwali znacznie więcej

Wzrost gospodarczy bez strategii

I choć przegrana Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich zmusiła premiera Donalda Tuska do zmiany zdania w kontekście człowieka „od gospodarki” i dopisał te obowiązki ministrowi finansów Andrzejowi Domańskiemu, niewiele się zmieniło. Gospodarka dalej pędzi – prognoza wzrostu PKB na 2025 r. to 3,5 proc. – a przedsiębiorcy dalej borykają się z tymi samymi problemami. Jasne, kilka może i zniknęło dzięki nagłemu przypływowi sympatii Tuska do Rafała Brzoski, ale deregulacja jak szybko weszła na polityczne salony, tak szybko z nich zeszła.

Minister finansów i gospodarki jest dziś „i gospodarki” tylko z nazwy. Co nie dziwi, ma bowiem na głowie budżet na 2026 r., w którym jak na dłoni widać, do jakich problemów doprowadziła polityka finansowa i gospodarcza rządów Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Dwa lata rządów koalicji 15 października. Państwowe spółki brylują na giełdzie

Pro

Państwo w silosach. Partyjnych i osobistych

Dlatego gospodarka pada ofiarą silosowego zarządzania państwem. Każde ministerstwo – by nie powiedzieć wprost ministra lub minister – ma swoją agendę. I oczywiście dla każdego jest ona najswojsza. A to, czy odpowiada na wyzwania współczesnego świata i czy jest zgodna z naszym długoterminowym interesem – czytaj budową dobrobytu – to już kwestia wtórna. Przynajmniej dla owych ministrów.

I jakkolwiek cenna jest różnica zdań dotycząca wizji polityki gospodarczej i tego, na co powinniśmy postawić, aby nie być tylko jednorazowym gościem w klubie najbogatszych krajów świata G20, tak złowróżbny jest brak efektów. Od samej dyskusji, jaki ma być program mieszkaniowy rządu, lokali nie przybędzie. Gdyby tak było, połowa Polski właśnie wprowadzałaby się do własnego „m”. Od populistycznego walenia w sektor bankowy, kredyty nie stanieją. Gdyby tak było, hipoteki pewnie byłyby za darmo. Od opowieści o potrzebie wsparcia polskiej nauki, technologicznego jednorożca nie zbudujemy. Gdyby tak było, mielibyśmy ich już całe stado.

Gdyby przedsiębiorcy – mimo wszystko – nie mieli takiego ciągu na bramkę, polska gospodarka nie byłaby w czołówce Unii Europejskiej. Tylko dlaczego znów mimo wszystko?

Czytaj więcej

Polskie firmy ruszają na świat. Rekordowy wzrost inwestycji zagranicznych