To akurat nasza specjalność. Saudyjczycy sprawiali lepsze wrażenie, bo zawsze przyjemniej patrzy się na zespół, który próbuje coś skonstruować, niż na taki, który tylko przeszkadza. Ale na wrażeniu się skończyło.

Kiedy w okresie przewagi Arabii Saudyjskiej bramkę strzelił Piotr Zieliński, Saudyjczycy musieli to psychicznie bardzo odczuć. No bo jak to, co się dzieje? My gramy, a Polacy strzelają?

Czytaj więcej

Cierpliwi i skuteczni. Polacy wygrali z Arabią!

Sytuacja z niewykorzystanym rzutem karnym była dla nich jeszcze większym ciosem. Już myśleli, że szybko odrobią stratę, kiedy Wojciech Szczęsny odebrał im złudzenia.

Na drugą połowę Saudyjczycy wyszli z mniejszą wiarą, niż na mecz z Argentyną, z którą też do przerwy przegrywali 0:1. Wprawdzie nadal to oni prowadzili grę, ale nam było już znacznie łatwiej - wystarczyło pilnować przewagi. A kiedy oni, chcąc odrobić stratę, ruszyli do ataku kosztem obrony, Polakom udało się skonstruować kilka akcji.

Czytaj więcej

Mundial: Polska wygrała z Arabią Saudyjską, ale jeszcze nie może być pewna awansu

Żadnemu z partnerów nie udało się jednak celnie dograć piłki Robertowi Lewandowskiemu, zrobił to za nich saudyjski obrońca. Przy wyniku 2:0 nie było już żadnych wątpliwości, że wygrają Polacy. Nie trzeba było nerwowo odliczać doliczonych ośmiu minut.

Lewandowski odetchnie, gdyż zdobył gola i spełnił pierwsze małe marzenie związane z mundialem. Szczęsny będzie porównywany z Janem Tomaszewskim i wszyscy wyjdą na boisko przeciw Argentynie ze świadomością, że to mecz o wielką stawkę, a nie pożegnanie z mistrzostwami.

Niezależnie od ambitnej postawy Saudyjczyków warto pamiętać, że zwycięstwo nad nimi było obowiązkiem. W wyścigach wielbłądów pewnie byśmy przegrali.