Korespondencja z Eugene

Wydawało się, że o kolejny flirt z historią będzie trudno. Zeskok organizatorzy ustawili przy przeciwległej prostej, czyli tam, gdzie - według biegaczek - mocno wiało. Duplantis się tym jednak nie przejął. Wyszedł w górę lekko, nad poprzeczką przepłynął niczym światowej klasy gimnastyk.

Zginając się miał wciąż osiem centymetrów zapasu, tyle dzieliło go od poprzeczki - to margines kolejnych epokowych wyników, którym dysponuje już dziś, a przecież ciągle się rozwija.

Aż trudno uwierzyć, że dopiero teraz został mistrzem świata wszechwag. Przyjechał do Eugene jako złoty medalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw Europy, ale trzy lata temu na mistrzostwach świata był jeszcze drugi. Złoto wywalczył wówczas Sam Kendricks, którego teraz zatrzymał koronawirus.

Duplantis nie został jednak w Eugene idolem Ameryki, bo choć wychował się w Luizjanie, to jako ojczyznę wybrał kraj matki, czyli Szwecję.

Kiedy zadzwonił telefon, był rok 2015, a przyszły rekordzista świata dopiero za kilka miesięcy miał wziąć udział w pierwszej międzynarodowej imprezie. Nie był to żaden amerykański specjalista od skoku o tyczce. Odezwali się Szwedzi. Dzień później zadzwonili znowu i już nie przestawali.

Czytaj więcej

Armand Duplantis pobił rekord świata

- Przekonywali mnie i rodziców. Powtarzali: powinieneś startować dla Szwecji! Jesteśmy świetnie zorganizowani. To brzmiało jak całkiem niezła oferta - opowiadał w rozmowie z „New York Timesem”.

Potraktowali go wyjątkowo, dziś jest ukochanym dzieckiem Szwecji. Wygrywa w rankingach popularności z piłkarzem Zlatanem Ibrahimoviciem i biegaczką narciarską Charlotte Kallą. Błyskawicznie zerwał łatkę potomka dwóch narodów.

Doszlifował język, jeździ Volvo i Polestarem, kupił w Szwecji mieszkanie i umawia się z modelką Desire Inglander, a w Tokio specjalnie ściągną maseczkę, żeby rodacy widzieli, jak śpiewa hymn.

8 cm

Tyle dzieliło Armanda Duplantisa od poprzeczki, w momencie gdy bił rekord świata

Skacze tak, jakby urodził się z tyczką w dłoni, choć według mamy (byłej wieloboistki) jako dziecko chętnie grał też w piłkę i baseball. Fachu uczył się na podwórku. Ojciec Greg - były tyczkarz z rekordem życiowym 5,80 m - zorganizował mu prowizoryczny zeskok za domem. Długo skakał boso.

Mistrz świata Sam Kendricks mówi, że „ma podręcznik od historii w głowie". Kilka godzin przed zawodami w Toruniu, gdzie w 2020 roku pierwszy raz pobił rekord świata, Szwed jako inspirację wrzucił na Instagrama zdjęcie Władysława Kozakiewicza z igrzysk w Moskwie.

Swoje zdjęcie po tych zawodach opatrzył hasłem: „Born To Fly" - „Urodzony, by latać". Kiedy zapytaliśmy dwa lata temu, jaka jest granica ludzkich możliwości w skoku o tyczce, odpowiedział: - Chciałbym skakać tak wysoko, żeby ludzie zaczęli się nad tym zastanawiać.

Wielu oczekuje, że zostanie na dworze królowej sportu gwiazdą porównywalną do Usaina Bolta. - Nie winię ich za to. Będę starał się to wszystko unieść, na miarę moich możliwości - podkreśla. Show, jaki dał na Hayward Field, był na tej ścieżce kolejnym ważnym krokiem.