Wizyta książęcej pary z Luksemburga w Polsce może obudzić falę nostalgii u starszych fanów rocka, a ciekawość u młodszych, którzy nie do końca rozumieją słynny fragment „Autobiografii" Perfectu: „A w sobotnią noc/Był Luxembourg, chata, szkło/ Jakże się chciało żyć".
– Myślę, że Radio Luxembourg i płyty były moją szkołą muzyczną – mówi „Rz" Bogdan Olewicz, autor piosenki. – Dźwięk na falach średnich pływał. Żeby wycisnąć rock and rolla z bakelitowego pioniera, trzeba było rozciągnąć antenę po całym pokoju.
– Mieliśmy przedwojenne radio z zielonym oczkiem. Słuchało się Luksemburga, ale dźwięk ciągle gdzieś uciekał – wspomina Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu.
Popularnością radia w Polsce zaskoczony był nawet Conrad Bruch, były ambasador Wielkiego Księstwa Luksemburga.
„Kiedy jesienią 2010 r. przybyłem do Polski, już w trakcie pierwszych wizyt składanych polskim politykom, wysokiej rangi urzędnikom państwowym i biznesmenom uderzyło mnie, że tak wielu moich rozmówców odruchowo kojarzyło mój kraj przede wszystkim z Radiem Luxembourg – napisał Conrad Bruch we wstępie do wystawy poświęconej radiu. – Liczni przedstawiciele obecnej polskiej elity politycznej, gospodarczej i kulturalnej w czasach swojej młodości regularnie słuchali programów nadawanych przez Radio Luxembourg w języku angielskim".
Tej stacji poświęcony jest film dokumentalny Piotra Boruszkowskiego i Zbigniewa Sabata z 2008 r., stawiający tezę, że radio grające Beatlesów i Stonesów osłabiało żelazną kurtynę.
– Znajomość najnowszej listy przebojów Radia Luxembourg stała się wyznacznikiem bycia na czasie – uważa Wojciech Mann.– Informacje o „Top Twenty" były odnotowywane w specjalnych zeszytach i przypinane na szkolnych gazetkach ściennych. Zapisywanie wysłuchanych tytułów utworów i nazwisk wykonawców nastręczało wielu trudności i zmuszało do nauki języka angielskiego.
–Nie miałem kompletnie chęci i nie widziałem jakiegokolwiek sensu w uczeniu się angielskiego – wspomina Andrzej Olechowski. – Radio Luxembourg było bodźcem najskuteczniejszym. Gdybym nie znał angielskiego, nie wiem, gdzie byłbym teraz.
– Dzieciństwo spędziłem w domu dziecka – mówi Roman Kostrzewski, wokalista zespołu KAT. – Mieliśmy utrudniony dostęp do odbiorników radiowych, ale był wśród nas majsterkowicz, który sam sklecił radio, a wśród odbieranych stacji był osławiony Luxembourg, nadający mnóstwo zachodniej muzyki z pierwszej ręki.
Zdaniem Marka Gaszyńskiego luksemburska stacja tworzyła też nowe wzorce radiowych programów.
– W Radiu Luxembourg były tak zwane jingle, czyli przerywniki dźwiękowe, które dynamizowały sposób mówienia i tempo audycji – wspomina Marek Gaszyński. – Uczyły nas, przyszłych prezenterów, żeby mówić młodzieżowym językiem do młodzieżowego słuchacza. Dziś to standard.