Legitymacja członka PTTK otwierała przede mną malowniczy świat polskich schronisk turystycznych. Wspomnę jedynie, że wolałem czasami przespać się na materacu gimnastycznym w jakiejś wiejskiej szkole mijanej na szlaku. Natomiast pod względem towarzyskim wspólne nocowanie w schroniskach PTTK było wydarzeniem niezapomnianym. Dlaczego? Ponieważ ludzie ze sobą rozmawiali, a nie gapili się w smartfony.

Czemu o tym wszystkim piszę? Ponieważ mamy dzisiaj 22 lipca, a ja tę datę najmilej wspominam z czasów PRL. Zazwyczaj byłem wtedy właśnie gdzieś hen daleko w górach, na jakiejś wędrówce. W miasteczkach, przez które się przechodziło, natrafiałem na uroczystości i zabawy, które od kościelnych odpustów różniły się tylko tym, że można było lepiej zjeść i kupić coś okazyjnie. Tego bowiem dnia władza ludowa rzucała na rynek asortyment towarowy niedostępny na co dzień. Bywało, że sprzedawali bez kartek smażoną kiełbasę i produkty czekoladopodobne.

Czasami zdarzały się na tych komunistycznych odpustach prawdziwe cuda. Kiedyś udało mi się kupić walkmana polskiej firmy Unitra sprzedawanego prosto z samochodu dostawczego. Osoby urodzone w XXI wieku informuję, że był to nie lada wyczyn i sukces. Walkman to był niewielki magnetofon na baterie, ze słuchawkami. Ten Unitry miał rozmiar połowy cegły i często rwał mi taśmę w kasecie, ale i tak napawał mnie dumą. Po roku sprzedałem go za dwa razy więcej niż sam zapłaciłem.

Czytaj więcej

Talonowa motoryzacja PRL

To komunistyczne święto lipcowe miało szczególne zalety. Komuniści nie mogli uczniów na siłę zapędzić ze szkół na uroczystości rocznicowe, bo to był środek wakacji. Władza ludowa musiała więc tego dnia polukrować szary świat kolorowymi zabawami, festiwalami i chwilową poprawą zaopatrzenia sklepów. Do niektórych wsi przyjeżdżały kina objazdowe. Dziwny to był widok, kiedy wieczorem, na polanę obok kościoła, przychodzili zmęczeni po dniu pracy na polu rolnicy i ich dzieci, żeby obejrzeć takie filmy, jak „Wejście smoka” czy „Zorro”.

22 lipca był datą szczególną w peerelowskim kalendarzu. Tego dnia ogłaszano najważniejsze sukcesy władzy ludowej. W 1949 r. uroczyście otwarto trasę W-Z w Warszawie. Trzy lata później uchwalono konstytucję znoszącą urząd prezydenta RP i zmieniającą nazwę państwa na Polską Rzeczpospolitą Ludową. Tego samego dnia uroczyście oddano do użytku warszawski MDM – najbardziej socrealistyczny zespół mieszkaniowy w Polsce, porównywalny jedynie do alei Róż w Nowej Hucie, placu Ratajskiego w Poznaniu czy fragmentu ulicy Juliusza Ligonia w Katowicach. 22 lipca 1953 r. zdumieni mieszkańcy stolicy ujrzeli pięknie odnowioną warszawską starówkę, rok później ruszyła praca w krakowskiej Hucie im. Lenina. W 11. rocznicę ogłoszenia manifestu PKWN oddano do użytku Pałac Kultury i Nauki oraz Stadion Dziesięciolecia w Warszawie.

22 lipca był zatem złotym strzałem propagandowym: najważniejsze święto PRL kojarzyło się ze słońcem, upałem, plażą, zabawą, młodością i smakołykami w sklepach. Ludzie byli wypoczęci i opaleni. Nawet na zniesienie stanu wojennego Rada Państwa wybrała 22 lipca 1983 r., aby wydarzenie to wpisywało się w beztroską letnią aurę.

Z tym lipcem to naprawdę dobry pomysł, żeby w długie letnie dni i ciepłe noce świętować naszą ponad tysiącletnią państwowość. Mamy ku temu dwa powody. To dwie daty, fundamentalne dla naszej historii: 24 czerwca moglibyśmy uroczyście świętować wielkie zwycięstwo pod Cedynią, a 15 lipca – pełną chwały wiktorię grunwaldzką. Może chociaż raz w roku pełne cierpienia słowa „Jeszcze Polska nie zginęła” zastąpilibyśmy majestatycznym i prastarym hymnem „Raduj się, Matko-Polsko, w sławne potomstwo płodna”.