Co będzie najważniejszym wydarzeniem
tegorocznego Hommage à Kieślowski?
Co roku staramy się, aby tych „najważniejszych punktów festiwalu” było kilka. Z pewnością za taki możemy uznać projekcję filmu „Trzy kolory. Niebieski”, nagrodzonego Złotym Lwem na MFF w Wenecji, w towarzystwie ważnych współpracowników Kieślowskiego. A za takiego możemy uznać niewątpliwie operatora Sławomira Idziaka, który po raz pierwszy odwiedzi nasz festiwal.
Czytaj więcej
„Empuzjon", pierwsza po Nagrodzie Nobla feministyczna powieść Olgi Tokarczuk, pastiszując „Czarod...
Przyglądając się filmografii Kieślowskiego od razu zauważymy, że Idziak był zawsze obecny w przełomowych momentach kariery polskiego mistrza. To pierwsza fabuła, czyli „Przejście podziemne” z Andrzejem Sewerynem w jednej z głównych ról, nagrodzony w Cannes „Krótki film o zabijaniu”, międzynarodowe „Podwójne życie Weroniki” i pierwsza część tzw. kolorowej trylogii, czyli „Niebieski”. O tej właśnie części Trylogii, jak i szerzej o unikatowości tego projektu, porozmawiamy również z montażystką Urszulą Lesiak, fotosistą i operatorem Piotrem Jaxą, a także z muzykiem i kompozytorem Jackiem Ostaszewskim, który wystąpił w „Niebieskim” w małej, lecz ikonicznej i ważnej z punktu widzenia fabuły filmu roli.
Skąd motto tegorocznego festiwalu?
Również „niebieska część” Trylogii zainspirowała nas do stworzenia motta tegorocznej edycji, czyli „Końce i początki”. Kino Kieślowskiego wielokrotnie pokazało nam, że „koniec” – w tym koniec ludzkiej egzystencji, koniec relacji, koniec pewnych planów i marzeń, pewnej epoki w rozumieniu społeczno-politycznym – nie musi być tożsame z tym, co ostateczne. Koniec może stać się początkiem nowego spojrzenia na zastaną rzeczywistość. Nowego planu, nowej podróży. W wyselekcjonowanych festiwalowych tytułach kierowaliśmy się właśnie hasłem „Końców i początków”, tak aby proponowane seanse były dla widowni czymś w rodzaju wspólnej „filmoterapii”.