Komendant główny policji kieruje pozew przeciwko Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, który komentując interwencje policji, po których zmarło trzech mężczyzn, powiedział, że „policja tych ludzi zabiła”. Czy jesteśmy skazani na tak agresywny język?

Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu wypowiedź publiczna ma być mocna, a jeszcze lepiej skandalizująca. Okładani są politycy, publicyści czy poszczególne media. Granica ogranicza się do zakazu używania wulgaryzmów, a cała reszta zaczyna być i społecznie, i orzeczniczo akceptowana. Ten trend trudno chyba będzie zatrzymać, co powoduje, że każdy, kto chce w jakikolwiek sposób parać się polityką lub wypowiadać się publicznie, musi mieć nie tylko ,,grubą skórę”, ale i stalowy pancerz.

Czytaj więcej

Poseł Bartłomiej Sienkiewicz
Komendant Główny Policji pozywa Sienkiewicza

Ale tak ceniona przez nas demokracja i wolność nie może tolerować poniżania, deprecjonowania lub znieważania innych. Nie można tego czynić firmie, a cóż dopiero ludziom.

Ten istotny problem wymaga odpowiedzi o nieprzekraczalną granicę słownej agresji czy medialnego ataku chociażby na ludzi i instytucje strzegące naszego bezpieczeństwa i to bez względu na nasze poglądy, wyznanie, orientację, wiek, płeć etc. Czy naprawdę, i to w naszym wspólnym interesie, można pozostawić bez prawnej reakcji wypowiedzi, w których polskich żołnierzy lub funkcjonariuszy straży granicznej nazywa się „szmatami”, a polskich policjantów oskarża się o „zabójstwa” ?

Czy nie przesadza zatem Sienkiewicz, pisząc, że „nie dam się zastraszyć” pozwem ?

Jeżeli ktoś przypisuje sobie prawo do nazywania innych „szmatami” albo jak Sienkiewicz do występowania w roli sądu, do którego należy kwalifikacja danego zdarzenia jako zbrodni zabójstwa, to musi liczyć się, że takie wypowiedzi mogą być przedmiotem oceny, także prawnej.

Czy jednak ze względu na indywidualizm dóbr osobistych, takich jak cześć czy dobre imię, oraz ich indywidualną ochronę, nie mieliby większej szansy ją uzyskać policjanci z konkretnych komisariatów, a nie komendant główny policji ?

Żołnierze, strażnicy graniczni czy policjanci to w większości ludzie twardzi i bardzo zajęci. Nie mają wiele czasu na rozpamiętywanie takich wypowiedzi, nie mówiąc o prowadzeniu indywidualnych procesów z osobami, które takie drastyczne wypowiedzi publicznie wygłaszają. Myślę, że w takich sytuacjach wszyscy oni mogą oczekiwać, że działania obronne przed takimi medialnymi atakami zostaną podjęte przez ich przełożonych, do których zadań należy ochrona dobrego imienia formacji oraz godność i cześć każdego polskiego żołnierza, członka straży granicznej czy policjanta. Jest zrozumiałe, że w przypadkach najdrastyczniejszych publicznych wypowiedzi szef MON czy komendant główny policji takie działania prawne będą inicjować.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Jest więc szansa przełamać indywidualizm ochrony dóbr osobistych?

Jest to zagadnienie prawniczo trudne, ale w praktyce ochronę dóbr osobistych uzyskują np. gminy. Moim zdaniem jest to praktyka kontrowersyjna, ponieważ kanwą takich procesów (najczęściej kierowanych wobec prasy) jest krytyka działań i zaniechań członków władz tej gminy, lokalnych polityków. Pod pozorem ochrony dóbr osobistych gminy usiłuje się zwalczać prasową krytykę postępowania lokalnych notabli i polityków. Odbywa się na koszt mieszkańców gminy, którzy nie dość, że bardzo często zgadzają się z prasową krytyką lokalnych polityków, to są wręcz inicjatorami tej krytyki. Jeżeli jednak sądy udzielają cywilnoprawnej ochrony jednostkom samorządu, to dlaczego takiej ochrony nie udzielić także wojsku, straży granicznej czy policji.