fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Doskonała płyta formacji RUTA

materiały prasowe
„Na Uschod” to 13 kompozycji opartych na ludowych pieśniach sprzeciwu z terenów dzisiejszej Białorusi, Polski, Ukrainy i Rosji
W 1895 roku Jacek Malczewski namalował mało znany, zagadkowy obraz. Step, roztopy, chłopskie małżeństwo z niewielkim dobytkiem w worku i dzieckiem w chuście na plecach. Widać, że od dawna są w drodze. Na drodze mkną Kozacy. Biedota pokornie schodzi z duktu, by konni mogli przejechać. Obraz nosi tytuł „Na Wschód" i dzięki nowej płycie Ruty można się domyślić, jaką sytuację przedstawia. Zobacz na Empik.rp.pl
– To nasza lekcja historii, rozprawa z mitem polskich Kresów, które wielu postrzega jako krainę sielską, gdzie białoruski chłop zgodnie żył z polskim szlachcicem, Żyd z Ukraińcem, ksiądz z Kozakiem – opowiada „Rz" Maciej Szajkowski, założyciel zespołu Ruta, o pomyśle na ich drugą płytę. – To mit, my uzupełniamy go o rzeczywistość: skrywane niewolnictwo, bandytyzm, niesprawiedliwość. Odruchem buntu przymuszanego do pańszczyzny chłopa była ucieczka na Wschód, aby próbować zacząć życie od nowa na Podolu czy nawet na zaporoskich Dzikich Polach.
Rok temu ukazał się doskonale przyjęty debiut Ruty, album „Gore" z pieśniami chłopskiej krzywdy i buntu, o niewolniczej pracy chłopów polskich na dworskich folwarkach. Tym razem zespół ruszył na Wschód. Poszukiwanie tekstów i melodii przypominało badania etnograficzne w terenie. Wybitna wokalistka Nastia Niakrasava przekopywała biblioteki i archiwa na Białorusi, jeździła po tamtejszych wsiach. Zespół Hulajgorod to samo robił na Ukrainie. Materiał z Polski przygotował sam Szajkowski, założyciel Kapeli ze Wsi Warszawa. – To pieśni pisane krwią, łzami, bólem, wściekłością. Przez lata nie miałem odwagi się zmierzyć z tą tematyką. A przecież niektóre z nich znam już z 10 lat.
Za oprawę muzyczną projektu odpowiada kompania muzyków folkowych pod batutą Kamila Rogińskiego z najważniejszych dla tego nurtu grup w Polsce: Orkiestra RIVENDELL, Klezmafour, Mosaic. Obok głosów Pawła „Gumy" Gumoli (Moskwa) i Roberta „Robala" Matery (Dezerter), słychać wspomnianych Niakrasavą, Hulajgorod oraz węgierskie szamanki z HaLuna Music Group. Muzyka wykonywana jest na instrumentach akustycznych: lirze korbowej, fidelach płockich, suce biłgorajskiej, bębnach obręczowych, kontrabasie i pile, ale nie brakuje także współczesnej elektroniki.
„Na Uschod" nie działa już ten rodzaj zaskoczenia, który przy debiucie wbijał słuchacza w fotel. Ale to wciąż mieszanka punkowej energii, lirycznego zaśpiewu i czystej poezji. Idealna odtrutka na napompowane oficjalną celebrą pojednanie polsko-ukraińskie, jakie miało miejsce przy okazji Euro 2012.
Paradoks polega też na tym, że Ruta to dziś jeden z najlepszych muzycznych produktów eksportowych znad Wisły. Śpiewają po polsku, ukraińsku, białorusku przed publicznością niemiecką, słowacką, angielską. Na zaproszenie BBC zagrali na żywo dla słuchaczy w radiu, wystąpili też na prestiżowym Songlines Encounters Festival w Londynie. Bo Ruta tak naprawdę śpiewa o wolności. Jak przez wieki była tłamszona, zabierana i jak ludzie się o nią upominali. To klucz do ich muzyki. Te pieśni mają moc uniwersalnego przesłania. Dziś mało zespołów ma taki przekaz, warto posłuchać Ruty.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA