Tytuł tego felietonu nie jest rewanżem za żądania Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii. Owszem, brzmi prowokacyjnie, ale to skrót myślowy. Otóż Delaware to Mekka amerykańskich start-upów, wzór przyjaznych biznesowi regulacji. W Delaware w ciągu trzech kwartałów ub.r. zarejestrowano aż ćwierć miliona firm. Robi wrażenie? Właśnie czegoś takiego nam w Europie brakuje.
Po co Delaware w Europie?
Spółka „z Delaware” stała się w Ameryce standardem prostej do ogarnięcia struktury biznesowej, zrozumiałej i akceptowanej przez fundusze venture capital, które dostarczają kapitału innowacyjnym biznesom na wczesnym etapie rozwoju. Jeśli więc chcemy, by fundusze z całego świata zasilały kapitałem europejskie start-upy, da Bóg, przyszłe światowe big-techy, musimy w UE stworzyć naszą spółkę „z Delaware”.
Konieczny jest 28. system prawny – prosty i przyjazny, w odróżnieniu od przeregulowanej mozaiki 27 narodowych. Bo start-upowcy, chcąc odnieść sukces, muszą myśleć w kategoriach całej Europy, a nie krajowego podwórka.
Dlaczego EU Inc. zwiększy naszą suwerenność
To ponury żart, że Europa jest eksporterem kapitału do USA, a jednocześnie europejskie firmy, chcąc osiągnąć sukces – jak szwedzka Spotify czy pochodzące z Warszawy Booksy – muszą szukać kapitału za Atlantykiem. Mamy w Unii 450 mln coraz zamożniejszych konsumentów, z których wielu chętnie zarobi, finansując przyszłe europejskie big-techy.