„Polska: szalony start” – tak w wolnym tłumaczeniu brzmi tytuł na okładce szacownego francuskiego tygodnika „L’Express”. A w środku numeru raport zatytułowany: „Polska, tajemnice »cudu«: jak kraj jest o krok od wyprzedzenia Japonii”. To już druga taka okładka o naszym kraju po niedawnej z brytyjskiego „The Economist”.
Słusznie możemy czerpać z tego dumę, bo w 1989 r. byliśmy jednym z najbiedniejszych krajów Europy i bankrutem przywalonym długami Gierka i Jaruzelskiego.
Ponad 4 proc. wzrostu PKB w III kwartale
Dziś w dumę mogą nas wbijać najświeższe dane o PKB, który według GUS w całym 2025 r. wzrósł o 3,6 proc. (wobec 3 proc. w 2024). W ostatnim kwartale ub.r., jak szacują ekonomiści, tempo wzrostu mogło wynieść 4-4,2 proc. (wobec 3,8 proc. w trzecim kwartale).
Czytaj więcej
Produkt krajowy brutto (PKB) Polski urósł realnie w 2025 r. o 3,6 proc. rok do roku – poinformował Główny Urząd Statystyczny we wstępnym szacunku.
Tempo, w jakim rośnie polska gospodarka jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej. Wyprzedza nas tylko Dania z 3,9-proc. wzrostem w III kwartale (efekt ozempicu?) i Irlandia – z ponad 10 proc., ale to przypadek szczególny, bo z powodów podatkowych światowe giganty raportują tam swoje zyski.
Gospodarkę napędza silnik konsumpcji i inwestycji
Jak wynika z tych danych, siłą napędową wzrostu były m.in. konsumpcja prywatna (+3,7 proc. r/r, podczas gdy rok wcześniej +2,9 proc.). A także inwestycje, z 4,2-proc. tempem wzrostu (rok wcześniej zmalały o 0,9 proc.). Kolejne dane pokażą, ile z owego przyspieszenia przypada na inwestycje publiczne, a ile na długo stojące w miejscu inwestycje firm.
Piątkowe dane GUS malują obraz rozpędzającej się gospodarki, która długo jeszcze ma szansę być europejskim prymusem. Jak długo? To zależy od tego, jak rozwiążemy problem z bardzo niezrównoważonymi finansami publicznymi.
Gospodarka na sterydach
To kolejny rok, kiedy mają one deficyt przekraczający 6 proc. PKB. Takiej sytuacji w nieskończoność nie da się utrzymać i do zmniejszenia deficytu może nie wystarczać wzrost gospodarczy i rosnące dzięki niemu dochody podatkowe. A zarówno cięcie wydatków, jak i podniesienie podatków ujmować będą paliwa gospodarce, nie mówiąc już o tym, że byłyby to politycznie bardzo niepopularne. Każda władza stara się, jak może, unikać aplikowania tej gorzkiej pigułki wyborcom, nawet jeśli w długim terminie byłoby to korzystne.
Na razie więc gospodarcza machina Polski mknie niejako na sterydach, bo obok znacznych wydatków państwa na kredyt napędzają ją unijne miliardy z KPO, które przecież kiedyś się skończą. Oddający więc tę ambiwalencję tytuł „Polska: szalony start” z „L’Express” jest jak najbardziej uzasadniony.