fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Polacy to esemesowi filantropi

Rzeczpospolita
Rozmowa z Kubą Wygnańskim - socjologiem, członkiem stowarzyszenia Klon/Jawor prowadzącego coroczne badania wolontariatu i filantropii wśród Polaków
Rz: Polacy mają zasobniejsze portfele, ale nie dzielą się chętniej z potrzebującymi.
Kuba Wygnański: Nie. W mijającym roku nieznacznie spadła liczba osób przekazujących dary pieniężne lub rzeczowe na rzecz organizacji pozarządowych, ruchów społecznych i religijnych.
W porównaniu z danymi sprzed dwóch lat grupa polskich filantropów stopniała aż o 13 pkt proc. Co się stało?
Na razie trudno mi powiedzieć. Wyniki pełniejszych badań będą dostępne dopiero w styczniu. W Polsce dzieje się coś bardzo niedobrego, jeżeli chodzi o zagadnienie solidarności rozumianej w kategoriach międzyludzkich, a nie „państwowych”, i troski o siebie nawzajem. Nakłada się na to wiele czynników. Jeden z nich to małe zaufanie Polaków do siebie nawzajem oraz do wszelkich instytucji, także tych, które pośredniczą w pomaganiu potrzebującym.
Coraz więcej firm i instytucji prowadzi akcje: kup płytę i pomóż, kup jogurt i pomóż. Czy to nie jest pomieszanie konsumpcji z filantropią?
Ten mechanizm staje się coraz bardziej popularny. Trzeba go odróżnić od takich akcji, jak „Wigilijne dzieło pomocy”. Gdy kupujemy świecę Caritasu (czy Diakonii lub Bractwa Prawosławnego), robimy to, żeby pomoc. W przypadku zakupów dóbr konsumpcyjnych działa już inna zasada. Pomagamy przy okazji. Takie akcje często stanowią pewną formę rozgrzeszania konsumpcji i są jeszcze jednym mechanizmem manipulowania konsumentami. Mało jeszcze zdajemy sobie sprawę, że wydając pieniądze, świadomie lub nie „głosujemy” za różnymi wartościami.
Czy filantropami jesteśmy tylko od święta?
Okolice świąt są z tego punktu widzenia najważniejsze. Dyrektorka jednego z domów dziecka powiedziała kiedyś, że ludziom wydaje się, iż te placówki działają tylko w okresie świąt. Problem polega na tym, że muszą one funkcjonować cały rok. To samo dotyczy wielu innych instytucji. Filantropijny impuls wzbiera w nas w styczniu z okazji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Później jesteśmy hojni przy rozliczeniach PIT, gdy przekazujemy 1 proc. W tym wypadku nie chodzi jednak o filantropię.
Dlaczego?
To jest przekazywanie nie naszych już pieniędzy, ale pieniędzy z podatku. Nic nas to nie kosztuje. To tylko decyzja, komu chcemy 1 proc. przekazać. Mylenie tego z filantropią może skutkować wypieraniem tej ostatniej. Żeby mieć naprawdę dobre samopoczucie czerpane ze spełnienia moralnych czy religijnych powinności powinniśmy się starać zrobić nieco więcej – w szczególności sięgnąć do własnych pieniędzy i użyć własnego czasu, aby pomóc innym.
Czy można już mówić o kulturze przekazywania pieniędzy w Polsce?
Dajemy przede wszystkim emocjonalnie. Najczęściej informacje o tym, na jaki cel przekazać wsparcie, ludzie uzyskują z mediów. Symbolicznie przypomina to trochę życie z dwoma „pilotami”. Jeden z nich kontroluje telewizje, która bez przerwy bombarduje nas tragediami i nieszczęściami. Drugi to telefon, za jego pomocą część tego napięcia możemy rozładować, wysyłając np. „SMS z pomocą”. To forma najwygodniejsza choć jedna z najmniej skutecznych. SMS-owa darowizna obciążona jest VAT, a część pieniędzy zwykle zabiera operator telefonii komórkowej.
W ostatnich pięciu latach odsetek darczyńców, którzy przekazali w ten sposób darowiznę, wzrósł aż sześciokrotnie. W 2002 r. z tej metody korzystało 4 proc., natomiast w 2007 już 26 proc. darczyńców.
Jesteśmy obiektem ciągłego zmasowanego ataku medialnego. Obok komunikatów „kup to – bez tego jesteś gorszy” są też komunikaty „daj”. Nie czyni nas to wrażliwszymi. Wręcz przeciwnie – często skutkuje emocjonalną impotencją. Mówi się nawet o problemie „postemocjonalności” we współczesnych zamożnych społeczeństwach. Jesteśmy gotowi doraźnie zareagować na tragiczny przypadek pokazany w telewizji, ale zaraz biegniemy dalej, nie myśląc już ani o tych dzieciach, które nie miały szczęścia, bo nie zainteresowały sobą mediów, ani o osobach nawet bliskich, które systematycznie wymagają naszej pomocy.
Na co najchętniej przekazujemy pieniądze?
Na pierwszym miejscu są organizacje pomagające najuboższym. Ten kierunek pomocy wybiera około 14 proc. darczyńców. Wzrosła ilość działań na rzecz pomocy humanitarnej (również poza Polską). Jeszcze kilka lat temu wybrał je 1 proc. darczyńców, teraz – prawie 8 proc. Na trzecim miejscu są organizacje i ruchy religijne oraz parafialne (ok. 5 proc.).
Brytyjczycy dają coraz więcej pieniędzy na badania wspomagające walkę z różnymi chorobami. Ludzie już mniej chętnie przekazują pieniądze na odleglejsze cele, a częściej na coś, co jest im bliskie, bo niemal każdy zna kogoś, kto zachorował na raka czy miał zawał.
To jest bardzo ważny i dobry przykład. Z tych pieniędzy finansowane są bardzo drogie badania. W innych krajach znacznie częściej na środki prywatne liczyć też mogą instytucje związane z ochroną środowiska, kulturą, ruchem konsumenckim, ochroną praw człowieka, niezależnymi mediami. No cóż, w Polsce filantropia wciąż kojarzona jest przede wszystkim z bezpośrednią pomocą najuboższym.
Stowarzyszenie Klon/Jawor jest organizacją non profit powołaną do badań i promocji organizacji pozarządowych. Badanie wolontariatu i filantropii realizowane jest corocznie od 2001 r.
Więcej na stronach www.ngo.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA