Dyskusja na temat zaproszenia posła Włodzimierza Skalika z Konfederacji Korony Polskiej (KKP) Grzegorza Brauna na środowe posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego nie dotyczy wyłącznie tego jednego gremium. Przed polską klasą polityczną stoi bowiem fundamentalne pytanie o to, jak w ogóle traktować otwarcie prorosyjską partię, jaką zbudował Grzegorz Braun. Dochodzi ona dziś do poparcia 10-procentowego, a zatem KKP może stać się w przyszłości częścią jakiegoś układu koalicyjnego, bez którego nie będzie się dało sklecić żadnej większości w Sejmie.
Czy Grzegorza Brauna i jego ludzi należy zbanować?
Pytanie więc brzmi: czy Konfederacja Korony Polskiej i jej posłowie oraz europosłowie powinni zostać otoczeni politycznym kordonem sanitarnym? Taka izolacja mogłaby mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Demokracja oparta jest na swobodzie wypowiedzi. Jak pisałem niedawno, problemem braunistów nie jest jednak to, że mają niesłuszne poglądy, ale że opierają je na całkowicie fałszywych tezach. Czy lepiej pokazywać fałszywość tych tez (na przykład, że Polska w Unii Europejskiej to jednak nie jest obóz Auschwitz, co można przekonująco uargumentować), czy lepiej takie poglądy izolować? Jeśli dziś co dziesiąty ankietowany wyraża chęć głosowania na partię Brauna, to można wnioskować, że te tezy podziela. Izolowanie Brauna i jego politycznych kompanów zostałoby przez ich wyborców odebrane jako nieuprawniona szykana, cenzura czy atak na ich poglądy. Co mogłoby Braunowi w antyestablishmentowym elektoracie tylko pomóc, bo kreowałoby go na męczennika.
Ale równocześnie to byłaby zaleta takiej izolacji. Klasa polityczna wysłałaby jasny sygnał, że poglądy formacji Brauna, choć znajdują u niektórych posłuch, oparte są na fałszach, są zgodne z rosyjską narracją propagandową i stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa naszego państwa. Izolacja czy kordon sanitarny byłby wyraźnym sygnałem, że państwo i jego polityczna elita dostrzegają zagrożenie płynące z rozpowszechniania skrajnie antyukraińskich, antysemickich i antyzachodnich, a zarazem prorosyjskich czy prochińskich treści. Byłby to sygnał, że to nie jakiś polityczny kabaret, niegroźne polityczne żarty, ale śmiertelnie poważne kwestie związane z bezpieczeństwem naszego kraju.
Rosja prowadzi z Polską wojnę hybrydową. Powielanie rosyjskiej narracji to uderzanie w bezpieczeństwo państwa
W czasie, gdy podważyć można wszystko, gdy kwestionowana jest każda prawda, gdy można wysłać reporterów do Rosji, by opowiadali o trudach życia zwykłych mieszkańców tego objętego naszymi sankcjami kraju, potrzebujemy w życiu publicznym pewnej klarowności. Szczególnie że Rosja prowadzi z nami wojnę hybrydową. Cyberataki na infrastrukturę krytyczną – szczególnie energetyczną – czy na systemy bankowe, państwowe serwery; sabotaż – wysadzanie torów kolejowych, podpalenia hal magazynowych, zlecane przez rosyjskie służby; naruszenia przestrzeni powietrznej przez samoloty wojskowe, drony czy balony przemytnicze; presja migracyjna na naszą północno-wschodnią granicę – wszystko to sygnały nieustannej wrogości ze strony Rosji. Po ataku na Pearl Harbor Amerykanie internowali wszystkich Japończyków mieszkających na terytorium USA, uważając, że w sytuacji wojny nie mogą liczyć na ich lojalność.