Choć konstytucja mówi, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest „organem doradczym Prezydenta Rzeczypospolitej w zakresie wewnętrznego i zewnętrznego bezpieczeństwa państwa”, jesteśmy świadkami zmiany jej w kolejny organ politycznej wojny.
Prezydent Karol Nawrocki nie decyduje o zakupach uzbrojenia dla armii. Ten punkt RBN nie ma sensu
Karol Nawrocki, zwołując na 11 lutego posiedzenie RBN, przedstawił agendę, która właściwie tylko w jednym punkcie spełnia przesłanki zwołania takiego ciała – czyli skonsultowania z rządem kwestii zaproszenia Polski przez Donalda Trumpa do Rady Pokoju. To sytuacja, z której nie ma dobrego wyjścia, bo zarówno przyjęcie, jak i odrzucenie tej propozycji może przynieść negatywne konsekwencje. A ponieważ decyzję o dołączeniu do Rady musiałby podjąć rząd, parlament (w którym większość ma koalicja kierowana przez Donalda Tuska) i prezydent, jest o czym rozmawiać.
Czytaj więcej
Powołanie przez Donalda Tuska polskiego zespołu badającego akta sprawy Jeffreya Epsteina oraz zap...
Gorzej z pozostałymi punktami. Wypowiedzi współpracowników prezydenta dotyczące unijnego programu finansowania zbrojeń SAFE sugerują, że chodzi raczej o wytłumaczenie tego skomplikowanego mechanizmu Karolowi Nawrockiemu i o rozbrojenie jego nieufności wobec Unii Europejskiej, a nie o jakieś konkretne decyzje. Politykę zakupową broni prowadzi rząd i to jego wyłączna kompetencja. Prezydent – choć jest zwierzchnikiem sił zbrojnych – nie jest zwierzchnikiem ministra obrony narodowej, choć z pewnością, jak pisałem parę dni temu, Nawrocki chciałby być szefem wszystkich szefów, również wobec MON.