Rpkom

Cztery lata stabilne dla telekomów

Mirosław Śmiałek
PIIT
Na tak silnie regulowanym rynku, jak telekomunikacyjny, działania państwa stanowią jeden z kluczowych czynników
– Moim zdaniem minione cztery lata zostały wykorzystane nieźle, chociaż niektóre prace mogłyby być przeprowadzone szybciej lub skuteczniej. Był to dobry okres dla branży, zwłaszcza w kontekście trudnej sytuacji gospodarczej – ocenia Stefan Kamiński, przewodniczący Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Wygrane przez Platformę Obywatelską wybory w 2007 r. rewolucji nie oznaczały, bo rynkiem nadal trząsł prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, powołana jeszcze za rządów PiS Anna Streżyńska.
Już za kadencji PO udało jej się zawrzeć porozumienie z Telekomunikacją Polską. Po trzech latach regulacyjnej wojny operator narodowy przyciśnięty groźbą podziału na część hurtową i detaliczną uznał, że korzystniej będzie się dogadać z konkurentami i regulatorem. Efekt porozumienia to ponad 600 tys. nowych linii szerokopasmowych, które na mocy porozumienia wybudowała TP, wcześniej stosująca inwestycyjny bojkot. Konkurenci są, ogólnie rzecz biorąc, zadowoleni, że TP otwarła się wreszcie na konstruktywny dialog. Nie przeszkadza to Mirosławowi Godlewskiemu, szefowi Netii, pytać od czasu do czasu, czy w takim razie nie pora już... na podział TP. Żeby było jeszcze lepiej. Tak czy inaczej porozumienie jest przytaczane przez Komisję Europejską jako jeden z modelowych sposobów rozwiązywania problemów europejskich rynków telekomunikacyjnych.
Równie pozytywne recenzje w Europie ma uchwalona w mijającej kadencji ustawa o wspieraniu rozwoju sieci i usług telekomunikacyjnych. Jej celem było ułatwienie inwestycji telekomunikacyjnych i wpuszczenie na rynek samorządów, które mają do wykorzystania ponad 1 mld euro w funduszach unijnych. Wciąż są obawy, że znaczne środki z tej puli nie zostaną wykorzystane i że nowo powstające sieci samorządowe mogą sobie nie poradzić na rynku. Niemniej po kilku latach niemrawych ruchów – staraniem czynników oficjalnych – inwestycje zaczynają się wreszcie rozkręcać. Ustawą o wspieraniu rozwoju sieci chwalą się i UKE, i Ministerstwo Infrastruktury, które wspólnie pracowały nad aktem. Obu instytucjom nie układało się dobrze do czasu, kiedy tekę wiceministra właściwego do spraw łączności objęła Magdalena Gaj, która przyszła do resortu wprost z UKE, spod skrzydeł Anny Streżyńskiej. Oficjalnie współpraca obu pań jest dobra, ale o ich cichej rywalizacji na rynku krążą anegdoty. Jeżeli za rządów PiS to UKE rozdawało karty na telekomunikacyjnym rynku, to za PO resort infrastruktury także chce mieć coś do powiedzenia. Jego pomysłem – spektakularnym, choć na razie niezrealizowanym – jest zamiana pozostałym operatorom komórkowym 810 mln euro opłat za licencję na telefonię 3G na fundusz, z którego finansowane będą komputery dla uczniów polskich szkół, i na rozbudowę sieci telekomunikacyjnych w niedoinwestowanych rejonach. UKE z kolei udało się uzgodnić z operatorami komórkowymi – po bardzo długich dyskusjach – analogiczny plan: inwestycje telekomunikacyjne w zamian za korzystniejsze hurtowe stawki rozliczeniowe. Ministerstwu nie udało się natomiast z czekającą od 2009 r. nowelizacją prawa telekomunikacyjnego, za co Polska – w dobrym gronie większości państw unijnych – otrzymała pierwsze ostrzeżenie od Komisji Europejskiej. – Minione cztery lata z pewnością nie są okresem straconym. Mam poczucie, że izba zawsze była partnerem działań legislacyjnych oraz wykonawczych realizowanych przez rząd, co daje mi poczucie, że nasz głos był słyszany i uwzględniany. Oczywiście nie zawsze było to dla nas w pełni satysfakcjonujące i odpowiadało naszym oczekiwaniom, ale w każdym przypadku mieliśmy możliwość przedstawienia swoich racji. To ważne i mam nadzieję, że takie podejście będzie nadal realizowane w kolejnej kadencji – mówi Stefan Kamiński. Piotr Marciniak - członek zarządu Krajowej Izby Komunikacji Ethernetowej Prawo się komplikuje. Rośnie liczba obciążeń przedsiębiorców. Administracja ciągle nie traktuje inwestycji telekomunikacyjnych na równi z innymi inwestycjami infrastrukturalnymi i tzw. uzbrojeniem terenu. Budujemy lub modernizujemy drogi, wodociągi i kanalizację, organizujemy strefy ekonomiczne, centra logistyczne, a zapominamy o telefonach czy szerokopasmowej sieci, bez których nie może działać nowoczesny biznes. Środki unijne dają szansę, która w telekomunikacji jest wykorzystywana mniej niż skromnie. W dyskusjach o inwestycjach publicznych niestety ciągle trudno przebić się z najprostszym ekonomicznym wyliczeniem, iż budowa trasy kablowej przy okazji np. budowy drogi jest nawet dziesięciokrotnie tańsza i znacznie prostsza organizacyjnie niż próba realizacji trasy kablowej w ramach niezależnej procedury inwestycyjnej. Mirosław Śmiałek - wiceprezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji Największy sukces minionych czterech lat po stronie administracyjnej, to zmiany ilościowe i jakościowe w zakresie procesów regulacyjnych. W ich efekcie rynek stał się bardziej konkurencyjny, co oznacza dynamikę, lepszą jakość i zakres usług. Widoczna była niezależność prezesa UKE obecnej kadencji na naciski ze strony największych przedsiębiorców, którzy posiadają największe udziały w rynku. Myślę, że ostatnie cztery lata zostały nieźle wykorzystane, lecz z definicji jest to zawsze poniżej możliwości. Decydujące znaczenie i wpływ na rynek miały – i na ogół mają – wolnorynkowe trendy, których ewentualną pochodną były i sądziałania regulacyjne administracji. Najważniejszy był rozwój technologii szerokopasmowych, w szczególności tych bezprzewodowych, gdzie największe zmiany niesie ze sobą technologia LTE, która niebawem na skalę masową będzie powodowała zmiany na całym rynku.  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL