Publicystyka

Zgadzam się z Tuskiem

Janusz Śniadek
Fotorzepa, Piotr Wittman
Zbliża się półmetek polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Jak dotąd jedyny jej konkret to logo. Kolorowe strzałki i flaga.
Mnie ten obrazek kojarzy się z płotem. Sztachety i powiewająca nad nimi biało-czerwona. Prezentując to logo, pod koniec czerwca premier Tusk powiedział, że najlepiej uosabia ono to, co ostatnio stało się w Polsce. W tej sprawie wyjątkowo się z nim zgadzam. Zdumiewające, jak bardzo właśnie płoty zdominowały naszą rzeczywistość. Nie chodzi mi tylko o płoty miesiącami odgradzające Pałac Prezydencki na Krakowskim Przedmieściu. Albo o te tak często oddzielające budynki Sejmu i rządu od ludzi z ulicy.
Niedawno w Gdyni na Obłożu, w moim rodzinnym mieście, szedłem ulicą wzdłuż nowego, bardzo ładnego, wysokiego i długiego płotu. Widać za nim było pięknie urządzone trawniki, alejki i zieleń, a wśród nich wiele domów niczym pałacyki. W oddali połyskiwało morze. Odgrodzona przestrzeń była naprawdę duża, co najmniej kilometr kwadratowy albo i więcej. Urzeczony w pierwszej chwili tym widokiem uświadomiłem sobie, że w samej Gdyni i całej Polsce jest coraz więcej takich ogrodzonych miejsc. Wygrodzone całe partie lasów i utrudniony płotami dostęp do jezior. Luksusowe domy, strzeżone osiedla parkanami i szlabanami oddzielające ich mieszkańców od ulicy to nasza rzeczywistość. Pół biedy, gdyby na tym się kończyło. W końcu obalaliśmy komunę, by żyło się lepiej. Problem w tym, że to wierzchołek przysłowiowej góry lodowej. Polskie podziały to już nie tylko ten na szybko rozwijające się metropolie oraz nieliczne bogate miasta i gminy z jednej strony i biedniejsze dużo rejony, powoli wymierające miasteczka i wsie z drugiej. Podział na dwie Polski: A i B, postępuje. Ekskluzywne osiedla dla bogatych to skutek i zarazem świadectwo rosnącego rozwarstwienia – najwyższego w Unii. Polscy menedżerowie są już w Europie, polskim pracownikom ciągle się tego odmawia! Pan Tusk, zanim jeszcze zdobył władzę, mówił, że gospodarka to portfele zwykłych ludzi. Dzisiaj na dyskusję o portfelach zwykłych ludzi związkom zawodowym, i nie tylko, postawiono szlaban.
Ale to jeszcze nie koniec, powiedzmy sobie o innych bardzo specyficznych płotach. Płotach, które niczym stojące przy autostradzie ekrany sprawiają, że poruszający się po tych drogach ludzie widzą tylko mały fragment rzeczywistości. Chodzi mi o nasze media, nie wszystkie oczywiście, zarówno te prywatne, jak i publiczne, zasłaniające niektóre tematy i problemy płotem. Sprawy niewygodne próbuje się przemilczać albo tak jak przez dziurkę w płocie pokazywać jakiś mały, nieistotny albo pikantny fragmencik. W ostatni weekend nie doczekała się nawet próby poważnej debaty wielotysięczna manifestacja związkowców z całej Europy we Wrocławiu, niegodna nawet wzmianki była 50-tysięczna pielgrzymka ludzi pracy na Jasną Górę. Pomiędzy wirtualną rzeczywistością prezentowaną w tzw. poprawnych mediach a realem, w którym żyjemy, zawodowcy od PR stawiają coraz wyższe i szczelniejsze płoty. Niestety, większości ludzi jadących tą złudną medialną autostradą wydaje się, że obserwują prawdziwy świat. Solidarność obaliła mur pomiędzy Wschodem i Zachodem uosabiany przez ten berliński oddzielający dwa światy. Za konieczną transformację ustrojową społeczeństwa zapłaciły ogromną cenę, zwłaszcza ci najsłabsi. Wydaje się, że dziś, zamiast zrobić wszystko, by niwelować różnice społeczne i podnosić poziom zamożności wszystkich Polaków, politycy rządzącej koalicji skupiają się na tym, żeby zasłonić rzeczywistość prawdziwymi i wirtualnymi płotami. Nie wieszajmy narodowej flagi na płocie. Niech płot kojarzący się z podziałami nie będzie najlepszym wyrazem tego, co dzieje się w Polsce. —Janusz Śniadek były przewodniczący NSZZ „Solidarność"
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL