Świat

Anna, symbol wolnej Rosji

Milicja przypatrywała się moskiewskiej demonstracji w rocznicę śmierci Anny Politkowskiej, ale nie interweniowała
AFP
W innych krajach jej imieniem nazywane są place i ulice. W Rosji ciągle postrzegana jest jako osoba, która przyniosła więcej szkody niż pożytku
Tymi słowami nawiązującymi do skandalicznego komentarza Władimira Putina, który przed rokiem umieściła prasa niemiecka, zakończył swoje wystąpienie na wiecu poświęconym pamięci Anny Politkowskiej Dmitrij Muratow, redaktor naczelny "Nowoj Gaziety".
Przed ogłoszeniem chwili ciszy poprosił zwolenników inicjatora demonstracji Michaiła Kasjanowa, byłego premiera Rosji, a obecnie lidera opozycyjnego Rosyjskiego Sojuszu Narodowo-Demokratycznego (RNDS), o tymczasowe zwinięcie flag partyjnych. - Anna nigdy nie należała do żadnej partii - wytłumaczył. Po chwili ciszy redaktor opuścił skwer Puszkina w centrum Moskwy, na którym zgromadziło się wczoraj około 700 ludzi. Wielu z nich trzymało portrety zabitej dziennikarki. Nie brakowało też plakatów o treściach ewidentnie politycznych. "Precz z polityczną cenzurą!", "Nie wyborom bez wyboru!" - głosiły.
Krytyka polityki Kremla stała się dominującym obok śmierci dziennikarki tematem przemówień wszystkich kolejnych mówców. -Nie chcę pomagać temu reżimowi w przywróceniu ZSRR - grzmiał z trybuny Michaił Kasjanow. Nawoływał do bojkotu zbliżających się wyborów parlamentarnych, które jego zdaniem "są farsą i jeszcze bardziej pogrążą Rosję w marazmie najgorszego radzieckiego wzoru". -Podobnie jak w przypadku innych podobnych zbrodni, winni zabójstwa Anny siedzą w gabinetach władzy - przekonywała była dysydentka Ludmiła Aleksiejewa. Podkreślała, że w Rosji nie ujęto na razie zleceniodawcy żadnego morderstwa politycznego. Prezes Fundacji Obrony Głasnosti Aleksiej Simonow przypomniał, że Anna Politkowska była 211 zabitym rosyjskim dziennikarzem od 1993 roku. - Bardzo bym chciał, żeby ten przypadek stał się wyjątkiem i żeby zleceniodawcy zostali chociażby wymienieni z nazwiska -mówił. - Rosja sługusów ma Putina. Zaś wolna Rosja ma Annę -oznajmił znany opozycyjny polityk Borys Niemcow, kończąc wystąpienie słowami: "Precz z władzą czekistów!". W odróżnieniu od wcześniejszych akcji opozycji milicja nie reagowała na ciężkie zarzuty pod adresem Kremla i osobiście prezydenta Putina. Manifestacja zwolenników Kasjanowa, choć nieliczna - stała się największym masowym zgromadzeniem, na którym wspominano o Politkowskiej. Zwolennicy byłego mistrza świata w szachach i lidera koalicji Inna Rosja Garriego Kasprowa postanowili uczcić smutną rocznicę inaczej. Niewielką grupą przyszli na ulicę Leśną, gdzie rok temu rozbrzmiały cztery strzały z pistoletu płatnego mordercy. "W tym domu mieszkała i 7 października 2006 roku została w zbrodniczy sposób zgładzona Anna Politkowska" - marmurową tablicę z takim napisem przytwierdzili do ściany. Milicja się przypatrywała, ale nie interweniowała. -Mam nadzieję, że władzom wystarczy sumienia, aby tej tablicy nie ruszać -powiedziała "Rz" doradczyni Kasparowa Żanna Litwinowicz. Nie wszędzie jednak władze wykazały się wyrozumiałością wobec pragnących uczcić pamięć dziennikarki. W sobotę na komisariat w Niżnym Nowogrodzie doprowadzono pięciu działaczy organizacji społecznych z Niemiec, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Śledztwem w sprawie zabójstwa Anny Politkowskiej zaczęły się interesować rosyjskie władze. Powodem jest fala krytyki ze strony zachodnich organizacji obrońców praw człowieka pod adresem prezydenta Władimira Putina. Współpracujemy z grupą śledczą w Prokuraturze Generalnej, którą prowadzi Petros Garibian (uznawany za jednego z najbardziej doświadczonych detektywów w Rosji - red.), i mogę stwierdzić, że jej praca przynosi efekty. Nie byłem na wiecu poświęconym rocznicy śmierci Politkowskiej, bo był zainicjowany przez Michaiła Kasjanowa. Nasza redakcja nie chciała, by śmierć naszej koleżanki była wykorzystywana do politycznego PR. Brak pozwolenia na demonstrację w rocznicę śmierci Politkowskiej to element taktyki rosyjskich władz. Ich zachowanie świadczy o powrocie do radzieckich metod. Miałam nadzieję, że takie praktyki w Rosji się skończą. Anna Politkowska nie tolerowała tego systemu i stanęła kością w gardle jego pomysłodawcom. Zapłaciła za to wysoką cenę. Dobrze przynajmniej, że podczas poświęconej jej pamięci demonstracji nikt nie zginął. Daj Boże, by los Ani Politkowskiej nie spotkał już nikogo. -
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL