fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Klęski żywiołowe

Strzelcy poświęcili wakacje

W sobotę grupa chłopaków ze Związku Strzeleckiego Strzelec, którzy sprzątnęli w Troszynie Nowym koło Płocka 16 gospodarstw, wróciła do domów. We wtorek, by pomóc powodzianom, rusza kolejna
Fotorzepa, Szymon Łaszewski Szymon Łaszewski
Zamiast odpoczywać w Hiszpanii czy na Mazurach, pomagają usuwać skutki żywiołu
Szare domy bez okien i drzwi. Szare drzewa i trawa. Porozrzucane, zniszczone, zabłocone meble, sprzęty, zniszczone ubrania. Przy domach wraki samochodów.
Tak wygląda Troszyn Nowy, wieś niedaleko Płocka. Cała miejscowość została zalana i ewakuowana, gdy 23 maja Wisła przerwała wał przeciwpowodziowy w Świniarach.
Teraz wody już nie ma, ale – jak mówią mieszkańcy – żyć tu nadal nie można.
[srodtytul]Pomagać, a nie marudzić[/srodtytul]
Piątkowe południe. Upał, ponad 30 stopni. Szosą w Troszynie, a raczej tym, co z niej zostało po powodzi, maszeruje oddział kilku chłopaków w wojskowych mundurach.
Co tu robią? – Jesteśmy strzelcami, przyjechaliśmy pomóc mieszkańcom – wyjaśnia plutonowy Dawid Milczarczyk. Ma 16 lata. Ponad dwa lata temu został członkiem Związku Strzeleckiego Strzelec. – Jesteśmy najmłodszą grupą, zajmujemy się roznoszeniem środków czystości.
Codziennie przemierzają po kilka, a nawet kilkanaście kilometrów. Pytają mieszkańców, czego potrzebują, jak mogą pomóc. I przynoszą rzeczy ze zbiórek, które wcześniej sami zorganizowali.
Kilka kilometrów dalej trochę starsza grupa chłopaków usuwa połamane meble, deski, fragmenty dachu z domu, który w maju został całkowicie zalany.
– To już kolejny dom, który sprzątamy – wyjaśnia mjr ZS Rafał Wiejak. Jest zastępcą komendanta głównego Związku Strzeleckiego Strzelec. – Wieść o tym, że tydzień temu tu przyjechaliśmy, rozeszła się lotem błyskawicy. Teraz mój numer zna chyba każdy we wsi – opowiada. Mieszkańcy dzwonią do niego i proszą, by przyjechał ze swoimi strzelcami, pomógł uprzątnąć podwórko, dom, gospodarstwo. – Niedawno sprzątaliśmy stodołę – wspomina. – Przed powodzią po dach była wypełniona sianem. Gdy woda opadła, z tego siana zrobiła się góra stęchniętego, spleśniałego błota. Pracowaliśmy tam dwa dni.
Strzelcy przyznają, że to było dotąd chyba najgorsze zadanie, jakiego się podjęli w tej wiosce. – Każda warstwa, którą przerzucaliśmy, parowała, a poza tym znajdowaliśmy w tym „sianie” np. jajka. Może sobie pani wyobrazić, jaki to był zapach – dodaje kapral ZS Paweł Wiejacha. Ale zaraz zaznacza: – Nie ma co narzekać. Przyjechaliśmy, żeby pomagać, a nie marudzić.
Do Troszyna przyjechało w sumie 16 chłopaków. Mają od 14 do 18 lat. Dowodzą nimi mjr Wiejak i chorąży ZS Tomasz Głowacki.
Wszyscy należą do organizacji proobronnej Związek Strzelecki Strzelec. Odwołują się do tradycji organizacji, która powstała jeszcze w 1910 roku we Lwowie. Wówczas była podstawą budowania struktur wojskowych Legionów Polskich marszałka Józefa Piłsudskiego. Później, w okresie międzywojennym, tę nazwę nosiła organizacja paramilitarna.
[srodtytul]Wystarczy „dziękuję”[/srodtytul]
– Proszę pani, ile oni nam tu pomogli, ile zrobili, i w dodatku w takim upale – Honorata Jasińska ma 87 lat. Jej dom stoi na skraju wioski. Gdy woda opadła, pani Honorata wróciła.
Co zastała? Doszczętnie zniszczone budynki. Na podwórku i w piwnicach błoto. Część sprzętów zabrała woda, większość zniszczyła. – To, co zostało, trzeba wyrzucić, ale sama sobie z tym nie poradzę – mówi. – Co prawda pomagają mi wnuk i córka, ale dopiero gdy pojawili się u nas ci chłopcy, obejście udało się w miarę uprzątnąć. Jestem im bardzo wdzięczna.
– Chłopaki są super – chwali inna kobieta.
– Widzę, jak się uwijają, a przecież mogliby po prostu odpocząć po szkole, wyjechać na wakacje – dodaje kolejna.
Rzeczywiście, większość chłopaków poczyniła już plany wyjazdowe. – Miałem teraz być na Mazurach – mówi Krystian Orman z Grójca.
Dlaczego zrezygnował z wakacji? – Moje wakacje nie są ważne – odpowiada. – Teraz mam obowiązek pomóc tym ludziom tutaj.
Paweł Wiejacha miał już zaplanowane wakacje w Hiszpanii: – Zadzwonił major. Zapytał, czy mogę przyjechać, pomóc ludziom. Nie zastanawiałem się ani sekundy. Wakacje można przecież przełożyć, a nasza praca jest potrzebna teraz.
Do Troszyna przyjechali jako wolontariusze – niczego nie chcą w zamian za swoją pracę. – „Dziękuję” wystarczy – mówią zgodnie.
Gmina udostępniła im w szkole miejsca do spania i wyżywienie. – Kuchnia jest super. Panie kucharki gotują jak w domu – chwalą chłopcy.
[srodtytul]Duma generała[/srodtytul]
Inicjatywa zaangażowania Strzelca w akcję pomocy wyszła od gen. Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcy Wojsk Lądowych. – Kiedy zdałem sobie sprawę, że powódź wyrządziła tak ogromne spustoszenia, zapytałem, czy Strzelec może ogłosić mobilizację. Odpowiedzieli natychmiast – podkreśla.
Gen. Skrzypczak odwiedził niedawno chłopaków w Troszynie: – Jestem pod wielkim wrażeniem poświęcenia tych młodych ludzi. To ciężka praca w bardzo trudnych warunkach, a teraz jeszcze są upały.
Generał podkreśla, że jest z nich dumny. – Nie wstydzą się mówić, że są Polakami i patriotami. I kiedy inni zawodzą, oni spieszą z pomocą – mówi i dodaje, że takich ludzi życzyłby sobie w polskiej armii. Wygląda na to, że jego życzenie się spełni, bo większość chłopaków, którzy przyjechali do Troszyna, chce w przyszłości związać się z wojskiem.
W sobotę grupa, która sprzątnęła w Troszynie 16 gospodarstw, wróciła do domów: Ryk, Grójca, Warszawy. Ale powodzianie nie zostaną bez ich pomocy. We wtorek rusza kolejna. – Jest jeszcze dużo do roboty – mówią strzelcy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA