Kraj

Inwestują, leczą i drżą o przyszłość

Pierwsze miejsce w tegorocznym rankingu „Rz” zajęła olsztyńska poliklinika
Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski Krzysztof Skłodowski
Najlepsze szpitale kupują sprzęt, często za pieniądze UE. Ale nie dostają z NFZ całej zapłaty za leczenie
Dyrektorzy są zgodni: dzisiaj ich szpitale wyglądają zupełnie inaczej niż kilka lat temu.
– Staramy się modernizować cały szpital, od korytarzy przez archiwa po blok operacyjny. Tak rozumiemy nowoczesność – opowiada Janusz Olszewski, dyrektor Regionalnego Szpitala w Kołobrzegu (drugie miejsce w ogłoszonym dziś rankingu „Rz”). – Dla lekarzy ważne są warunki pracy na bloku operacyjnym, dla pacjentów – warunki w sali szpitalnej i to, jak wyglądają łazienki. Robimy wszystko naraz. Jeszcze tylko łóżka mamy do wymiany, bo postanowiłem najpierw kupić sprzęt diagnostyczny. Ale wszystko w swoim czasie. Inwestycje na dużą skalę planują też inne szpitale z czołówki tegorocznego rankingu. Szpital Urazowy w Piekarach Śląskich stara się o unijne pieniądze na budowę bloku z ośmioma salami operacyjnymi. – Pozwoli operować 30 proc. pacjentów więcej niż w tej chwili. I choć trochę zmniejszyć kolejki – zakłada dyrektor placówki Bogdan Koczy.
Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich także chce rozbudowywać OIOM, blok operacyjny i przebudować izbę przyjęć. – Mamy przyznane 40 mln zł od marszałka województwa – mówi Mariusz Nowak, dyrektor CLO. Potrzebne jest też lądowisko dla helikopterów, ale na razie placówka nie ma na nie pieniędzy. Najlepszy szpital niepubliczny – Pleszewskie Centrum Medyczne – chce inwestować w onkologię i planuje remont ortopedii. – Mamy coraz więcej pacjentów, przymierzamy się do rozbudowy szpitala – opowiada prezes Krystyna Pachciarz. Czy szpitalom inwestycje się opłacają? – NFZ nie płaci za jakość. Mój kontrakt nie zmienił się, odkąd mam wyremontowany blok operacyjny. Funduszowi wszystko jedno, w jakich warunkach są leczeni pacjenci – narzeka Janusz Olszewski ze szpitala w Kołobrzegu. Ministerstwo Zdrowia liczy, że placówkom pomoże wprowadzana właśnie w życie ustawa o akredytacji. – Akredytacja jest dobrowolna i nie chcemy w przepisach formalizować, że ta placówka, która ją uzyska, dostanie większy kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia. Ale pacjenci dostaną jasną informację, który szpital jest akredytowany, i chętniej będą się w nim leczyć – przekonuje Marek Haber, wiceminister zdrowia. A to – według niego – ma wpłynąć na lepszą sytuację szpitala. Tyle że na razie najlepsze szpitale na popularności raczej tracą, niż zarabiają. Wszyscy laureaci tegorocznego rankingu narzekają na nadwykonania – za pacjentów przyjętych ponad limit określony przez NFZ w kontrakcie ze szpitalem nie dostają pieniędzy. Centrum Onkologii w Bydgoszczy, które wiele lat z rzędu wygrywało ranking „Rz”, w tym roku z powodu problemów z uzyskaniem pieniędzy za leczenie pacjentów spoza swojego regionu w ogóle się do konkursu nie zgłosiło.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL