Sylwetki

Trudno ominąć kalendarz polityczny, jeśli chcemy być skuteczni

Michał Boni
Fotorzepa, Pio Piotr Guzik
Rozmowa z ministrem Michałem Bonim, szefem doradców premiera oraz Komitetu Stałego Rady Ministrów
[b]Rz: Komisja Europejska zarzuca Polsce, że nie reformujemy finansów publicznych. Czy rząd nie reformuje finansów ze względu na przeszkody polityczne, bo tłumaczy, że największą barierą jest prezydent? [/b]
[b]Michał Boni:[/b] Nie jesteśmy uwikłani w polityczne bariery, tylko chcemy być skuteczni. A to można mierzyć na trzy sposoby: czy działania poprawią bieżącą sytuację, czy można je wdrożyć przy niezgodności instytucjonalnej między prezydentem a rządem (delikatnie to nazywając) oraz czy istnieją warunki do spokojnej debaty publicznej i przedstawienia wszystkich argumentów, jeśli mówimy o poważnych, długofalowych zmianach dotyczących wielu osób. Rządowi nie brakuje odwagi, nie jest kunktatorski i nie jest tak, że nie chce reformować, negując opinie ekonomistów i przeciwko dobru społecznemu.
My chcemy reformować, ale skutecznie. Tak jak to było w sprawie ograniczenia możliwości nagminnego korzystania z wcześniejszych emerytur. Przez dziesięć lat żaden rząd nie dawał sobie z tym rady, a rząd Tuska to zrobił i to daje oszczędności prawie 30 mld w perspektywie 15 – 20 lat. Poza tym nie ma już wielu mechanizmów, które, zmienione, prawie natychmiast dałyby pozytywne zmiany w finansach publicznych. Zmiany w KRUS, systemie emerytalnym mundurowych czy dotyczące wieku emerytalnego (gdzie efekty i tak będą za lata) należy wprowadzać powoli i etapami. Prezydent pokazał, że trudno przyjmuje propozycje rządu. Dodatkowo trudno jest prowadzić poważną debatę polityczną, jeśli scena publiczna i tabloidalne media nieustannie tropią rozwiązania, nad jakimi pracuje rząd. [b]Tropią?[/b] Tak, bo nie chcą spokojnie prezentować racji, argumentów, korzyści, tylko wyławiają sensacje: kto będzie przeciwko, komu co się zabierze. Podsycają napięcia, o które tym łatwiej, im bliżej do kampanii wyborczych. A każde zawołanie „chcą nam zabrać” trafia na bardzo podatny grunt szczególnie przy spowolnieniu gospodarczym. [b]Więc co: czekamy na lepsze czasy?[/b] Nie. Przygotowujemy rozwiązania – pracując nad nimi studialnie. Zderzenie kalendarza politycznego i merytorycznego jest problemem wielu krajów. Dwa tygodnie temu rozmawiano o tym na forum OECD. O tym mówili Niemcy, Meksykanie, Brazylijczycy, Rosjanie. To dlatego jednak należy inteligentnie, w imię długofalowej strategii i skuteczności, łączyć te dwie agendy: reform i polityczną. Trzeba pracować nad rozwiązaniami, ale to nie powinno być tylko proste podnoszenie podatków czy cięcie wydatków. Trzeba szukać oszczędności długofalowych i budować podstawy rozwoju. Potrzebne jest lepsze zarządzanie, przeniesienie części wydatków publicznych poza budżet czy lepsze adresowanie wydatków, o czym mówi ostatni raport Banku Światowego. To na przykład stworzenie możliwości emisji obligacji przez Krajowy Fundusz Drogowy czy Agencję Rozwoju Przemysłu. W ten sposób zaoszczędziliśmy w budżecie kilkanaście (na razie) miliardów złotych, a nie zamknęliśmy gospodarce drogi do pieniędzy prorozwojowych. Ciągle szukamy takich niekonwencjonalnych metod. [b]Ale te prowadzą do zwiększenia długu publicznego?[/b] Tak, i dlatego tak ważne jest zwiększenie prywatyzacji. I gdy spojrzy się na całość zmian, to nie powinno się cieszyć, a robi to część środowisk politycznych i mediów (wbrew polskiej racji stanu), że nie wszystkie próby prywatyzacyjne się udają. [b]A nie obawia się pan, że ze względu na te trudności z kalendarzami zmian politycznych i reformatorskich, problemy z prywatyzacją, nasze wychodzenie z kryzysu będzie nie jak „U” czy „V”, ale jak „L”? [/b] Świat dzisiaj obawia się w niektórych krajach raczej W (double dip), a my mówimy, jak stworzyć szansę nie na podwójne dno, ale podwójną dywidendę (model: double dividend), co oznacza, że nasze wychodzenie z kryzysu musi budować warunki dla rozpędu opartego na nowych przewagach konkurencyjnych (na innowacji, poprawie edukacji – jak te ogródki jordanowskie, dostępie do Internetu, zielonym charakterze inwestycji energetycznych etc.). Zresztą wszystkie prognozy dla krajów rynków wschodzących są lepsze od przewidywań dla gospodarek wysoko rozwiniętych. Aby takie cele osiągać, musimy znaleźć nasze „okno szans”, czyli przygotować dobre, dalekosiężne rozwiązania, tak by sprząc kalendarz polityczny i merytoryczny i trafić w lata 2011 i 2012 jako czas ich wprowadzania w życie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL