Kolekcje

Trzeszczącą płytę trzeba wyprać

Milan Weber - właściciel firmy Voice
Fotorzepa, Piotr Cegłowski PC Piotr Cegłowski
Wysokiej klasy sprzęt audio podlega podobnym prawom jak cenne samochody. Najpierw tanieje, by później zyskiwać na wartości - mówi Milan Weber, właściciel firmy Voice
[b]Rz: Podobno niektórzy audiofile potrafią w harmonijny sposób połączyć przyjemność słuchania muzyki z umiejętnym inwestowaniem.[/b]
Milan Weber: Nie jest to łatwe i wymaga nie byle jakiej wiedzy. Można przyjąć, że wysokiej klasy sprzęt audio podlega podobnym prawom jak cenne samochody. Najpierw tanieje, by później zyskiwać na wartości. Dotyczy to przede wszystkim urządzeń z najwyższej półki, wytwarzanych w bardzo krótkich seriach. Jest na świecie wielu kolekcjonerów, zwłaszcza w Chinach i Japonii, którzy skłonni są płacić wysokie kwoty za unikatowe elementy zestawów hi-fi z lat 70. czy 80. [b]Wiąże się to pewnie z modą na „analogowe” brzmienie.[/b]
Nie bez racji. Każdy, kto miał okazję porównać dźwięk z czarnej płyty i CD, nie może mieć żadnej wątpliwości, że analogowy longplay dostarcza nieporównywalnie bogatszych wrażeń słuchowych. Upowszechnienie się standardu CD oznaczało powszechną zgodę na pogorszenie jakości. Główną zaletą srebrnego krążka jest wygoda użytkowania. To przykry paradoks, ale im bardziej popularyzują się kolejne, coraz bardziej wysmakowane technicznie odtwarzacze, tym mniej wiernie reprodukowane jest brzmienie muzyki. Bardzo wygodny sprzęt MP3, pozwalający magazynować setki płyt, to pod względem brzmienia kolejny krok wstecz nawet w stosunku do niedoskonałego CD. [b]Zatem najważniejszy nośnik dla miłośnika dźwięku wysokiej klasy to cały czas czarna płyta.[/b] Od czasu wynalezienia longplaya po prostu nic lepszego nie wymyślono. Szumne zapowiedzi, że wielokanałowa płyta DVD zaoferuje nową jakość, okazały się kompletnym niewypałem. Prawie każdy audiofil prędzej czy później dochodzi do wniosku, że prawdziwą muzyczną ekstazę można osiągnąć tylko za pomocą tradycyjnego gramofonu. Urządzenie to przeżywa drugą młodość, a czarne płyty mają coraz wyższe ceny. Wyraźnie podrożały stare gramofony. Na przykład Thorens TD124 kiedyś kosztował 3 tys. marek, a dziś wyceniany jest na 1,5 tys. euro. Firmy, które pozostały wierne technice analogowej, np. austriacki Project, obecnie odnoszą komercyjne sukcesy. [b]Rynek obiegają informacje o kolejnych rekordach cenowych osiąganych przez rzadkie longplaye.[/b] Posłużę się własnym przykładem. W latach 90. wiele osób pozbywało się czarnych płyt. Kupowałem je wtedy po 10 zł. Dziś te same tytuły są po 80 zł. Myślę, że była to niezła inwestycja. Niedawno w jednym z londyńskich sklepów zapytałem o cenę pierwszego wydania „Magical Mystery Tour” Beatlesów. Wiedziałem, że to droga płyta. Nie spodziewałem się jednak, że usłyszę: 2 tys. funtów. [b]Co radziłby pan miłośnikom muzyki, którzy chcą mądrze wydawać pieniądze?[/b] Warto szukać pierwszych wydań płyt znakomitych twórców, np. Milesa Davisa, Elvisa Presleya czy Pink Floyd, zgodnie z własnymi preferencjami. Także i dziś ukazuje się sporo interesujących płyt w małych nakładach. Niektóre wytwórnie przygotowują specjalne osiemdziesięciogramowe edycje na rynek audiofilski. [b]W przypadku czarnej płyty bardzo ważny jest stan zachowania. Bywa, że nieznośne trzaski uniemożliwiają słuchanie.[/b] Jeżeli płyta nie została uszkodzona w sposób mechaniczny, tylko jest zakurzona, należy ją wyprać. To nie żart. Na rynku można znaleźć sporo specjalnych pralek w cenie około 4 – 5 tys. zł. Czyszczenie polega na usunięciu drobin brudu, który utkwił w rowkach. Czasem wystarczy jedno pranie, by longplay sprzed 30 lat zabrzmiał jak nowy. [i] —rozmawiał Piotr Cegłowski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL