fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Kto jeszcze był zamieszany w porwanie Nataschy Kampusch?

Natascha Kampusch
AFP
Porywacz Nataschy Kampusch Wolfgang Priklopil miał co najmniej jednego wspólnika – twierdzi austriacki dziennik „Die Presse”, powołując się na raport komisji badającej uchybienia, do których doszło podczas śledztwa w sprawie zniknięcia dziewczyny
„Priklopil nie działał sam, to pewne. Co najmniej jeszcze jedna osoba wiedziała, że Kampusch przez całe te lata wegetowała w jego piwnicy” – cytuje gazeta anonimowego członka komisji śledczej, która pod przewodnictwem byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Ludwiga Adamovicha sprawdza, dlaczego policja, choć już kilka miesięcy po porwaniu otrzymała informacje wskazujące na 45-letniego inżyniera elektryka, nie przeszukała jego domu.
Natascha Kampusch zniknęła w 1998 roku. W betonowej celi w piwnicy Priklopila na przedmieściach Wiednia spędziła w sumie osiem lat. Inżynier elektronik porwał ją z ulicy, gdy wracała ze szkoły. Kiedy w 2006 roku udało się jej uciec, popełnił samobójstwo rzucając się pod pociąg.
Szybko okazało się, że dziewczynka mogłaby zostać uratowana o wiele wcześniej, gdyby policja nie zignorowała poszlak wskazujących na inżyniera elektryka. Badaniem uchybień w policyjnym śledztwie zajęły się dwie komisje rządowe. Wczoraj jedna z nich, sześcioosobowa komisja Adamovicha, złożyła raport w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Wynika z niego, że Priklopil musiał mieć wspólników, którzy wiedzieli o porwaniu, a nawet mogli w nim uczestniczyć. „Wiele z osób zamieszanych w sprawę Nataschy Kampusch utrzymuje bliski i regularny kontakt ze sobą, choć na zewnątrz usiłują to ukryć” – cytuje „Die Presse” raport komisji.
Jedną z tych osób jest 44-letni właściciel firmy kateringowej, który zaopatrywał Priklopila i miał dostęp do jego domu. Tuż po samobójczej śmierci inżyniera elektryka mężczyzna usunął nieznane przedmioty ze schowka należącego do porywacza zanim policja była w stanie je zabezpieczyć. Priklopil rozmawiał z nim też tuż przed samobójczą śmiercią. „Dlaczego policja nie przesłuchała mężczyzny oraz nie zabezpieczyła schowka, jest całkowicie niezrozumiałe” – czytamy w raporcie komisji.
Nawet po tym jak 12-letnia dziewczynka zeznała, że widziała, jak Kampusch była wciągana siła do samochodu, w którym siedziało dwóch mężczyzn, policja nie uznała za konieczne bliższe zbadanie przyjaciela Priklopila. Zrobi to więc teraz komisja. Zbada też dalsze osoby z otoczenia inżyniera elektryka, w szczególności te z powiązaniami ze środowiskiem prostytutek.
Według komisji policja i prokuratura utrudniają jej pracę i ukrywają zebrany materiał dowodowy. Wiele dokumentów zniknęło, inne zaś – w tym protokoły zeznań ofiary – wciąż nie zostały jej udostępnione. Śledztwo może więc potrwać jeszcze co najmniej rok.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA