Biznes

Ropa bez alternatywy

AFP
Niejasna Przyszłość rurociągu Odessa – Brody. Inwestycja umożliwiająca dywersyfikację dostaw do Unii Europejskiej opóźnia się, a decyzja o jej realizacji może nie zapaść w tym roku
Projekt budowy rurociągu z ukraińskich Brodów do Polski, który umożliwiłby transport ropy kaspijskiej do Europy, pozostaje w zawieszeniu. Nie zmieniło tego przyjęcie przez spółkę Sarmatia, odpowiedzialnej za przygotowanie inwestycji, studium wykonalności.
– Biorąc pod uwagę znaczące środki, jakich wymaga inwestycja, wydaje się mało prawdopodobne, aby decyzja o budowie polskiego odcinka rurociągu mogła zapaść jeszcze w tym roku – mówi „Rz” prezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych (PERN) Robert Soszyński. PERN, do którego w Polsce należy ropociąg Przyjaźń, jest jednym z pięciu udziałowców spółki Sarmatia. Zdaniem Soszyńskiego, aby PERN mogło przystąpić do realizacji projektu, którego wartość może wynosić nawet 2 mld zł, konieczne jest zawarcie także na warunkach opłacalności przynajmniej wstępnych porozumień z rafineriami na zakup surowca.
Tymczasem Sergiej Skrypka, który kieruje spółką Sarmatia, twierdzi, że studium wykonalności projektu potwierdza jego opłacalność nawet przy transporcie niewielkich ilości ropy kaspijskiej, i to mimo niskich cen surowca na rynku. Jego zdaniem inwestycja będzie jednym z tematów szczytu poświęconego współpracy Unii ze Wschodem zorganizowanej w ramach inicjatywy Partnerstwo Wschodnie. 7 maja do Pragi przyjadą m.in. przedstawiciele państw zainteresowanych powstaniem ropociągu – oprócz Polski także Ukrainy, Gruzji i Azerbejdżanu. – Gdyby udało się w Pradze osiągnąć porozumienie polityczne popierające jednoznacznie inwestycje, to moglibyśmy zaprezentować go jeszcze w tym miesiącu w Brukseli, by zyskać dodatkowe dofinansowanie z funduszy unijnych – twierdzi Sergiej Skrypka. W Pradze obecny będzie m.in. szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso oraz odpowiedzialny za politykę zagraniczną Unii Javier Solana. Nie wiadomo, czy uznają oni projekt za ważny dla Europy i poprawiający jej bezpieczeństwo dostaw ropy, skoro ostrzega przed nim głośno rosyjski wicepremier Igor Sieczyn. By ropa zaczęła płynąć z Odessy do Brodów i dalej do Polski, konieczne jest bowiem odwrócenie kierunku jej przepływu. Zdaniem wicepremiera Rosji zagrozi to dostawom rosyjskiego surowca do rafinerii na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech. Teraz Rosjanie pompują 12 mln ton ropy rocznie do terminalu k. Odessy, a stamtąd płynie ona statkami do różnych odbiorców. Jeśli ropa kaspijska zacznie być dostarczana do Odessy i stamtąd rurociągami do ukraińskich, polskich oraz słowackich i czeskich rafinerii, Rosjanie będą w kłopotliwym położeniu. Według Sieczyna europejscy odbiorcy będą zagrożeni, ale zdaniem ekspertów nie ma powodów do obaw. Ropa rosyjska płynie do Słowacji i na Węgry rurociągiem Przyjaźń, a odcinek z Brodów do Odessy służy eksportowi do innych odbiorców.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL