fbTrack

Sport

Dyktatura futbolu, czyli kufel w godle

Przez Polskę przetacza się tajfun piłkarskiej manii, której ofiarami padają najczęściej kobiety. One jednak wychodzą z tej nawałnicy niemal bez szwanku, z niegroźnymi objawami znużenia.
Na osiem koleżanek, które pytałam, czy obejrzą mecz Polska – Niemcy, sześć odpowiedziało negatywnie. Tylko jedna zasiadła do niego z radością, druga zadeklarowała, że jakoś to przetrzyma, przysypiając, i sześć razy zapyta narzeczonego, czy na pewno grają nasi, a jeśli tak, to w jakich koszulkach. Najbardziej zaciekła przeciwniczka piłki powiedziała mi: – Ten sport jest beznadziejnie nudny i pozbawiony sensu. Wolę wziąć długą kąpiel.
Ja też mam powody, by uważać ten czas za przekleństwo. Poprzednie mistrzostwa Europy spaprały mi randkę, na którą jechałam 400 kilometrów. Wieczór przerodził się w przymusowe oglądanie meczu, awanturę i gwałtowny koniec znajomości. Tydzień później byłam gościem na weselu, na którym orkiestra grała dla pustej sali – wszyscy stali w korytarzu wgapieni w telewizor. Ale nie żywię wstrętu do futbolu. Wiem, że może być źródłem wielkich emocji, wcale niezarezerwowanych dla panów. W dzieciństwie graliśmy w nogę na podwórku, chłopcy z dziewczynami. Bywałam nawet kapitanem, zasmakowałam satysfakcji po strzelonym golu. Pamiętam też ból porażki i zdartych na asfalcie kolan smarowanych gencjaną. Tyle że wspomnienia rozpalonych policzków, gry zespołowej i dobrej zabawy nijak nie pasują do tego, z czym dzisiaj kojarzy mi się zawodowy futbol.
To sfera zagarnięta przez męskich mężczyzn, ich ambicje, ich agresję, ich łapówki. O mistrzostwach dowiedziałam się, mimo że stronię od piłkarskiego świata. Zatykane na samochodach i balkonowych poręczach flagi dały mi znać, że nastał czas pseudopatriotyzmu i rządów piwnych. Dopóki polska drużyna nie odpadnie z rozgrywek, będziemy mieć w godle kufel, a orzeł pozostanie nadęty, jak po zastrzykach z mieszanki sterydów i narodowej dumy. Nasz los znów jest w rękach jednego człowieka, o ironio – Holendra. Nasi piłkarze, których nazwisk nie pamiętam, nasi rozśpiewani i podchmieleni kibice ubrani w biało-czerwone czapki oraz podnieceni komentatorzy, którzy nie opanowali poprawnej polszczyzny, przejmują teraz kluczowe role – niosą sztandar ku zwycięstwu, w imieniu nas wszystkich. Bardzo panom dziękuję, ale takiej reprezentacji nie chcę. Gdyby nie wasze wojenne hasła, mogłabym się naprawdę cieszyć i swoją polskością, i futbolem. Mecz z Niemcami obejrzałam w tym roku w gnieździe waszego wroga – Berlinie. Tam, w kawiarnianych ogródkach, tureckich barach i sklepach spożywczych futbol oglądają wszyscy: dziewczyny, ich mężowie, mamy z dziećmi. Nad miastem nie unosi się chmura testosteronu, sukces i porażkę może przeżyć każdy. Niemcy wygrywają podwójnie, bo naprawdę są razem – na murawie i przed telewizorami.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL