fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpłatna pomoc prawna

Zwara o projekcie zapewniający pomoc prawną najuboższym obywatelom

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Jeżeli Ministerstwo Sprawiedliwości ulegnie presji różnego rodzaju organizacji pożytku publicznego, dobry projekt zapewniający pomoc prawną najuboższym obywatelom zostanie zepsuty – ostrzega adwokat Andrzej Zwara.

Otwarcie drugiej linii metra, wybudowanie Stadionu Narodowego, lądowanie kapitana Wrony, zdobycie przez polskich siatkarzy złotego medalu mistrzostw świata, samotne opłynięcie przez Polaka kajakiem Oceanu Atlantyckiego to przykłady tego, że nierealne – zdawałoby się – cele można osiągnąć. Dla środowisk prawniczych takim celem jest ustawa gwarantująca dostęp do przedsądowej pomocy prawnej.

O regulacje zapewniające pomoc prawną najuboższym obywatelom adwokatura starała się od ponad dekady. Teraz te starania mają znaleźć swój szczęśliwy finał. Czy jednak będzie tak szczęśliwy, jak zakładamy? Otóż diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli Ministerstwo Sprawiedliwości ulegnie presji niektórych środowisk – w szczególności różnego rodzaju organizacji pożytku publicznego – dobry projekt zostanie zepsuty.

Na najwyższym poziomie

Skierowany do Komitetu Stałego Rady Ministrów kolejny wariant projektu dopuszcza do świadczenia usług prawnych także organizacje, które mają pośredniczyć między klientem a osobą udzielającą pomocy. Zakłada jednak nadal, że porad udzielać będą profesjonaliści – wyłącznie adwokaci i radcowie prawni. I słusznie. W interesie publicznym leży bowiem, by państwo finansowało usługi prawne świadczone przez fachowców mających wiedzę i doświadczenie zawodowe.

W interesie społecznym leży, by osoba niezamożna też miała prawo do ochrony jej spraw tajemnicą adwokacką. By miała zaufanie do kompetencji osoby udzielającej porady prawnej i wreszcie by dochowane były gwarancje zachowania najwyższych standardów etycznych przez prawnika udzielającego porady. Deregulacja sprawiła, że jest już wystarczająco liczna armia profesjonalnych prawników, która zdoła, na zasadach pełnej dobrowolności, objąć opieką prawną wszystkich najuboższych polskich obywateli.

Można się jednak spodziewać, że propozycje te wciąż znajdować będą krytyków. Ostre protesty organizacji pożytku publicznego, które do tej pory starały się wypełnić lukę w systemie, świadcząc pomoc prawną głównie przy pomocy studentów nieprawników lub niewykwalifikowanych prawników, podszyte są najpewniej obawami o utratę źródeł finansowania. Niewątpliwie zrobiły wiele dobrego, ale rozwiązań prowizorycznych i siłą rzeczy ułomnych nie powinno się mieszać z profesjonalnym systemem przedsądowej pomocy prawnej z urzędu. Co wcale nie oznacza, że działalność tych organizacji należy likwidować lub odcinać je od dotychczasowych źródeł ich finansowania, mimo że – jak pokazują dane prezentowane przez same organizacje pozarządowe – ich działalność jest prawie dwukrotnie droższa niż kwoty przeznaczone w budowanym systemie na pomoc prawną świadczoną bezpośrednio przez adwokatów i radców. Warto zachować tę działalność jako uzupełnienie systemu ustawowo gwarantowanego przez państwo najuboższym. Bo prawo wyboru jest wartością samą w sobie.

Zdecyduje klient

Podobnie jak w przypadku projektu rozporządzenia ministra sprawiedliwości w sprawie sposobu zapewnienia oskarżonemu korzystania z pomocy obrońcy z urzędu. Skoro od 1 lipca 2015 r. obrońcami, oprócz adwokatów, będą mogli być również wykonujący wolny zawód radcy prawni, to oczywiste jest, że każdy oskarżony powinien mieć prawo wyboru, czy jego obrońcą z urzędu ma być adwokat czy radca. Skoro w sprawach cywilnych i sądowoadministracyjnych klient z urzędu może wybrać, czy chce mieć pełnomocnika spośród adwokatów czy też spośród radców, to czemu nie mógłby tego uczynić w sprawie karnej? Wszak konstytucyjnie gwarantowane prawo do obrony polega przede wszystkim na prawie wyboru obrońcy. Dobrze więc, że w projekcie rozporządzenia ministerstwo zaproponowało rozwiązania gwarantujące każdemu oskarżonemu jego podstawowe prawo – prawo wyboru obrońcy.

Zbiorcze listy

Oczywiście i w tym przypadku mój entuzjazm mógłby być większy. Tym razem gaszą go działania władz samorządu radców prawnych. Otóż Krajowa Rada Radców Prawnych postuluje, aby stworzyć jedną wspólną listę obrońców. By adwokaci i radcy zostali uszeregowani na jednej liście alfabetycznie i by klient pozbawiony został prawa wyboru obrońcy. Stanowisko to musi zaskakiwać. Gdy dwa lata temu, w trakcie prac nad zmianą kodeksu postępowania karnego, postulowałem, aby każdy radca prawny chcący prowadzić sprawy karne został ustawowo wpisany wspólnie z adwokatami na jedną listę prowadzoną przez okręgowe rady adwokackie, propozycja ta wywołała lawinę oburzenia właśnie we władzach samorządu radcowskiego. Ironia losu, że teraz radcy prawni sami chcą zrealizować moje założenia? Skoro jednak w Sejmie nie przeszedł postulat, by obrońcy byli na jednej adwokackiej liście, skoro przesądzono, że przedstawiciele dwóch różnych samorządów mają wykonywać niezależnie od siebie funkcję obrońców, to czemu teraz minister sprawiedliwości miałby zmieniać w rozporządzeniu tę zasadę? Czemu miałby odbierać obywatelom prawo wyboru obrońcy? Zupełnie nie rozumiem, dlaczego dwa odrębne samorządy mają mieć jedną wspólną listę.

Słyszałem argument, że podział na obrońców adwokatów i na obrońców radców będzie dyskryminacją zawodu radcowskiego. Ale przecież projekt zakłada, że sąd nie jest związany wnioskiem oskarżonego. Jeśli zabraknie adwokatów, i tak będzie można sięgnąć po radców. I na odwrót. Wyodrębnienie zatem w ramach listy obrońców części składającej się wyłącznie z adwokatów i części składającej się wyłącznie z radców prawnych to techniczne udogodnienie dla sądu. Nie musi tworzyć nowych zbiorczych list, lecz może wprost bazować na tych, które przekażą mu samorządy. A dla klienta to święte prawo wyboru obrońcy, który będzie go bronił, gdy na szali leży najważniejsza wartość, jaką jest wolność człowieka.

Autor jest prezesem Naczelnej Rady Adwokackiej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA