Publicystyka

One man – one vote

Prof. Michał Kleiber
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Likwidacja progu wyborczego mogłaby zapobiec niebezpieczeństwu znanemu jako tyrania większości – uważa prezes PAN.
Niemiecki Trybunał Konstytucyjny właśnie zadecydował, że 3-procentowy próg w wyborach do europarlamentu jest niezgodny z niemiecką konstytucją.
W swej decyzji powołał się na konstytucyjne wartości równości wobec prawa oraz równości szans każdego obywatela. Czyli w istocie na podstawową, a często przemilczaną ideę demokracji – „one man – one vote". Przypomnijmy, że do czasu wejścia w życie jednolitej procedury wyborczej (czy to w ogóle kiedyś nastąpi?)  wybory w państwach członkowskich Unii Europejskiej przeprowadzane są na podstawie krajowych ordynacji wyborczych. Mimo że w większości krajów jest ustalony próg wyborczy, są kraje, w których progu nie ma.
Oczywiście decyzja Trybunału w Niemczech spotkała się z rozlicznymi głosami krytyki.  Otwieramy w ten sposób drogę do opiniotwórczych funkcji dla ekstremalnych bądź choćby tylko bardzo dziwacznych osób, mówią jedni. Poprzez rozproszenie stanowisk w ważnych sprawach zmniejszamy swój narodowy wpływ na ważne unijne decyzje, mówią inni. Wprowadzamy do europarlamentu bałagan zamiast tak pożądanego porządku, mówią jeszcze inni. Dochodzimy w ten sposób do klasycznego dylematu – domniemana efektywność działania instytucji a podstawowe prawa obywateli. W tym kontekście dużo do myślenia może nam dać przykład funkcjonowania wolnorynkowej gospodarki, będącej najlepszym znanym dotychczas sposobem radzenia sobie w warunkach niedoboru dóbr (a czymże innym są decyzje polityczne, przesądzające np. o podziale budżetu?). W jej ramach każdy z nas podejmuje decyzje „wyborcze" w istocie każdego dnia, przeznaczając odpowiednie kwoty na zakup produktów i usług. Akurat my dobrze pamiętamy, czym kończą się próby wprowadzania „porządku" do rynkowej gospodarki. Może więc ów rzekomy polityczny bałagan wynikający z rozproszenia poglądów w przypadku wyborów bez progów jest bałaganem jedynie pozornym, tak naprawdę zapewniającym większą harmonię życia społecznego?  Może brak progu pomógłby wielu mądrym, niezwiązanym z żadną partią obywatelom w podjęciu decyzji o kandydowaniu? Może nie ma  wcale potrzeby przytaczania skomplikowanych interpretacji prawnych pozwalających w rezultacie ominąć podstawowy wymóg demokracji, czyli prawo każdego obywatela do posiadania takiego samego wpływu na przebieg procesów politycznych? Unikając przy okazji nie tylko teoretycznego przecież niebezpieczeństwa, znanego pod nazwą tyranii większości!? Wydaje się, że Parlament Europejski zasługuje na to, aby głosować „bezprogowo" – zróżnicowanie interesów jest tam tak zagmatwane i tak często odbiegające od przekonań przedstawicieli partii narodowych będących oficjalnie w jednym unijnym ugrupowaniu,  że trudno sobie wyobrazić pogorszenie panującego tam galimatiasu. Czy też obniżenie poziomu merytorycznych debat, konsekwentnie obciążanego częstym wysyłaniem do Strasburga drugiego garnituru swych polityków przez wiele europejskich partii. Tak naprawdę widać jedno zagrożenie w ewentualnej zmianie unijnej ordynacji – otwarcie dyskusji, że jeśli tam można, to dlaczego by nie wprowadzić tego także w wyborach krajowych. A tu argumenty rozkładałyby się zapewne nieco inaczej...
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL