fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Jak to z Legią było do momentu przejęcia przez Mioduskiego

Lucjan Brychczy – legendarny piłkarz i honorowy prezes Legii. Tylko on pamięta wszystkich właścicieli klubu od roku 1954
PAP, Leszek Szymański Leszek Szymański
Legia Warszawa to najbardziej znany polski klub. Po rozstaniu z wojskiem miała pięciu właścicieli. Od wczoraj ma szóstego – Dariusza Mioduskiego.
Legia przez większą część swojej blisko stuletniej historii związana była z wojskiem. Powstała w roku 1916 jako „drużyna legjonowa" na Wołyniu. Trwała akurat przerwa w działaniach wojennych i żołnierze Józefa Piłsudskiego zabijali czas, grając w piłkę. Nawet komendant oglądał te mecze. Drużynę tworzyli Polacy z Galicji będący obywatelami austriackimi.
Niektórzy historycy są zdania, że dzieje Legii zaczęły się w roku 1920. Drużyna legionowa wprawdzie powstała cztery lata wcześniej, ale właśnie o drużynie, a nie klubie, można mówić. Natomiast w roku 1920 na Zamku Królewskim w Warszawie zebrała się grupa oficerów, którzy powołali do życia Wojskowy Klub Sportowy. Dwa lata później WKS połączył się ze stołecznym klubem Korona i zaczął funkcjonować pod nazwą „Legia".

Zawsze z wojskiem

Legia od początku była klubem wojskowym dopuszczającym członkostwo cywilów. Ale wszyscy jej kolejni prezesi – od roku 1920 aż do 1997 – byli oficerami. Wśród nich 12 generałów. Ostatni, generał brygady Zygmunt Skuza, pełnił funkcję komendanta Warszawskiego Okręgu Wojskowego. Urzędował w cytadeli.
Przez dziesięć lat ITI zrobił dużo dla Legii, powstał przede wszystkim nowy stadion Przed wojną Legia nie dominowała nawet w stolicy. W tabeli I ligi czasami wyprzedzały ją  Polonia i Warszawianka. Przewaga polegała na patronie. Jeszcze w latach 20. marszałek Piłsudski przekazał klubowi tereny między dzisiejszymi ulicami: Łazienkowską, Myśliwiecką, Wisłostradą i kanałem Piaseczyńskim. Pozycja Legii w polskim futbolu znacznie wzrosła po przewrocie majowym (1926). Tym bardziej że siedzibę PZPN przeniesiono z Krakowa do Warszawy, jego prezesem został wówczas gen. Władysław Bończa-Uzdowski. W roku 1930 otwarto stadion Wojska Polskiego, który na ćwierć wieku stał się faktycznie stadionem narodowym. Od początku był domem Legii. Po wojnie Legia pozostała przy wojsku, chociaż nawet niektórzy jej prominentni pracownicy uważali, że w nowych warunkach ustrojowych to nie jest spadkobierca tradycji sanacyjnej armii. W roku 1949 przekształcono go w Centralny Wojskowy Klub Sportowy, na wzór radzieckiego CSKA. Oznaczało to możliwość powoływania do wojska najlepszych sportowców, żeby zdobywali tytuły w barwach klubu wojskowego i dawali świadectwo potęgi ludowej obronności. W latach 50. i 60. Legia była nie tylko najpotężniejszym klubem w Polsce (w roku 1959 na 20 istniejących w klubie sekcji 16 zdobyło tytuły mistrza kraju, a trzy wicemistrza), ale i w Europie. Wojskowa propaganda z lubością co cztery lata zwracała uwagę, że sportowcy Legii zdobyli na igrzyskach olimpijskich więcej medali niż reprezentacje niejednego państwa. Przebudowano stadion, zainstalowano sztuczne oświetlenie (1960). Zdarzyło się zaraz po wojnie, że prezesem klubu mianowano Rosjanina Jurija (Jerzego) Bordziłowskiego, który walczył przeciw Polakom w wojnie bolszewickiej 1920 roku, a potem został generałem Ludowego Wojska Polskiego. W czasach stalinowskich był on także prezesem PZPN. Formalnie CWKS przestał istnieć w roku 1957, klub znów stał się Legią. Jednak w praktyce działał tak jak dawniej. Każdy jesienny lub wiosenny pobór do wojska oznaczał dla wielu mniejszych klubów stratę najzdolniejszych piłkarzy, którzy trafiali na Łazienkowską. Sytuacja uległa zmianie wraz ze zmianą ustroju. W roku 1989 Legia stała się spółką akcyjną. Wprawdzie prezesem pozostał generał, główny kwatermistrz Wojska Polskiego Włodzimierz Oliwa, ale szefem rady nadzorczej wybrano przedsiębiorcę, właściciela firm budujących drogi i domy Janusza Wojtysiaka (Holding Wojtysiak). Założył on fundację Warsfutbol, która postawiła sobie za cel zbieranie funduszy na działalność nie tylko Legii, ale całego stołecznego piłkarstwa. W klubie pozostało wielu dotychczasowych pracowników, a jedyna zmiana dotyczyła ich ubrań: mundury zamienili na garnitury. W klubie pojawił się też kapelan Mariusz Zapolski. Następny właściciel – Janusz Romanowski – miał więcej szczęścia i umiejętności. To też przedsiębiorca pionierskiego okresu kapitalizmu wywodzący się z PZPR. Był właścicielem m.in. Empiku, przedstawicielem Kodaka na Polskę, sponsorował mistrzynię świata w pięcioboju Dorotę Idzi. Wyłączył piłkarzy ze struktur klubu, zakładając przynoszącą dochody Autonomiczną Sekcję Piłki Nożnej. To za jego czasów Legia zagrała w Lidze Mistrzów (1995/96). Wtedy też, w roku 1992, podpisała umowę sponsorską z Fabryką Samochodów Osobowych na Żeraniu, którą reklamowała na koszulkach. To była pierwsza reklama, z którą Legia grała na stałe. Kiedy FSO kupili Koreańczycy z Daewoo, zainteresowali się także Legią.

Daewoo – FSO

W lutym 1997 roku Legia stała się Sportową Spółką Akcyjną. CWKS Legia miał w niej 30 procent udziałów, Daewoo – FSO i Pol-Mot – 70 procent. Władzę przejęli Koreańczycy niemający większego pojęcia o funkcjonowaniu klubu, ale dający pieniądze i lubiący organizować wystawne przyjęcia. Mówili, że inwestowaliby w klub i budowę nowego stadionu, gdyby nie problemy z własnością gruntów. Ta data oznaczała ostateczny rozwód Legii z wojskiem. Jego ostatnim przedstawicielem w klubie był płk Artur Mazurek, dawny gimnastyk, sprawny organizator. Zastąpił go Leszek Miklas, który wcześniej pracował w FSO. Koreańczycy nie wytrzymali (bo sprzedaż samochodów Daewoo na świecie drastycznie spadła) więc w łagodny sposób, 1 lipca 2001 roku, ich miejsce zajęli najbliżsi współpracownicy i kontrahenci, czyli firma Pol-Mot Andrzeja Zarajczyka. I to od niego, w kwietniu 2004 roku, za 750 tys. dolarów wraz z 20 mln zł długów odkupiło Legię ITI Jana Wejcherta i Mariusza Waltera. Najpierw witani przez kibiców z entuzjazmem, potem przez nich obrażani (nowi właściciele wypowiedzieli wojnę chuliganom), zbudowali w ciągu dziewięciu lat nowoczesny, dobrze zorganizowany klub i idealny klubowy stadion. Postawili na szkolenie młodzieży i dobrze na tym wszystkim wyszli. Jan Wejchert zmarł, Mariusz Walter miał prawo stracić zapał. Pora na następnych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA