Według nieoficjalnych, ale niemal ostatecznych, danych Ministerstwa Sprawiedliwości, do których dotarła „Rz”, na aplikację adwokacką dostało się 413 osób – 11,3 proc. zdających (w 2007 r. dostało się 1486 zdających, czyli 47,8 proc.), a na notarialną – 301 (24,6 proc. kandydatów).
Dane dotyczące aplikacji radcowskiej są niepełne, gdyż nie ma wyników z trzech dużych izb: katowickiej, krakowskiej i warszawskiej. Ta ostatnia poinformowała już, że wyniki opublikuje we wtorek 30 września.
We Wrocławiu, gdzie zawsze egzaminy na aplikację adwokacką przebiegały pomyślnie, zdało 16,2 proc. (27 osób na 166). U radców: w Bydgoszczy spośród 149 zdało tylko 15 (10 proc.), a w Zielonej Górze na 104 – jedynie dziewięciu, czyli 8,7 proc.
Większość zdających ocenia sobotnie testy, ułożone przez Ministerstwo Sprawiedliwości, jako bardzo trudne, nadmiernie szczegółowe i wymagające zbyt obszernej wiedzy. To dość zgodne stanowisko zdających (szerzej w naszej poniedziałkowej relacji), ale także Joanny Agackiej-Indeckiej, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.
– Wielu zdających zapewne liczyło na łatwy egzamin. Wcześniej nie starali się o przyjęcie na aplikacje i przystąpili do egzaminu w tym roku po raz pierwszy. Startowało też więcej absolwentów prywatnych szkół prawniczych (zaczynają wypuszczać magistrów), które nie cieszą się taką renomą jak uniwersytety. Egzaminy zeszłoroczne były wyjątkowo proste i było jasne, że z takim samym poziomem wiedzy trudno będzie dostać się w tym roku – odpowiadała w poniedziałek rano Iwona Kujawa, dyrektor Departamentu Nadzoru nad Aplikacjami Prawniczymi MS.
Nie wszyscy zrzucają winę na wysoko podniesioną poprzeczkę testu. – W tym roku przystępują do egzaminu także absolwenci prywatnych szkółek prawa, a więc ci, którzy byli za słabi, aby dostać się na uniwersytety. I będą za słabi, żeby dostać się na aplikację – to głos jednego ze zdających.
– Na łatwy egzamin chętnych nie zabraknie, ja wolę zdawać trudny egzamin niż jako adwokat jeździć na taksówce – to inny głos.
Ale są i takie: – Wszystko jasne, Zbigniew Ćwiąkalski realizuje plan zamknięcia dostępu do zawodów prawniczych. Jestem ciekawy, ile punktów zdobyłby sam minister.
Krytyczna jest prezes adwokatury. – Powstaje wrażenie, że politycy i urzędnicy państwowi nie poradzili sobie z zadaniem, które sami na siebie przyjęli, zmieniając egzamin z samorządowego na ministerialny – oświadczyła Joanna Agacka-Indecka. – Samorząd adwokacki oczekuje, że minister sprawiedliwości niezwłocznie odniesie się do zarzutów dotyczących trudności i zakresu egzaminu. Przypominamy nasze postulaty, aby politycy wprowadzali reformy rozważniej, konsultując je i korzystając z doświadczeń samorządów.
Niechęć niektórych polityków do wsłuchiwania się w opinie tych, których zmiany bezpośrednio dotyczą, powoduje takie sytuacje, jak trudne do zaakceptowania wyniki państwowego egzaminu na aplikacje.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora