fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świętokrzyskie

Koniec życia na dnie morza

Planowany nawet na 7000 ha zbiornik miał powstać w gminie Chęciny
Fotorzepa, Michał Walczak
Tej wsi dawno już miało nie być. Miała spocząć na dnie sztucznego zbiornika, który władze planowały od blisko 80 lat. Zbiornika nie będzie, Mosty doganiają XXI w.

Gmina i miasto Chęciny przygotowuje sprzedaż działek pod nowe osiedle domków jednorodzinnych. Miejsce, w którym się znajdują, jest wyjątkowe nie tylko ze względu na urodę krajobrazu.

– Działki we wsi Mosty leżą w malowniczym, cichym i spokojnym miejscu, wśród terenów zielonych, z daleka od głównej drogi, ale z dobrym dojazdem do Chęcin i Kielc. Sądząc po już ogromnym zainteresowaniu, widzimy, że Chęciny i okolice stają się jednym z najbardziej atrakcyjnych terenów inwestycyjnych tej części regionu – ocenił Robert Jaworski, burmistrz Chęcin.

Internet jeszcze nie dotarł

W ciągu ostatnich trzech lat w reaktywację wsi Mosty samorząd zainwestował niemal 4 mln zł, z czego 70 proc. pieniędzy udało się władzom Chęcin uzyskać z zewnątrz, m.in. z Unii. Kosztem 1 mln zł wybudowany został wodociąg, powstała asfaltowa droga dojazdowa, wreszcie można też było, kosztem 2,5 mln zł, scalić grunty.

Dzięki temu gmina zyskała blisko 130 hektarów ziemi pod inwestycje. To rzadkość w czasach, kiedy niemal cała ziemia w Polsce została podzielona, sprzedana, wydzierżawiona. Jest też gotowy projekt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Nie ma za to w Mostach jeszcze żadnej komunikacji publicznej, sklepu, łączności, internetu. 80 lat trwania w zawieszeniu nie da się odrobić w trzy lata.

– Działki o powierzchni od 10 do 12 arów zostaną wystawione na sprzedaż w przetargach. Powstanie nowe osiedle domków jednorodzinnych, ale nie tylko. Plan zagospodarowania przestrzennego uwolnił także grunty pod działalność gospodarczą. Zainteresowanie już jest bardzo duże – podkreślał Robert Jaworski.

Sołtys Mostów Łukasz Gruszczyński został wybrany dwa lata temu i była to zmiana pokoleniowa. Zastąpił Zofię Rybak, która z tej wsi pochodzi, potem się wyprowadziła, podobnie jak połowa mieszkańców, zniechęcona licznymi zakazami i brakiem perspektyw.

Po 30 latach zaczęli wracać do krainy dzieciństwa. Dziś wszyscy w Mostach liczą na nowych mieszkańców. To z nimi ma przyjść szybki rozwój i nadgonienie straconego czasu.

Tu miało być dno

To, co stało się w Mostach, nie zdarza się często. Wieś wegetowała przez niemal 80 lat, w oczekiwaniu na wysiedlenie i zalanie przez wielki sztuczny zbiornik.

Pierwsze jego koncepcje powstały w latach 30. XX wieku. Zbiornik miał liczyć 7000 ha, a zbudowana obok elektrownia wodna produkowałaby prąd, tak potrzebny na biednej przedwojennej Kielecczyźnie. Byłby to też magazyn wody pitnej dla całego regionu.

Do koncepcji rodem z II RP wróciły władze PRL w latach 50. Naukowcy z Polskiej Akademii Nauk wykonali pomiary i przedstawili wizję tzw. chęcińskiego morza, o powierzchni o połowę mniejszej – 3000 ha. W jego centrum znalazły się m.in. Mosty.

Mieszkańcom zabroniono wszystkiego – rozbudowy i remontowania domów, uprawy pól, zakładania warsztatów. W 1972 r. pojawili się geodeci, by scalić grunty pod zbiornik, a w 1976 r. rząd Piotra Jaroszewicza oficjalnie zdecydował o budowie zbiornika pod Chęcinami.

Ludzie zyskali pewność, że wieś zostanie zalana, a oni wysiedleni. Kto miał dokąd – uciekł. Z 66 gospodarstw zostało sześć, ze 217 mieszkańców – połowa, przeważnie starszych ludzi.

Lata mijały, Polska się zmieniała, a w Mostach czas stał w miejscu, w oczekiwaniu na to, co zdawało się nieuchronne.

Także w III RP koncepcja sztucznego zbiornika nie upadła. Przeciwnie, w 1992 r. kielecki Urząd Wojewódzki zlecił opracowanie planu inwestycji. Teraz już nie tylko funkcja energetyczna, ale też turystyka i rekreacja miały być uzasadnieniem do zalania Mostów.

Zbiornik miał się stać świętokrzyską Soliną, rozkręcić miejscowe hotelarstwo, agroturystykę, podnieść atrakcyjność Gór Świętokrzyskich. Trzy lata później koncepcja była gotowa, choć „morze" zmalało do 1852 ha.

W tym czasie Mosty trwały w latach 70. Nie dojeżdżał tu autobus, jedyna droga coraz bardziej niszczała i zimą wieś bywała odcięta od świata.

Ci, którzy zostali, żyli z rent i emerytur, niektóry pracowali w pobliskiej żwirowni. Latem dorabiali jagodami, jesienią grzybami. W ogródkach hodowali warzywa, w sadach owoce, mieli drób. Taki skansen.

I jak to w przypadku skansenu bywa, zaczęli pojawiać się turyści. Mosty stały się znane. Każdy chciał zobaczyć wieś, której za rok może już nie być.

Kto przyjechał, żałował, że nie ma się tu gdzie zatrzymać, zjeść. Okolica piękna, lasy wokół, góry na horyzoncie. Miejscowi też widzieli, że tutaj można biznes rozkręcić, ale zakazy na wszystko wciąż obowiązywały.

Z braku następców starzy ludzie zrzekali się ziemi na rzecz Skarbu Państwa. Jakkolwiek by to surrealistycznie wyglądało, stan taki trwał do grudnia 2011 r. Wtedy „morze" wypadło czy też może trafniej – wyparowało z nowej Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju.

– Dokładaliśmy wszelkich starań, aby w jak najkrótszym czasie doprowadzić do wykreślenia planu budowy wielkiego akwenu, który blokował wszelkie inwestycje na tym terenie – mówił przy okazji oddania wodociągów burmistrz Robert Jaworski.

I w końcu się udało. A co do morza – to w Mostach, a właściwie w miejscu lokowania wsi, morze rzeczywiście było. Ale 200 milionów lat temu.

masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: i.trusewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA