fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Rekompensaty za opieszałość sądu coraz bardziej obciążają budżet państwa

Adobe Stock
Rośnie liczba skarg na przewlekłe postępowania sądowe. I choć budżet państwa z roku na rok płaci za nie coraz więcej, poprawy na razie nie widać.

Przybywa skarg obywateli na przewlekłe postępowania. Rosną też ich koszty. W 2015 r. budżet państwa zapłacił 1,3 mln zł rekompensat, a w 2018 r. już 5,8 mln zł. Mimo to średnia zasądzonych kwot utrzymuje się na podobnym poziomie. W 2018 r. było to 3,1 tys. zł – wynika z opublikowanego właśnie raportu Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości.

Dwa tysiące na osłodę

Wysokość przyznanej rekompensaty bywa różna. Dużo zależy od charakteru sprawy, która była prowadzona opieszale. Na przykład średnio na 2,6 tys. zł można liczyć w sprawie egzekucyjnej. W postępowaniu przygotowawczym na 3,4 tys. zł. Przed sądem rejonowym średnia rekompensata to 2,6 tys. zł, przed okręgowym – 3,8 tys. zł, a przed apelacyjnym zaledwie 2 tys. zł.

Wypłacane rekompensaty uzasadniane są najczęściej (w 70 proc. przypadków) długotrwałą opieszałością, krzywdą moralną, jakiej doznał skarżący (w 55 proc.), przewlekłością zawinioną przez sąd (w 31 proc.), szkodą, jaką poniósł skarżący – w 6 proc. przypadków.

Autorzy raportu przyjrzeli się także relacjom żądanych kwot do tych ostatecznie zasądzonych. Okazuje się, że w większości spraw (83,5 proc.) kwoty przyznane przez sądy były niższe od żądanych. Tylko w 16 proc. sądy orzekły tyle, ile domagał się zniecierpliwiony obywatel, a jedynie w 0,5 proc. spraw sądy przyznały wyższą kwotę niż wnioskowana.

Różnice w oczekiwaniach skarżących i ostatecznych decyzjach sądów były w wielu przypadkach dość znaczące – w ponad 20 proc. spraw zawierały się one w przedziale od 14 do 20 tys. zł.

Ile się spóźniają

Z raportu wynika, że okresy przewlekłości skarżonych spraw wynosiły od 20 dni do 26 lat i sześciu miesięcy. Przeciętnie wyniosły rok i siedem miesięcy. Najczęściej, w 40 proc. spraw, zawierały się w przedziale od sześciu miesięcy do roku. Najdłuższe okresy przewlekłości stwierdzono w sprawach procedowanych przez sądy okręgowe – w karnych średnia to dwa lata i osiem miesięcy. Najkrótsze były w sprawach rodzinnych i gospodarczych oraz w sprawach przed sądami rejonowymi – średnia to rok i pięć miesięcy.

Wiedzą, więc piszą

– Nie dziwi mnie większa popularność skargi, bo świadomość tego instrumentu jest coraz większa – mówi sędzia Aleksandra Rutkowska z Sądu Rejonowego Wrocław-Śródmieście. I wyjaśnia, że widać to nawet w debacie publicznej.

– Pojawia się coraz więcej danych o funkcjonowaniu sądów. Dlatego też strony częściej podnoszą zbyt długi, ich zdaniem, czas postępowania – mówi sędzia Rutkowska.

Jej zdaniem jednak skargi nie zawsze wiążą się z obiektywną niewydolnością sądów polskich. Dla wielu obywateli najważniejsze staje się uzyskanie rekompensaty.

Swoją opinię o rosnącej liczbie skarg ma także sędzia Tomasz Krawczyk z Sądu Okręgowego w Łodzi. Bez wahania na pierwszym miejscu wymienia większą świadomość prawną obywateli. A to nie wszystko.

– Problem najbardziej widać w sądach rejonowych. I dzieje się tak z kilku powodów. Są nie tylko najbardziej obciążone, ale też trafiają do nich stosunkowo proste sprawy. Jeśli więc dojdzie do przewlekłości, łatwo ją wykazać – tłumaczy sędzia Krawczyk. I dodaje, że konsekwentnie w sądach okręgowych spraw jest mniej, więc łatwo ich dopilnować, a dłuższą przerwę udokumentować złożonością czynności.

Jest jeszcze jedna sprawa: wieloosobowe konkursy. Kiedy ogłasza się konkurs na 128 wakatów, to przy odwołaniu załóżmy dwójki niezadowolonych z wyniku konkursu wszystkie etaty czekają (są zawieszone) do czasu rozstrzygnięcia przez SN.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA