Unia Europejska

Niemcy: Szef Trybunału kontra CSU

Premier Bawarii Markus Söder ma niskie notowania przed wyborami landowymi. Na zdjęciu kontroluje granicę z Austrią, przez którą wiódł główny szlak migracyjny.
AFP
Przed ważnymi wyborami landowymi do dyskusji o imigracji włączył się prezes kluczowego sądu.

Przewodniczący tego sądu nie może odgrywać roli policjanta w sprawach językowych – ogłosił w niedawnym wywiadzie prasowym były premier Bawarii Horst Seehofer, który teraz jest szefem MSW w rządzie Angeli Merkel.

Chodziło mu nie o przewodniczącego byle sądu, lecz o Andreasa Voßkuhle, stojącego na czele Federalnego Trybunału Konstytucyjnego (FTK).

Trybunał odgrywa w Niemczech niezwykle aktywną rolę, wydając liczne orzeczenia mające bezpośredni wpływ na politykę. Co więcej, Andreas Voßkuhle zabiera nierzadko publicznie głos w bieżących sprawach politycznych. Niedawno otwarcie skrytykował Seehofera za jego znacznie wcześniejszą wypowiedź o „panowaniu bezprawia" w Niemczech, którym miało być otwarcie granicy Bawarii z Austrią dla imigrantów w czasie kryzysu imigranckiego. Porównał też sytuację w Niemczech do bezprawia w NRD.

Nie wymieniając z nazwiska obecnego ministra spraw wewnętrznych, Voßkuhle oświadczył na łamach liberalnej „Süddeutsche Zeitung", że takie sformułowanie „może przywoływać skojarzenia z nazistowskim państwem bezprawia, co jest wielką niedorzecznością". – Niedopuszczalne jest posądzanie mnie o takie zamiary – odciął się Seehofer.

Voßkuhle nie oszczędził także przewodniczącego grupy bawarskiej partii CSU w Bundestagu Alexandra Dobrindta. Działania niemieckich adwokatów prowadzących sprawy imigrantów, którzy odwołują się w sądach od negatywnych decyzji władz w sprawach azylowych, Dobrindt nazwał „przemysłem antydeportacyjnym". Szef FTK uznał, że nie ma powodów, by lżyć osoby korzystające z instytucji obowiązujących w państwie prawa. Równocześnie apelował, by nie formułować zarzutów o populizm pod adresem CSU, kierując się fałszywie pojętą poprawnością polityczną. Populistyczna jest dla niego Alternatywa dla Niemiec (AfD), z którą trzeba żyć, a nie stawiać poza nawiasem dyskursu politycznego, gdyż taką właśnie metodę stosują do swych przeciwników populiści. Populistyczna jest w jego rozumieniu także partia rządząca w Polsce, którą często krytykuje.

Ostatnio w czerwcu tego roku na łamach „Welt am Sonntag", gdy odpowiadając na pytanie o rolę sądów konstytucyjnych w naszym kraju, na Węgrzech, Turcji i Rosji, oznajmił, że ich eliminacja pozwala „populistycznemu ugrupowaniu zdobyć na trwale władzę".

Andreas Voßkuhle to postać kontrowersyjna. Jest nierzadko oskarżany przez niemieckich polityków, tak jak sam Trybunał, o, jak to określił kiedyś przewodniczący Bundestagu Norbert Lammert, „ambicje wychodzenia poza zadanie interpretacji ustawy zasadniczej".

Konflikt przewodniczącego FTK z Seehoferem oraz CSU na tle uchodźców może mieć konsekwencje politycznej. W Bawarii odbędą się w październiku niezwykle ważne dla CSU wybory do lokalnego parlamentu. Tematem zasadniczym jest sprawa imigracji. Bawaria to w końcu land, poprzez który trafiła do Niemiec zdecydowania większość imigrantów i uchodźców korzystających z tzw. szlaku bałkańskiego.

Starając się zwiększyć szanse CSU na utrzymanie jedynowładztwa w Bawarii przez CSU, Horst Seehofer przedstawił kilka miesięcy temu projekt regulacji automatycznego odsyłania z granicy wszystkich imigrantów, którzy złożyli już wnioski w innych krajach UE. Kanclerz Merkel odrzuciła te pomysły, co doprowadziło do bezprecedensowego kryzysu w łonie obozu chadeków i o mały włos nie skończyło się upadkiem rządu i przedterminowymi wyborami. W końcu doszło do porozumienia, ale Bawarczycy wcale na tym nie wygrali. Jak wynika z najnowszych sondaży, CSU, której przewodniczącym jest Seehofer, może nie uzyskać absolutnej większości, zdobywając jak się przewiduje, ok. 40 proc głosów. Rządząca samodzielnie, z wyjątkiem jednej kadencji, od dziesiątków lat Wolnym Państwem Bawarii CSU będzie zmuszona zawrzeć koalicję. Już samo to jest sensacją. Ale jeszcze większą może być wynik AfD, która może się okazać drugim najsilniejszym ugrupowaniem w landzie. Przy tym domaga się zdecydowanie bardziej ostrego kursu wobec imigrantów. AfD idzie obecnie łeb w łeb z SPD i Zielonymi. Każda z tych trzech partii ma obecnie 12–14 proc. poparcia.

Winnym takiego stanu rzeczy jawi się Horst Seehofer. Ponad połowa Bawarczyków nie jest zadowolona ani z jego działań w Berlinie, ani z postawy rządu landowego pod kierownictwem Markusa Södera. Nie wzbudziło też zachwytu, gdy chwalił się, że w dniu jego 69. urodzin w lipcu wysłano do Afganistanu 69 imigrantów. Potwierdziło się raz jeszcze, że Niemcy cenią w polityce spokój, stabilizację i umiar. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL