fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Janusz Lewandowski: PiS zniechęca Polaków do Unii

Alexis HAULOT/EP
Polska rozjeżdża się z Europą, niszczy rządy prawa i jest kompletnie osamotniona w kwestiach klimatycznych - uważa Janusz Lewandowski, europoseł PO.

Nie będzie resetu Polski z Unią Europejską?

Z przyczyn znanych tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu Polska zaostrzyła konflikt z UE pod koniec 2019 roku na dwa sposoby: poprzez zamach na sądownictwo i weto klimatyczne. Stało się to pomimo sygnałów ze strony nowej szefowej KE Ursuli von der Leyen, aby współpracować, znaleźć wspólny język. Mamy konflikt, nie ma resetu, to jest kolejna oznaka osamotnienia Polski.

Weto klimatyczne będzie dla Polski dużym problemem?

Przed 2015 r. Polska potrafiła realizować swoje cele pod sztandarem UE, a nawet narzucać swoje priorytety, jak Partnerstwo Wschodnie i Unia Energetyczna. Jednak już wtedy kwestie klimatyczne były najtrudniejszym wyzwaniem, czasami zderzeniem czołowym z ambicjami UE. Od jesieni 2018 r. wiadomo, że UE będzie zmierzała do neutralności klimatycznej w 2050 r.

Może Polska potrzebuje więcej czasu na dostosowanie się do unijnych wymogów?

Przez weto Polska straciła wiarygodność. Polska jest znowu osamotniona. Weto jest w Unii bronią bezsilnych, niezdolnych do obrony swoich racji. Wszyscy są świadomi polskiego problemu. Cele na 2020 r. zostały tak zaplanowane, aby Polska miała własną ścieżkę dojścia do nich plus darmowe uprawnienia do emisji CO2. Do 2015 r., choć w sposób niezadowalający, ale jednak, nadążaliśmy za ambicjami klimatycznymi UE. Polska miała wolniejsze tempo, ale wspólny kierunek z UE. Po 2015 zmalał udział energii odnawialnej w naszym energetycznym miksie. Cofnęliśmy się w węglową przeszłość, zgodnie z dewizą premier Beaty Szydło, że węgiel będzie przyszłością Polski. W Europie tylko Polska buduje bloki węglowe – Kozienice, Jaworzno, teraz Opole i równie bezsensowna ekonomicznie Ostrołęka. 25 września 2019 r. premier Morawiecki otworzył nową kopalnię węgla koksującego w Jastrzębiu-Zdroju, w czynie wyborczym…

Zgodnie z obietnicami wyborczymi.

Polacy nie głosowali na smog i szkody środowiskowe. Są świadomi zagrożeń klimatycznych. Nie można tych kwestii zbywać stworzeniem Ministerstwa Klimatu, bo to zakrawa na ponury dowcip, podobnie jak węglowe gadżety podczas szczytu klimatycznego w Katowicach w roku 2018. To są pozory. Z takich działań nic nie wynika, Polska jest na przeciwnym do UE kursie, a decyduje o tym „zwykły poseł”, a nie premier i ministrowie.

Jarosław Kaczyński powiedział, że za kilka lat będzie możliwe całkowite zlikwidowanie smogu w Polsce.

Na pewno realne jest wyjście z węgla w piecach domowych, a to jest główne źródło smogu. Kraków i inne miasta nie czekały na błogosławieństwo Kaczyńskiego. Znacznie trudniej jest pożegnać węgiel w energetyce. Dlatego postawa polskiego rządu w UE powinna być negocjacyjna: „Tak, ale...”. To jest trudne, ale mamy wiele argumentów, tylko trzeba być wiarygodnym. Najważniejszym argumentem jest to, że Europa sama nie zbawi świata. UE mocno się przeliczyła, wierząc w „przewodzenie przykładem”. Jeszcze podczas Szczytu Ziemi w 1992 r. w Rio de Janeiro inne kontynenty były wpatrzone w Europę. Dziś już nie, chociaż przykład europejski powinien inspirować. UE udało się odłączyć wzrost gospodarczy od emisji CO2. Emisja od 1990 do 2018 r. zmalała o 23 proc., ale GDP europejskie wzrosło o 61 proc. To jest dobry przykład dla innych, lepszy niż Stany Zjednoczone. Ale szczyt klimatyczny w grudniu 2019 r. w Madrycie był fiaskiem, ujawnił podziały, które rosną, odkąd prezydent Trump wycofuje swój kraj z zobowiązań paryskich. Stary Kontynent uczestniczy w zaledwie 9 proc. w światowej emisji CO2 i jeśli będzie osamotniony, zapłaci za to wysoką cenę w postaci wyprowadzki energochłonnego przemysłu na inne kontynenty. Byłaby to porażka Europy i całej planety.

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki obiecywali, że utrzymają węgiel, z drugiej strony powstało Ministerstwo Klimatyczne, PiS deklaruje, że chce walczyć o lepszy klimat.

Nie tylko w kwestii klimatu decyzje zapadają gdzie indziej niż w gabinetach rządowych. Teraz już nikt nie nabierze się na polskie deklaracje, ten czas minął. W Polsce dzieje się dużo dobrego  w sensie wrażliwości ekologicznej i rozmaitych oddolnych inicjatyw. Mnożą się panele fotowoltaiczne i inne formy obywatelskiej samoobrony, w imię samowystarczalności, z obawy przed tzw. blackoutem, czyli przerwami w dostawie prądu. Elektromobilność jest porażką rządu, ale jest zasługą samorządów, które postawiły na ekologiczny transport miejski. Oddolnie Polska próbuje nadążać za zmianami klimatycznymi, ale góra robi coś odwrotnego. To nie tylko nowe kopalnie, czy bloki węglowe w elektrowniach, ale także zniszczenie niezależnych dostawców energii, czyli znowu, jak w PRL-u, monopol państwowych spółek energetycznych. Ubrudzono  w węgiel nawet naszą czystą Energę z Pomorza, nakazując inwestowanie w bloki węglowe w Ostrołęce.

Polska PiS ma 6 miesięcy, by zdecydować, czy uczestniczy w unijnej strategii neutralności klimatycznej, czy wybiera klimatyczny polexit. Powinniśmy mówić „tak, ale” dopominając się o większą jasność w kwestii finansowania modernizacji energetyki. Mówi się o funduszu sprawiedliwej transformacji, na który składałoby się 5 miliardów euro, rzekomo nowych pieniędzy oraz 5 miliardów wziętych z kohezji plus gwarancje budżetowe, co pozwala uzbierać w sumie 35 miliardów. Niewiele, jak na 41 regionów w UE, gdzie wciąż wydobywa się węgiel.  W zapowiedziach nowej szefowej Komisji Europejskiej pada nawet zapowiedz 100 mld euro,  ale nie wiemy, czy dotyczy to regionów górniczych, czy transformacji całego przemysłu UE. Tyle, że ani 35 mld, ani 100 mld nie ma w propozycjach budżetowych na lata 2021-27, które przedłożyła prezydencja fińska, a ja potrafię odróżniać polityczne deklaracje od prawdy budżetowej, która bezlitośnie demaskuje polityczne obietnice.

Polska zablokuje ekorewolucję w UE?

Nie, ponieważ całość, począwszy od prawa klimatycznego z marca 2020, będzie uchwalana większością, nie na zasadzie jednomyślności. Europa ruszy do przodu, a my zostaniemy – prawnie i klimatycznie – na wschodnim peronie.

Kto to będzie finansował nowy zielony ład?

To już nie będzie typowe finansowanie budżetowe, w postaci bezzwrotnych grantów, z jakich korzystaliśmy od roku 2004. Teraz te pieniądze będą trudniejsze do wzięcia, bo będą musiały być bardziej „zielone” – co najmniej 25 proc. funduszy strukturalnych powinno finansować walkę z ociepleniem klimatu. Pod tym względem rząd PiS zanotował kolejną porażkę. Podczas grudniowego spotkania 2019 ambasadorów UE za technologię czystą, neutralną uznano energię jądrową, a wszystkie polskie poprawki zostały odrzucone. Nam potrzebny jest gaz jako faza przejściowa od węgla do energii odnawialnej. Kolejna porażka i osamotnienie. Brak wiarygodności.

Z czego ma wynikać ta wiarygodność?

Nie z deklaracji, ale z czynów. Po pierwsze, należy wycofać się z inwestycji w bloki węglowe, takie jak Ostrołęka. Trzeba stworzyć nowy system regulacyjny dla energetyki odnawialnej. PiS zaczął od nonsensownej walki z wiatrakami lądowymi i zniszczył ten biznes na Pomorzu.

Fiasko programu „Czyste powietrze” to kolejny upadek naszej wiarygodności i zarazem utrata 8 mld euro, które Unia przeznaczyła na ten program dla Polski.

Co z elektrownią jądrową?

Osobiście jestem sceptyczny, ponieważ widzę mocno finansowane, także z budżetu europejskiego, alternatywne źródła energii. Jeśli nasza perspektywa jądrowa to rok 2035, to może oznaczać zupełnie nowe realia technologiczne. Wolałbym, aby stawiać na odnawialne źródła energii OZE, Bałtyk temu sprzyja.

Stanowisko PiS w sprawie Green Deal, uchodźców czy sądów to wyprowadzanie Polski z UE?

To niezadeklarowany polexit, który ma wiele wymiarów. Polacy czują się bardzo dobrze w UE, dlatego nie padnie deklaracja „wyprowadzka”. Ona jest dokonywana na wiele sposobów, także poprzez codzienne pranie mózgów w TVP, gdzie dominuje obraz UE jako biurokratycznego potwora, który szkodzi Polakom i utrudnia Kaczyńskiemu przerabianie Polski wedle jego widzimisię.

Green Deal to jedno z największych wyzwań przed UE i Polską?

UE chce być wzorem dla całej planety i zarazem obronić swoją konkurencyjność. Zielony ład nie może być nową religią, bezkrytycznym dogmatem. Należy trzeźwo dobierać środki, które prowadzą do celu neutralności klimatycznej w roku 2050, i uwzględniać sytuacje poszczególnych krajów. To nie tylko energetyka i przemysł, to także lotnictwo, transport morski i lądowy, a w tym ostatnim emisja CO2 w Europie wciąż rośnie. To także rolnictwo. Zrozumiałe, że opór będzie stawiało lobby przemysłowe, ale niedoceniany jest wymiar socjalny rewolucji klimatycznej. Ruch Żółtych Kamizelek nie ma wiele wspólnego z ekologią, ale zaczął się od podwyżki cen paliwa, z której prezydent Macron chciał zebrać pieniądze na cele ekologiczne.

Czy wydarzenia we Francji można połączyć z polskim wzrostem cen czy niespełnieniem obietnicy dotyczącej aut elektrycznych?

Media publiczne i propaganda rządowa systematycznie oskarżają Unię o całe zło. Aktualnie, słowami premiera, obwinia UE o podwyżkę cen prądu, które – sztucznie zamrożone – prędzej czy później dotkną gospodarstw domowych. Tak jak zarażono Polaków wrogością wobec uchodźców, tak można ich zarazić niechęcią do UE, która rzekomo chce zniszczyć polski przemysł. Kłamstwo, bo Unia zabiega o to, by mniej Polek i Polaków umierało z powodu zanieczyszczonego powietrza.

Pojawiają się sondaże, według których znaczna część Polaków czułaby się dobrze poza UE.

Nie wiem, na ile wiarygodne są takie sondaże. Wciąż wierzę, że Polacy instynktownie łączą członkostwo w UE nie tylko z pieniędzmi, ale także z bezpieczeństwem. Swoim i swoich dzieci.

Polacy na początku byli przychylni przyjmowaniu uchodźców, a potem to się zmieniło.

Polska od wielu pokoleń jest krajem uchodźców od głodu i wojny. Co więcej, lubimy się postrzegać jako naród chrześcijański, w którym „gość w dom, Bóg w dom”. Dlatego zdumiewa mnie, że rasistowskie wypowiedzi Kaczyńskiego o uchodźcach jako roznosicielach zarazków padły na podatny grunt w naszym kraju. Milczy Kościół, niestety… Obawiam się skutków tej ksenofobicznej propagandy.

PiS może zniechęcić Polaków do UE?

Może, jeżeli UE będzie codziennie łączona z niszczeniem tradycyjnej polskiej rodziny. Sztucznie wytworzona trwoga obudziła polską prowincję przed wyborami europejskimi, a później parlamentarnymi. Jeżeli do tego doda się prezentowanie misji klimatycznej jako złowrogiego zamachu na polskie miejsca pracy, to można na tyle ogłupić Polaków, by odwrócili się od Unii. Na szczęście przeciwdziała temu rosnąca wrażliwość klimatyczna polskiej młodzieży – młoda Polska wie, że UE staje po stronie przyszłych pokoleń.

Czy po stronie aktualnej opozycji jest siła, która jest w stanie zatrzymać negatywny trend zniechęcania Polaków do UE?

Tą siłą jest spontaniczna wrażliwość klimatyczna młodzieży. Rezerwuar polityczny, do którego moja partia nie dotarła, ponieważ nie mieliśmy wystarczająco wiarygodnych pośredników rozmowy z młodym pokoleniem.

Czy PO potrafi zagospodarować temat ekologii?

Dotąd nie potrafiliśmy, nad czym ubolewam. Zachęcałem Grzegorza Schetynę, by wykorzystać wrażliwość środowiskową młodego pokolenia jako sposób na polityczny sukces. Nie udało się nam się pozyskać na tyle wiarygodnych postaci, które mogłyby łączyć klimatyczną krucjatę z Platformą Obywatelską.

Może opozycja, lub sama Platforma, powinna się zmienić?

Musi się zmienić, by pozostać jedynym realnym anty-PiS-em i uchronić Polskę przed zupełną marginalizacją w Unii Europejskiej. A mieliśmy szansę, by grać w europejskiej ekstraklasie.

współpraca Magdalena Pernet

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA