fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Stan wojenny po turecku

Protesty w Diyarbakir przeciwko intrwencji wojska i policji
PAP/EPA
Armia rozpoczęła wielką ofensywę przeciwko Kurdom. Niweczy wszelkie szanse na pokój.

Zasnute dymem miasteczka, drogi pełne uciekinierów, czołgi na ulicach i serie z karabinów – tak wygląda cały region południowo-wschodniej Turcji.

Mieszkańcy opuszczają w popłochu starą dzielnicę miasta Diyarbakir, znajdującego się nieco dalej od granicy, walki trwają też w okolicach Silopi i przy samej granicy z Syrią. W licznych miejscowościach obowiązuje od wielu dni godzina policyjna. Dom i mieszkanie opuszczać można na kilka godzin dziennie. Żołnierze przeszukują całe dzielnice w poszukiwaniu bojowników Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

Uznawana za organizację terrorystyczną przez USA, jak i przez UE, PKK walczy od dziesiątków lat o niepodległość Kurdystanu. Kosztowało to już życie ponad 40 tys. osób w całym kraju. Jedynie w ostatnich dniach zginęło ponad 100 osób. Władze udowadniają, że są to wyłącznie terroryści. Jednak z doniesień agencyjnych wiadomo, że wśród ofiar jest wielu cywilów. W walkach pomiędzy armią a PKK zginęło od połowy tego roku 44 dzieci.

– W chwili gdy Europa zabiega o względy Ankary w sprawie ograniczenia liczby uchodźców, rząd Turcji może pozwolić sobie na więcej w walce z PKK, nie zważając zbytnio na straty wśród ludności cywilnej – mówi „Rz" Ahmed Külahci, publicysta niemieckiego wydania dziennika „Hürriyet". Nie sądzi jednak, aby taki stan rzeczy miał trwać, i EU nie przypomniała Turcji o prawach człowieka.

Na to liczy walcząca o niepodległość Kurdystanu PKK, która licznymi aktami terrorystycznymi stara się wymusić na rządzie powrót do przeszłości, czyli do stołu rokowań. Zgłoszona dwa lata temu przez ówczesnego premiera, a obecnie prezydenta, Recepa Tayyipa Erdogana propozycja zakończenia przelewu krwi i przystąpienie do negocjacji została przez PKK przyjęta z zainteresowaniem.

Erdogan doszedł wtedy do przekonania, że wyniszczająca wojna z walczącymi o własne państwo Kurdami jest nie tylko do wygrania, ale komplikuje też sytuację w walce z Państwem Islamskim, dżihadystami kontrolującymi sporą część granicy turecko-syryjskiej. Kurdowie liczyli na namiastkę państwa na wzór kurdyjskiej autonomii w Iraku.

Tak było do 20 lipca, kiedy dżihadyści z Państwa Islamskiego dokonali zamachu w miejscowości Suruc. Zginęły 32 osoby, w większości Kurdowie. Dwa dni później terroryści PKK zamordowali dwóch tureckich policjantów, oskarżając ich o współpracę z Państwem Islamskim. Po kolejnych dwóch dniach tureckie lotnictwo zaatakowało pozycje PKK w północnym Iraku. Od tego czasu to PKK, a nie dżihadyści, jest głównym celem tureckiego lotnictwa w Syrii.

W ostatnich miesiącach Kurdowie stracili wszelką nadzieję na porozumienie z Ankarą. Była tym większa, gdyż w tureckim parlamencie pojawiło się w tym roku kurdyjskie ugrupowanie w postaci partii Kurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej (HDP), której udało się dwukrotnie przekroczyć 10-proc. próg wyborczy. HDP obiecywała walczyć o przestrzeganie praw obywatelskich wobec ludności kurdyjskiej, co zresztą konsekwentnie czyni. Nie dystansuje się jednoznacznie od terrorystów z PKK, co czyni rząd jeszcze bardziej nieprzejednanym.

– Jeżeli sześciu żołnierzy na czele 10 tys. żołnierzy wdziera się do jednego okręgu i szturmuje dom po domu, to nie należy się dziwić, że ludność stawia opór – oświadczył Selahattin Demirtas szef HDP.

Wybuch w Stambule

W wyniku eksplozji na lotnisku w Stambule w środę nad ranem zginęła kobieta z ekipy zajmującej się sprzątaniem samolotów. Władze portu lotniczego Sabiha Gokcen (w azjatyckiej części metropolii, główny znajduje się w europejskiej) wstrzymywały się z podaniem przyczyny, nie było pewne, czy wybuchła bomba. Policja zaostrzyła środki bezpieczeństwa na lotnisku. W październiku w Ankarze w wyniku zamachu terrorystycznego zginęło 138 osób. Miesiąc później udaremniono atak przygotowywany równolegle z zamachami w Paryżu. —p.jen.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA