fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

USA: Populizm zabija republikanów

W republikańskich prawyborach Donad Trump znokautował przeciwników. Dostał 45 proc. głosów
AFP
Po spektakularnym sukcesie w Nevadzie Donald Trump najpewniej będzie kandydatem partii na prezydenta. To otwiera Hillary Clinton drogę do Białego Domu.

– Wygraliśmy wśród ewangelikalnych, wśród młodych i starych, wśród dobrze i źle wykształconych. Mamy też zwycięstwo wśród Latynosów, z tego cieszę się najbardziej – mówił w nocy z wtorku na środę w Las Vegas miliarder, który nazywał Meksykanów „gwałcicielami" i „kryminalistami".

Fala buntu przeciwko establishmentowi, wściekłość dużej części Amerykanów na słabe warunki życia w kraju z trudem wychodzącym z kryzysu unoszą Trumpa w sposób absolutnie spektakularny. W Nevadzie, stanie zamieszkanym w znacznym stopniu przez Latynosów, dosłownie znokautował swoich dwóch najpoważniejszych rywali, latynoskich senatorów z Teksasu i Florydy Teda Cruza i Marca Rubia. W prawyborach o nominację republikanów otrzymali oni odpowiednio 23,8 i 21,4 proc. głosów wobec 45,9 proc. dla Trumpa. I to mimo że cztery dni wcześniej, wycofując się z prawyborów, Jeb Bush poparł Rubia.

To są jeszcze wczesne dni walki: ostateczny kandydat partii będzie potrzebował 1238 głosów elektorskich (na 2470), a Trump ma ich na razie tylko 68. Ale jeśli wierzyć sondażom, zwycięstwa w New Hampshire, Południowej Karolinie i teraz Nevadzie to dla Trumpa tylko początek. W „superwtorek" 1 marca miałby on wygrać we wszystkich 11 stanach poza Teksasem i Arkansas. Na zwycięstwo mógłby więc nawet liczyć na Florydzie, macierzystym stanie Marca Rubia.

Ostatni moment dla Cruza i Rubia

– Jeszcze miesiąc temu establishment republikanów nie wierzył, że Trump tę nominację otrzyma, ale dominuje on już tak długo w sondażach, że teraz to staje się wyobrażalne – mówi „Rz" Karen Donfried, do 2014 r. doradczyni Baracka Obamy ds. europejskich.

Tę opinię podziela wielu waszyngtońskich ekspertów.

– To ostatni moment, aby Cruz lub Rubio mogli zagrozić Trumpowi. Ale żeby to było możliwe, jeden z nich musiałby się wycofać z prawyborów na rzecz drugiego. A to bardzo mało prawdopodobne, bo wywodzą się z konkurencyjnych skrzydeł Partii Republikańskiej – mówi „Rz" Bruce Stokes, jeden z dyrektorów waszyngtońskiej Fundacji Pew.

Trump jest tak pewny swego, że zachowuje się, jakby nie tylko nominację, ale nawet prezydenturę miał w kieszeni. W dniu, w którym Obama przedstawił plan ostatecznego zamknięcia Guantanamo, miliarder zapowiedział: „Gitmo pozostanie otwarte. Zapakujemy tam wielu złych ludzi. Będziemy mieli mocne granice, mur z Meksykiem".

Christopher Chivvis, wiceszef pracującej na rzecz rządu Rand Corporation, uważa, że nie tylko jest zdecydowanie za wcześnie na taki triumfalizm, ale on jest po prostu nieuzasadniony.

– Poparcie wśród zwolenników republikanów dla Trumpa nie przekracza w całym kraju 40 proc., on ma nawet w tej grupie wyborców ogromny elektorat negatywny. Ci ludzie w dniu wyborów albo nie pójdą głosować, albo wręcz oddadzą głos na Hillary Clinton. Nominacja Trumpa otwiera więc de facto Hillary Clinton drogę do Białego Domu – mówi Chivvis „Rz".

Sondaże taką ocenę potwierdzają. Jak podaje Huffington Post, w razie starcia Trump–Clinton ta ostatnia wygra stosunkiem 48,2 proc. do 43,7 proc., co jak na warunki amerykańskie jest dużą różnicą.

Demokraci odrzucają populizm

Demokraci mogą liczyć na utrzymanie prezydentury, bo po pierwszych sukcesach mocno lewicowego senatora z Vermontu Berniego Sandersa Clinton ma ogromne szanse w walce o nominację demokratów. A to oznacza, że jej partia w końcu nie dała się uwieść populizmowi, jak to się stało u republikanów.

– W dniu wyborów Amerykanie zachowują się zawsze o wiele bardziej racjonalnie niż w czasie kampanii – podkreśla Christopher Chivvis.

Clinton, która w demokratycznych prawyborach już wcześniej wygrała Nevadę i powinna bez trudu pokonać Sandersa w sobotę w południowej Karolinie, jest też wielką faworytką „superwtorku", kiedy demokraci będą głosowali w 12 stanach. Była sekretarz stanu może w szczególności liczyć w południowej części kraju na głosy czarnoskórych wyborców. Dzięki nim np. w Georgii popiera ją 72 proc. ankietowanych wobec 20 proc. dla Sandersa.

– Demokraci jednoczą się wokół jednej kandydatki, republikanie mimo sukcesów Trumpa są wciąż mocno podzieleni. To będzie odgrywało coraz większą rolę w miarę zbliżania się terminu wyborów – tłumaczy Bruce Stokes.

Republikanie i demokraci oficjalnie zatwierdzą swoich kandydatów pod koniec lipca, a wybory prezydenckie odbędą się 8 listopada.

Clinton byłaby pierwszą kobietą prezydentem w historii Ameryki. Ale z sondażu Gallupa wynika, że dla 92 proc. obywateli USA nie jest to problem. 24 proc. Amerykanów obawia się natomiast prezydenta geja, 38 proc. muzułmanina, 40 proc. ateisty i aż 50 proc. socjalisty. A właśnie to ostatnie określenie przylgnęło do Sandersa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA