fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o in vitro

In vitro bardziej samorządowe

W Częstochowie zacznie się druga edycja programu dopłat do in vitro. Na podobne działania naciska część radnych w Łodzi i Szczecinie
123RF
Władze kilku miast zamierzają robić to, z czego wycofuje się rząd: wspierać zapłodnienie pozaustrojowe.

Los rządowego programu „Leczenie niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego" jest już przesądzony. Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiedział jego wygaszanie.

Program ruszył 1 lipca 2013 r. Początkowo miał obowiązywać przez trzy lata. Poprzednia ekipa rządząca wydłużyła go o kolejne trzy – do końca 2019 r., ale zgodnie z decyzją obecnego ministra rząd będzie finansować program jedynie do połowy roku.

Kliniki już przestały przyjmować pacjentów, bo chcą zakończyć procedury u par, które je rozpoczęły. Jest ich ponad 17 tys. Dotąd program przyczynił się do przyjścia na świat ponad 3,6 tys. dzieci.

Więcej i dla starszych

Czy to koniec finansowania in vitro z publicznych pieniędzy? Nie, gdyż będą to robić niektóre samorządy. Jedne, jak Częstochowa, już do zabiegów dopłacały, inne dopiero to rozważają.

W tym roku w rządzonej przez SLD Częstochowie rozpocznie się druga edycja samorządowego programu in vitro. Przeznaczono na ten cel 80 tys. zł. – Jeśli okaże się, że to zbyt mało, zawsze jest szansa na przesunięcie w budżecie – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik urzędu miasta.

W pierwszej edycji zgłosiło się 65 par, z których 33 przeszły weryfikację, a na świat przyszło 12 dzieci z 11 ciąż (jedna była bliźniacza). Teraz zmieniono zapisy programu. Miasto dołoży do zabiegu nie 3, lecz 5 tys. zł. Poza tym zaprasza nie tylko małżeństwa, lecz również związki partnerskie. Na zakwalifikowanie do programu mogą liczyć kobiety w wieku do 40 lat, a w wyjątkowych przypadkach nawet o dwa lata starsze (do tej pory granicą było 37).

– Kiedy zaczynał się rządowy program, u nas było mniej chętnych, bo on dawał lepsze warunki. Zobaczymy jak będzie teraz – mówi Tutaj.

Ile wytrzyma budżet

W rządzonej przez Platformę Obywatelską Łodzi radni chcący dofinansowywać in vitro z miejskiego budżetu pod koniec grudnia rozmawiali o tym z prezydent miasta Hanną Zdanowską (PO). – Dzięki rządowemu programowi w mieście urodziło się aż 400 dzieci, czyli cztery pełne przedszkola – mówi Adam Wieczorek (PO), przewodniczący Komisji Zdrowia rady miasta.

Twierdzi, że prezydent Zdanowska akceptuje pomysł. – Najpierw chcemy powołać komitet sterujący, złożony m.in. z urzędników, radnych, i ekspertów, który by opracował miejski program in vitro i zasady jego finansowania – zapowiada Wieczorek. Z jego danych wynika, że 17 tys. par łodzian ma problemy z płodnością, a 20 proc. mogłoby liczyć na wsparcie samorządu przy metodzie in vitro.

Wstępnie mówi o milionie złotych na program. Jeszcze nie wiadomo, czy miasto pokrywałoby wszystkie koszty zabiegu, czy dofinansowywało połowę, czyli 5 tys. zł. – Całościowe sfinansowanie metody dla 300 par to już 3 mln zł. Budżet mógłby tego nie wytrzymać – przyznaje Wieczorek. Dodaje, że rada będzie się starała, by łódzki program zaczął obowiązywać od wakacji, gdy już będzie wygaszony ten rządowy.

Także część szczecińskich radnych chce, by miasto dokładało do in vitro. Niespełna trzy lata temu podjęli odpowiednią uchwałę (głosami PO i SLD), ale nigdy nie weszła ona w życie, bo zablokował ją prezydent miasta Piotr Krzystek (bezpartyjny). Tłumaczył m.in., że jeśli in vitro będzie dofinansowywane z funduszy rządowych, nie należy wydawać na ten cel pieniędzy samorządu.

Łukasz Tyszler (PO), przewodniczący szczecińskiej rady miasta, przekonuje: – Takie dofinansowanie jest dobrym pomysłem.

Wspierać czy nie

Podobnego zdania jest Michał Damski ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji Nasz Bocian. – Państwo się wycofuje z refundowania zaawansowanego leczenia niepłodności, więc teraz, jeśli jakaś rodzina się na nie zdecyduje, opłaty spoczną tylko na jej barkach. Wsparcie nawet kwotą 2–3 tys. zł jest ważne – mówi Damski.

Władysław Ciemnicki, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Archidiecezji Łódzkiej, przekonuje natomiast, że samorząd nie powinien współfinansować zabiegów in vitro.

– To nie jest program medyczny. Poza tym zarodki, które nie są wszczepiane do organizmu kobiety, są mrożone, a co się dalej z nimi dzieje, czasami wiadomo, a czasami nie. Może dochodzić do nadużyć – podkreśla.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA