fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Paweł Wójcik: Listy poparcia do KRS trzeba ujawnić w interesie publicznym

Adobe Stock
Nie ma prawnych przeszkód zabraniających ujawnienia list poparcia sędziów wybranych do Krajowej Rady Sądownictwa – pisze radca prawny w analizie dla „Rzeczpospolitej”.

Sprawa ujawnienia list poparcia kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa na gruncie prawa została ostatecznie rozstrzygnięta prawomocnym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 28 czerwca 2019 r., I OSK 4282/18. Argumenty zawarte w uzasadnieniach wyroku NSA oraz poprzedzającego go wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 29 sierpnia 2018 r. są klarowne i przekonywujące. W tysiącach innych spraw z zakresu dostępu do informacji publicznej wyrok taki kończy spór między obywatelem żądającym informacji a organem zobowiązanym do jej udostępnienia. Nie stało się tak jednak w tym wypadku, o czym zadecydowała nie tyle skomplikowana czy nietypowa materia ale względy polityczne. Tylko w ten sposób tłumaczyć można bezprecedensowe zaangażowanie Prezesa UODO oraz wniosek do Trybunału Konstytucyjnego. Po blisko dwóch latach od złożenia wniosku załączniki do zgłoszeń kandydatów wciąż pozostają tajne a w mediach trwa zażarta dyskusja, w ramach której powtarzane są wciąż te same argumenty. Dyskusja ta tworzyć ma mylne wrażenie, że sprawa pod względem prawnym jest co najmniej skomplikowana. Warto więc rozprawić się z tezami podnoszonymi przez zwolenników tajności podpisów sędziów pod zgłoszeniami kandydatów do KRS.

Nie ma przepisu

Opinia publiczna wprowadzana jest w błąd co do istnienia przepisu, który uniemożliwia ujawnienie list poparcia. Przepisu takiego nie ma, z pewnością nie jest nim powoływany przez polityków PiS art. 11c ustawy o KRS, który stanowi, że „zgłoszenia kandydatów Marszałek Sejmu niezwłocznie przekazuje posłom i podaje do publicznej wiadomości, z wyłączeniem załączników".

Czytaj także: Osoby związane z farmą trolli na listach poparcia do KRS

Nieporozumieniem jest twierdzenie, że przepis ten wyłącza jawność list poparcia. Nieporozumienie to opiera się niedostrzeganiu różnicy między tajnością informacji a jej upublicznieniem. Brak obowiązku „podania do publicznej wiadomości" nie wyłącza dostępu do informacji w trybie indywidualnego wniosku obywatela. Trzeba odróżnić obowiązek upublicznienia informacji od jej udostępnienia na wniosek obywatela. Fakt, że jakaś informacja nie jest publikowana, nie oznacza jej tajności. W sytuacji, gdy informacja będąca przedmiotem zainteresowania obywatela jest upubliczniona („podana do publicznej wiadomości"), nie ma w ogóle potrzeby pozyskiwania jej na wniosek. Tryb wnioskowy dotyczy więc takich informacji, które do publicznej wiadomości podane nie zostały (inaczej mówiąc nie są upublicznione ale są jawne). Ustawa o dostępie do informacji publicznej wprost przewiduje zresztą, że na wniosek udostępniana jest tylko informacja, która nie została udostępniona w Biuletynie Informacji Publicznej lub centralnym depozytorium.

Przepis art. 11c reguluje jedynie czynności techniczne Marszałka Sejmu w związku z procedurą wyboru członków KRS. Określa, że Marszałek Sejmu, niebędący, zgodnie z Regulaminem Sejmu, organem właściwym w kwestii dostępu do informacji publicznej, ma obowiązek podać do publicznej wiadomości zgłoszenia kandydatów. Przepis ten w ogóle nie odnosi się do kwestii udostępnienia na wniosek, w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, załączników zawierających listy poparcia.

Jak wyjaśnił Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 29 sierpnia 2018 r. przepis art. 11c ustawy o KRS przewiduje jedynie dodatkowy sposób publicznego udostępnienia informacji, nie wyłącza natomiast stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Każdy kto chociaż pobieżnie zajmował się ustawą o dostępie do informacji publicznej wie, że w jej trybie obywatele uzyskują informacje, które znajdują się posiadaniu organów władzy ale nie zostały upublicznione. W takim właśnie trybie można było żądać informacji o nagrodach przyznanych przez rząd Beaty Szydło, w tym samym trybie uzyskano informacje o tzw. lotach head Marszałka Kuchcińskiego i jego rodziny. Ostatnio w trybie tej ustawy sędzia Kamil Zaradkiewicz otrzymał z Ministerstwa Sprawiedliwości dane osobowe ponad 700 sędziów powołanych przez Radę Państwa. Co do tych wszystkich informacji nie istniał obowiązek podawania ich do publicznej wiadomości a jednak nikt nie miał wątpliwości, że podlegały one udostępnieniu na podstawie ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Nie narusza konstytucji

Zgodnie z art. 61 ust. 1 Konstytucji RP „Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa." Zgodnie z art. 63 ust. 3 Konstytucji ograniczenie tego prawa może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.

Konkretyzację powyższej zasady stanowi ustawa z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej. Podstawowym zadaniem tej ustawy jest organizacja systemu społecznej kontroli działalności organów administracji publicznej w taki sposób, aby obywatele mieli jak najszerszy dostęp do informacji posiadanych przez administrację publiczną. Jest to realizacja konstytucyjnej zasady demokratycznego państwa prawnego, jak również zasady jawności działań administracji publicznej. Jawność działania władzy, w tym również władzy sądowniczej, stanowi bowiem istotny fundament demokratycznego państwa prawnego.

Dlatego ujawnienie list poparcia nie tylko jest zgodne z Konstytucją ale ewentualny przepis, który takie listy by utajniał, byłby z Konstytucją ewidentnie sprzeczny. Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 28 czerwca 2019 r. stwierdził jednoznacznie, że utajnienie informacji o publicznej działalności sędziów byłoby nie tylko sprzeczne z konstytucyjnym prawem obywatela do informacji ale również z zasadą demokratycznego państwa prawnego.

W tym kontekście wypadałoby rozważyć, czy zaangażowanie niektórych sędziów w zablokowanie dostępu obywateli do list poparcia nie jest działaniem na szkodę interesu publicznego. Równie kontrowersyjne z punktu widzenia zachowania zasad etyki sędziowskiej jest kwestionowanie przez sędziego prawomocnego wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Tylko niewrażliwe dane

W art. 5 ust. 2 ustawy o dostępie do informacji publicznej wyraźnie wskazano, że „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na prywatność osoby fizycznej lub tajemnicę przedsiębiorcy. Ograniczenie to nie dotyczy informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji, w tym o warunkach powierzenia i wykonywania funkcji, oraz przypadku, gdy osoba fizyczna lub przedsiębiorca rezygnują z przysługującego im prawa." Sędzia, składając podpis pod listą poparcia do KRS, nie działa w sferze prywatnej podlegającej ochronie. W tym zakresie działa w sferze publicznej.

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 28 czerwca 2019 r. I OSK wyjaśnił, że „informacja o aktywności konkretnych sędziów jako funkcjonariuszy publicznych, ukierunkowana na wyłonienie w ramach ustawowo przewidzianej procedury konkretnego składu konstytucyjnego organu, jakim jest Krajowa Rada Sądownictwa, i determinująca w znacznym stopniu skład tego organu, będąc informacją o szczególnie istotnej sprawie wspólnoty publicznoprawnej, jest informacją publiczną w rozumieniu art. 61 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej w związku z art. 1 ust. 1 i art. 6 ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, tj. informacją o działalności podmiotu (lub podmiotów) przeprowadzającego tę procedurę i to taką informacją, której obejmowanie tajemnicą bądź w inny sposób czynienie informacją niejawną nie znajduje podstaw w standardach demokratycznego państwa prawnego."

Sądy obu instancji nakazały ujawnienie tylko danych w zakresie imienia i nazwiska sędziów z wyłączeniem informacji o numerze PESEL. Wykonanie wyroku nie spowoduje więc ujawnienia danych niezwiązanych z funkcją publiczną. Imię, nazwisko i stanowisko sędziego stanowią informację publiczną.

Powyższa argumentacja dotyczy jurydycznej warstwy dyskusji. Natomiast zarzuty zwolenników utajnienia list o rzekomej ochronie prywatności sędziów są absurdalne również w płaszczyźnie spójności aksjologicznej.

Zgodnie z ustawą o KRS zgłoszenie kandydata do KRS wymagało złożenia podpisu przez 2000 obywateli lub 25 sędziów. Sędziowie zostali więc uprzywilejowani w stosunku do pozostałych obywateli. Pozostali obywatele, bez względu na sprawowaną funkcję lub wykonywany zawód, zostali przez ustawodawcę wyposażeni w uprawnienie 80 razy słabsze niż sędziowie. Ochrona prywatności jest swoistą rekompensatę za to pokrzywdzenie w porównaniu z sędziami. Obywatele, składając podpis, nie działają jako funkcjonariusze publiczni i takie listy powinny pozostać tajne. Jeśli intencją polityków było utajnienie danych osób popierających kandydatów do KRS, mogli zebrać pod listami poparcia podpisy 2000 członków partii. Wówczas nawet, jeśli pod taką listą podpisałby się premier i minister, to czyniłby to jako obywatel, w korzystając w sferze prywatnej z praw obywatelskich.

Podobnie sędzia, który chciał zachować prywatność, mógł podpisać listę jako jeden z 2000 obywateli. Skoro jednak zdecydował się podpisać ją jako sędzia, działając tym samym w sferze publicznej, to nie może zasłaniać się ochroną swojej prywatności.

Sędzia, który wydaje wyroki w imieniu Rzeczpospolitej, który ma kompetencje rozstrzygania o prawach i obowiązkach obywateli, łącznie z pozbawieniem ich prawa do wolności, nie może wstydzić się swojego podpisu. W systemie prawnym demokratycznego państwa nie mogą istnieć przepisy, które pozwalają mu ukryć swoją służbową aktywność przed obywatelami.

W tym kontekście warto zwrócić uwagę, że PiS, w imię jawności życia publicznego, w 2017 roku wprowadził przepis, zgodnie z którym do publicznej wiadomości (w Biuletynie Informacji Publicznej) podaje się informacje z oświadczeń majątkowych sędziów dotyczące nie tylko ich imienia i nazwiska ale również posiadanych oszczędności, nieruchomości, ruchomości, udziałów i akcji w spółkach oraz instrumentów finansowych. Nie do obrony jest stanowisko, że informacje dotyczące posiadanego majątku (niemające bezpośredniego związku z pełnioną funkcją) mają bardziej publiczny charakter niż informacje o aktywności sędziego przy wyborze członków ważnego organu państwowego.

Jak to możliwe, że ci sami politycy, którzy twierdzą, że ujawnienie podpisu sędziego w procesie wyboru organu państwowego jest sprzeczne z konstytucyjną, jednocześnie uchwalają przepisy nakazujące publicznie ujawniać majątek sędziów? Które z tych regulacji mocniej ingerują w prywatną sferę życia sędziego? Dlaczego w sprawach ujawnienia informacji o majątku sędziów, często pozostających bez żadnego związku z ich funkcją publiczną, nie są kierowane wnioski do Trybunału Konstytucyjnego oraz Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Ta niekonsekwencja dowodzi, że argumenty podnoszone na rzecz utajnienia podpisów sędziów mają charakter wyłącznie polityczny.

RODO nie dotyczy

Podnoszony jest także argument, że w sprawie ujawnienia list poparcia Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie oraz Naczelny Sąd Administracyjny nie zastosowały przepisów o ochronie danych osobowych, w tym Rozporządzenia Parlamentu i Rady (UE) 2016/679 RODO.

Po pierwsze sądy dokonały oceny z punktu widzenia ochrony danych osobowych, przyjmując ugruntowany pogląd, że „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu w zakresie udostępnienia danych osobowych, chyba że chodzi o informację o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji, w tym o warunkach powierzenia i wykonywania funkcji, oraz przypadek, gdy osoba fizyczna lub przedsiębiorca rezygnują z przysługującego im prawa". Ochrona danych osobowych nie wyłącza przecież stosowania ustawy o dostępie informacji publicznej, skoro w art. 5 ust. 2 wprost wskazuje się, że ochrona prywatności nie obejmuje informacji o osobach pełniących funkcje publiczne, mających związek z pełnieniem tych funkcji

Jeśli chodzi o RODO, to na podstawie art. 86 tego rozporządzenia jego stosowanie jest wprost wyłączone do danych osobowych stanowiących informacje publiczne.

Zgodnie z art. 86 RODO „Dane osobowe zawarte w dokumentach urzędowych, które posiada organ lub podmiot publiczny lub podmiot prywatny w celu wykonania zadania realizowanego w interesie publicznym, mogą zostać przez ten organ lub podmiot ujawnione zgodnie z prawem Unii lub prawem państwa członkowskiego, któremu podlegają ten organ lub podmiot, dla pogodzenia publicznego dostępu do dokumentów urzędowych z prawem do ochrony danych osobowych na mocy niniejszego rozporządzenia."

Gdyby przyjąć, że RODO stanowi przeszkodę do udostępniania danych osobowych stanowiących informację publiczną, to niedopuszczalne byłoby uzyskiwanie informacji na przykład o podmiotach, które uzyskują korzyści z rozporządzania majątkiem publicznym. Obywatele nie mogliby otrzymać informacji o osobach fizycznych, które uzyskują od podmiotów publicznych zlecenia finansowane ze środków publicznych czy o nabywcach publicznych nieruchomości. Każdy taki przypadek wiąże się bowiem z ujawnieniem danych osobowych.

Warto również zauważyć, że ci sami urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy w mediach przekonują, że przepisy o ochronie danych osobowych nie pozwalają – mimo prawomocnego wyroku w tej sprawie - na ujawnienie danych sędziów, którzy jako sędziowie (a nie jako obywatele) podpisali listy poparcia KRS, bez wahania udostępnili sędziemu Kamilowi Zaradkiewiczowi dane osobowe kilkuset sędziów powołanych w okresie PRL. Nie potrzebowali do tego wyroku sądu. Dane te zostały następnie przekazane mediom i upublicznione.

Gdyby Ministerstwo Sprawiedliwości rzeczywiście wierzyło, że ujawnianie danych sędziów podlega regulacji RODO, to urzędnicy udostępniający dane Kamilowi Zaradkiewiczowi działaliby w celu popełnienia przestępstwa określonego w art. 107 RODO (bezprawne przetwarzanie danych osobowych).

Nie są stroną

Podnoszony jest również argument, że zainteresowani sędziowie nie brali udziału w postępowaniu dotyczącym udostępnienia ich danych.

Argument ten prowadzi do absurdalnego wniosku. Gdyby sędziowie podpisani pod listami poparcia byli stroną postępowania, to ich dane zostałyby ujawnione już w trakcie postepowania, zanim odpowiedni organ rozstrzygnąłby czy ich dane należy udostępnić. Jest to więc argument sprzeczny z elementarną logiką.
Osoba, która działa w sferze publicznej, podejmując taką działalność, musi liczyć się z ograniczeniem prywatności. W istocie nie jest to nawet ograniczenie prywatności, skoro ujawnia się dane związane z pełnieniem funkcji publicznej a nie ze sferą życia prywatnego.

Osoba, która działa w sferze publicznej, podejmując taką działalność, musi liczyć się z ograniczeniem prywatności. W istocie nie jest to nawet ograniczenie prywatności, skoro ujawnia się dane związane z pełnieniem funkcji publicznej a nie ze sferą życia prywatnego.

Jeszcze raz należy podkreślić, że przetwarzanie danych osobowych funkcjonariuszy publicznych w zakresie ich działalności publicznej nie podlega zasadom określonych w RODO. W przeciwnym wypadku nie można byłoby publikować danych osobowych (imienia, nazwiska i stanowiska służbowego) sędziego, który wydał wyrok, bez zgody tego sędziego. W sytuacji, w której na żądanie obywatela prezes sądu udostępnia wyrok, nie anonimizuje danych sędziego, który taki wyrok wydał.

Jeszcze raz należy podkreślić, że przetwarzanie danych osobowych funkcjonariuszy publicznych w zakresie ich działalności publicznej nie podlega zasadom określonych w RODO. W przeciwnym wypadku nie można byłoby publikować danych osobowych (imienia, nazwiska i stanowiska służbowego) sędziego, który wydał wyrok, bez zgody tego sędziego. W sytuacji, w której na żądanie obywatela prezes sądu udostępnia wyrok, nie anonimizuje danych sędziego, który taki wyrok wydał.

Byli pewni tajności

Twierdzi się, że sędziowie, podpisując składając podpisy, mieli pewność, że ich nazwiska nie zostaną ujawnione. W związku z powyższym ich ujawnienie narusza zasadę zaufania obywatela do państwa.

Przede wszystkim sędziowie nie mieli podstaw do przekonania, że listy poparcia nie będą udostępnione w trybie dostępu do informacji publicznej. Przekonanie takie mogło opierać się tylko na nieznajomości prawa w zakresie publicznego prawa do informacji. Z naruszeniem zasady zaufania moglibyśmy mieć do czynienia, gdyby dokonano zmiany stanu prawnego po złożeniu podpisu. Taka sytuacja nie miała jednak miejsca.

Być może przekonanie sędziów wynikało z obietnicy złożonej im przez polityków, co jak się wydaje, stanowi zasadniczy powód bezprawnego utajnienia załączników. Nie jest tajemnicą, że środowisko sędziowskie było sceptyczne co do wątpliwego prawnie wygaszenia kadencji poprzedniej KRS i powołania neo-KRS zależnej od polityków. Aktywne wspieranie tzw. reformy sądownictwa mogło być co prawda kuszące z perspektywy osobistych korzyści (co pokazują niektóre spektakularne kariery sędziów dobrej zmiany), niosło jednak ryzyko infamii w środowisku. Ten ostracyzm był źródłem problemów ze znalezieniem kandydatów do neo-KRS wśród rzeszy dziesięciu tysięcy sędziów (ostatecznie zgłosiło się ich 18). Można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że zachętą do składania podpisów była obietnica anonimowości. Anonimowość tę w warstwie legislacyjnej próbowano zagwarantować nieudolnie. Potwierdza to treść skargi kasacyjnej Kancelarii Sejmu, w której wprost pisze się o „uchybieniu legislacyjnym". Jeśli taki pakt między władzą polityczną a grupą sędziów został zawarty, to z całą mocą należy stwierdzić, że był to pakt przeciwko jawności życia publicznego oraz przeciwko prawom obywateli zagwarantowanym w Konstytucji.

Od wniosku, nie od wyroku

Powszechnie twierdzi się, że obowiązek udostępnienia list poparcia powstał 14 dni od otrzymania przez Kancelarię Sejmu uzasadnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Teza ta nie jest prawdziwa. Zgodnie z art. 13 ust. 1 u.d.i.p. udostępnienie informacji na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku. Obowiązku udzielenia informacji publicznej nie można więc wiązać z datą uprawomocnienia się wyroku uchylającego decyzję odmowną. W rzeczywistości należy stwierdzić, że obowiązek ujawnienia załączników z podpisami sędziów istnieje po stronie Kancelarii Sejmu od 8 lutego 2018 r. (14 dni od złożenia wniosku). W literaturze przedmiotu uważa się, że wydanie nieuzasadnionej decyzji odmawiającej udzielenia informacji publicznej jest działaniem bezprawnym wyczerpującym znamiona przestępstwa określonego w art. 23 ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Kancelaria niezwiązana

Twierdzi się, że Kancelaria Sejmu jest związana postanowieniem UODO. Zgodnie z art.  170 Prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi orzeczenie prawomocne wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, lecz również inne sądy i inne organy państwowe, a w przypadkach w ustawie przewidzianych także inne osoby. Nie ma więc wątpliwości, że zarówno Kancelaria Sejmu jak i Prezes UODO jest związany prawomocnym wyrokiem sądu. Prezes UODO nie ma możliwości wstrzymywania wykonania wyroku sądu.

Prezes UODO działa z przekroczeniem uprawnień co najmniej z dwóch przyczyn:

- po pierwsze nie jest uprawniony do działania w zakresie udostępniania informacji publicznej, bo w tym zakresie nie ma zastosowania RODO (art. 86)

- po drugie jest związany prawomocnym wyrokiem sądu, który rozstrzygnął, że udostępnienie danych sędziów nie narusza przepisów o ochronie danych osobowych. Żaden przepis nie upoważnia organu administracji do kontrolowania sprawy rozstrzygniętej przez sąd administracyjny.

Zgodnie z art. 184 Konstytucji to sądy administracyjne sprawują kontrolę działalności administracji publicznej a nie odwrotnie. Dlatego też rozstrzygnięcia Prezesa UODO mogą być uchylane przez sądy administracyjne. W tym wypadku UODO zdaje się przypisywać sobie kompetencję do kontrolowania orzecznictwa sądów administracyjnych.

Nie może być tak w demokratycznym państwie, że obywatelowi walczącemu z władzą w celu realizacji swojego konstytucyjnego prawa nie wystarczy wygrać z tą władzą w niezależnym i niezawisłym sądzie. Nie może być tak, że kiedy obywatel wygra z tą władzą spór w sądzie, to przychodzi inny przedstawiciel tej władzy i wstrzymuje wykonanie tego wyroku.

W interesie publicznym

Na zakończenie należy wskazać, że jawność list poparcia kandydatów na członków KRS leży w interesie publicznym i stanowi mechanizm zabezpieczający przed korumpowaniem sędziów oraz tworzeniu „kasty", z którą rządzący podobno chcieli walczyć.

Przede wszystkim utajnienie list poparcia pozwala formułować podejrzenia, że członkowie KRS zostali wybrani z naruszeniem prawa (bez wymaganej liczby podpisów). Takie zastrzeżenia są publicznie formułowane w stosunku do sędziego Macieja Nawackiego. W interesie publicznym leży więc rozwianie powyższych wątpliwości. Determinacja z jaką listy są ukrywane tylko potęguje podejrzenia co do złamania prawa.

Krajowa Rada Sądownictwa jest najważniejszym organem w systemie wymiaru sądownictwa. To ona decyduje o powołaniach i awansach sędziowskich. Skoro zmiana dotychczasowej KRS uzasadniania była walką z kastowością i układami w sądach, to ustawodawcy powinno zależeć na tym, żeby nowa KRS stanowiła możliwie najszerszą reprezentację sędziów. Z tego punktu widzenia niepożądana byłaby sytuacja, w której organ ten zostałby obsadzony przy udziale - w skrajnym przypadku - grupy 25 sędziów popierających siebie nawzajem. Niestety nowa ustawa takiej sytuacji nie wyklucza a tajność list poparcia taką nieetyczną praktykę dodatkowo ułatwia. Jeżeli do KRS zostali wybrani sędziowie popierani przez te same osoby, oznaczałoby to, że KRS stała się reprezentacją nie sędziów ale wąskiej grupy, którą bez wahania można by nazwać „kastą".

Brak ujawnienia list poparcia wyłącza kontrolę prawidłowości procesów powołań sędziów. Wydaje się bowiem oczywiste, że członek KRS powinien na podstawie art. 28 ust. 3 ustawy o KRS wyłączyć się od głosowania dotyczącego sędziego, który udzielił mu pisemnego poparcia. Skoro nie wiemy kto popierał określonych członków KRS, nie ma możliwości sprawdzenia czy członkowie KRS wyłączają się czy głosują w sprawach awansów tych sędziów.

Autor jest radcą prawnym z Lublina

TK nic do tego nie ma

Twierdzi się, że sprawę ujawnienie list poparcia powinien rozstrzygnąć Trybunał Konstytucyjny. Takiego argumentu użył między innymi premier Morawiecki w rozmowie z Anitą Werner.

Trybunał Konstytucyjny nie jest organem powołanym do rozpoznawania indywidualnych spraw z zakresu dostępu do informacji publicznej. Sprawy te należą do kompetencji sądów administracyjnych.

Odkąd Trybunałem Konstytucyjnym kieruje Julia Przyłębska, politycy PiS starają się przypisać Trybunału kompetencje super-sądu, stojącego ponad wszystkimi sądami w Polsce, nazywając go nawet „sądem ostatniego słowa". Należy natomiast podkreślić, że kompetencje Trybunału polegają na kontroli zgodności z Konstytucją przepisów ustawy i w tym sensie Trybunał jest tzw. negatywnym ustawodawcą, mającym moc usuwania niekonstytucyjnych przepisów z systemu prawa. Nie posiada natomiast żadnych kompetencji w procesie stosowania prawa, w szczególności w zakresie kontrolowania wyroków sadów powszechnych i administracyjnych.

Trybunał Konstytucyjny może stwierdzić, że przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej pozwalające ujawniać dane funkcjonariuszy publicznych są niezgodne z Konstytucją. Nie może tego jednak robić w odniesieniu do konkretnego wniosku, w tym wniosku dotyczącego list poparcia KRS. Takie myślenie (którego wyrazem jest wniosek posłów PiS do TK) prowadziłoby do absurdalnej sytuacji, w której TK miałby orzekać o zgodności z Konstytucją w tysiącach indywidualnych spraw z zakresu informacji publicznej trafiających do sądów. Nie tylko nie znajduje to podstawy w przepisach ale prowadziłoby w praktyce do faktycznego zablokowania działania ustawy a tym samym wyłączenia jawności życia publicznego. Władza, nie chcąc ujawnić określonych informacji, kierowałaby sprawę do Trybunału Konstytucyjnego. Biorąc pod uwagę, że Trybunał rozpoznaje aktualnie około 30 spraw rocznie, na rozstrzygnięcia obywatele czekaliby latami.

Trybunał Konstytucyjny wyrokiem z dnia 20 marca 2006 r., K 17/05 orzekł już, że przepis art. 5 ust. 2 zdanie drugie ustawy o dostępie informacji publicznej ograniczający prawo prywatności osób publicznych jest zgodny z Konstytucją.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA