fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Uwikłani w aferę hejtowania sędziów nie powinni od razu orzekać - uważa Pilitowski

Bartosz Pilitowski
tv.rp.pl
Zbyt duże wątpliwości co do nieskazitelności charakteru sędziów mających brać udział w aferze hejterskiej mogą godzić w bezstronność sądów – mówi Bartosz Pilitowski, prezes fundacji Court Watch Polska.

Od kilku tygodni media w całym kraju żyją aferą hejterską w Ministerstwie Sprawiedliwości. Mieli brać w niej udział sędziowie z MS i Krajowej Rady Sądownictwa. Atakowani mieli być sędziowie ze Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Zaskoczyło to pana?

Tak, jestem zaskoczony. Zachowania opisane przez media to skandal o niespotykanym charakterze.

Wydawało się panu kiedyś, że takie rzeczy rzeczywiście mogą się zdarzyć? Że środowisko sędziowskie, choć podzielone, będzie w ten sposób się zwalczać?

Każdy rozsądny człowiek jest świadom tego, że zarówno urzędnicy, jak i sędziowie prowadzą rozmowy na różne tematy, których nie poruszyliby publicznie. W prywatnych rozmowach mogą się też posługiwać językiem takim, jaki uznawany jest w danej grupie za akceptowalny. Obejmuje to ich prawo do prywatności. Media przekonują nas jednak, że te prywatne rozmowy służyły do działań nie dość, że niegodnych, to być może także nielegalnych. Co najgorsze, związane one były z pełnionymi w organach administracji funkcjami i być może z wykorzystaniem wynikających z nich uprawnień. Takie rzeczy nie powinny się nigdy zdarzyć.

Dymisja wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka i odwołanie z delegacji kilku sędziów ściągniętych do resortu pana zdaniem kończy sprawę?

Dymisje nie kończą sprawy. Konieczne są śledztwa prokuratury oraz postępowania wyjaśniające rzeczników dyscyplinarnych.

Ma pan pomysł, jak powinny przebiegać postępowania wyjaśniające wszczęte wobec sędziów zamieszanych w aferę? Czy sprawę należy wyjaśnić szybko, czy też poczekać, aż opadną emocje?

Śledztwa prokuratury powinny obiektywnie wyjaśnić, czy do opisanych zdarzeń rzeczywiście dochodziło. Do tego konieczne będzie prawdopodobnie wystąpienie do operatorów komunikatorów internetowych, z których pochodziły publikowane przez media zdjęcia. Należy również sprawdzić, czy nie mieliśmy do czynienia z wykorzystywaniem informacji urzędowych niezgodnie z prawem.

Ale do zabezpieczenia komputerów w Ministerstwie Sprawiedliwości doszło dopiero po kilku dniach od wybuchu afery.

To rzeczywiście może niepokoić. Na szczęście pozostaje jeszcze historia logowania w systemach ministerialnych. Jeśli doszło niezgodnie z uprawnieniami do pozyskania i ujawnienia informacji zastrzeżonych, konsekwencje powinny być wyciągnięte wobec osób odpowiedzialnych z całą stanowczością i stanowić dla innych przestrogę na przyszłość. Sędziowie ani żadni inni obywatele nie mogą się obawiać, że informacje na ich temat zostaną przez administrację publiczną wykorzystane przeciwko nim.

Czy sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości, a zamieszani w aferę, powinni prosto z resortu wrócić do orzekania?

Do czasu wyjaśnienia, czy nie mamy do czynienia z pomówieniem, sędziowie występujący w sprawie w charakterze negatywnych bohaterów nie powinni wracać na salę sądową. Zbyt duże wątpliwości co do nieskazitelności ich charakteru mogą godzić w powagę i zaufanie do bezstronności sądów, w których składzie by orzekali. Dlatego już tydzień temu zaapelowałem w imieniu Fundacji Court Watch Polska o zawieszenie tych sędziów w wykonywaniu czynności służbowych na podstawie art. 130 prawa o ustroju sądów powszechnych. Prezes Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie wydał już stosowne zarządzenie w odniesieniu do jednego z sędziów.

Jak pan ocenia zachowanie warszawskiej sędzi, która nie chce orzekać w składzie z Przemysławem W. Radzikiem, zastępcą rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych? Rzecznik dyscyplinarny już wszczął wobec niej postępowanie wyjaśniające...

To bardzo delikatna sprawa. Sędzia ma prawo, gdy bezstronność kolegi budzi jego uzasadnione wątpliwości, podjąć stosowne kroki mające te wątpliwości wyjaśnić. Musi się jednak poruszać w granicach prawa.

Jak całe to zamieszanie wpływa na wizerunek sędziów, postrzeganie ich przez obywateli?

Fatalnie. Chociaż niekoniecznie będzie to widać w wynikach badań opinii, w których sędziowie i tak mają nie najlepsze notowania. Po prostu wiele osób utwierdzi się w swoich obawach, że środowisko to pełne jest osób niemoralnych i nie można mu ufać. W oczach innych fakt przyłapania sędziów współpracujących z ministrem Ziobrą na niegodnym zachowaniu niekoniecznie pogorszy ocenę środowiska jako całości, ponieważ od kilku lat są oni przedstawiani przez wielu liderów opinii jako negatywne wyjątki, a reszcie sędziów można ufać.

Czy dostrzega pan jakąkolwiek szansę na zakończenie wojny sędziowsko-sędziowskiej?

To zależy, jak pani definiuje „wojnę sędziowsko-sędziowską". Ja się z tym określeniem spotykam po raz pierwszy, bo chyba po raz pierwszy mamy do czynienia z działaniami prowadzonymi tak podłymi metodami. Trzeba jednak pamiętać, że – jak każde duże środowisko – środowisko sędziów nie jest jednorodne. Spory wewnątrz tej grupy nie powinny jednak nigdy przekraczać pewnych granic i – szczególnie w przypadku sędziów – powinien je cechować szacunek do innych. Sędzia, który pogardza innym sędzią, nie może budzić zaufania u zwykłych ludzi.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA