fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Kto próbuje żerować na ofiarach GetBacku?

Fotorzepa, Andrzej Bogacz
Nieznane osoby zdobyły dane klientów GetBacku i próbują ich naciągać. Poszkodowani zawiadamiają ABW i CBA.

Najpewniej oszuści weszli w posiadanie bazy osobowej klientów dużego rodzimego banku, przez który chętni kupowali obligacje GetBacku. Teraz fałszywi maklerzy proponują inwestycje, dzięki którym rzekomo można się „odkuć". Jednak bardziej niż oszukańcze oferty niepokoi fakt, że dzwoniący znają wrażliwe dane klientów GetBacku.

„Posiadając bazę danych osobowych klientów z ich imieniem i nazwiskiem, adresem, telefonem, po wybuchu afery GetBacku, taki figurant może zrobić wszystko, może zaatakować, dokonać napadu, wyśledzić poszkodowanego obligatariusza" – alarmuje Stowarzyszenie Poszkodowanych Obligatariuszy GetBack SA i zawiadamia służby oraz Prokuraturę Krajową.

Czytaj także: Trzy nowe zarzuty dla byłego prezesa GetBack

Numer z „szóstką"

Obligacje GetBacku nabyło ok. 10 tys. klientów za łącznie 2,5 mld zł. Dzisiaj są stratni. – Teraz ktoś dzwoni, żeby wyciągnąć kolejne pieniądze, a jutro może przyjechać do domu lub dokonać porwania dla okupu – mówi nam jeden z przedstawicieli Stowarzyszenia.

Komisja Nadzoru Finansowego kilka dni temu przestrzegła przed naciągaczami. A do Stowarzyszenia zaapelowała o pomoc w zidentyfikowaniu sprawców – prosi m.in. o dokumenty, e-maile czy smsy mogące naprowadzić na trop.

Pierwsze telefony od oszustów klienci GetBacku zaczęli odbierać w czerwcu, trwały do ok. połowy lipca. „Mam propozycję odkupienia obligacji GetBack" – deklarują oszuści. – Dzwoniono do mnie w czerwcu, jednego dnia dwa razy – mówi Artiom Bujan, prezes Stowarzyszenia. – Rzekome odkupienie miało polegać na tym, że mam zapłacić gotówką dwukrotność tego, co zainwestowałem w GetBack – opowiada. Kiedy zapytał, czy dzwoniący jest „AFI", czyli agentem firmy inwestycyjnej z uprawnieniami UKNF, usłyszał, że nie jest, nie reprezentuje też domu maklerskiego. – Od 5 do 12 lipca bardzo agresywnie dzwoniono do obligatariuszy w kraju, proponowano nawet spotkanie w hotelu, wypytywano o stan majątku – dodaje Bujan.

– Najpierw zadzwonili do żony, później do mnie. Mężczyzna twierdził, że mogę się „odkuć", jeśli zainwestuję w inne spółki – opowiada nam posiadacz obligacji GetBacku z Wrocławia. – Mówił, że jeśli kupiłem obligacje GetBack np. za 1 tys. zł, to po dopłaceniu 3 tys. zł, mógłbym odzyskać to, co zainwestowałem w nową spółkę, odsetki, i pieniądze z obligacji GetBack – opowiada klient. Miałby na to czekać od trzech do ośmiu lat. – Gwarancją tego, że nie stracę pieniędzy, miałby być mój udział w nieruchomości spółki, w którą zainwestowałem. Zapaliła mi się lampka alarmowa – zaznacza.

Podobne telefony według Stowarzyszenia odebrali m.in. klienci GetBacku z Warszawy, Wrocławia, Poznania. Na pytania, skąd dzwoniący mają ich dane, słyszeli pokrętne odpowiedzi, np. że z podpisu pod postem. – Ale ja nigdzie nie podawałem numeru telefonu – mówi wrocławianin.

Skąd dane klientów?

Zgoda na propozycje oszustów oznacza utratę pieniędzy włożonych w obligacje GetBacku, i tych w nowe obligacje. – Do tego oszust ma przepisane obligacje GetBack na siebie i może coś wyciągnąć z nich w przyszłości – zaznacza jeden z poszkodowanych.

Naciągacze pytali klientów o to, czy posiadają pakiet dokumentów z banku, przez który nabyli obligacje GetBacku.

Numer telefonu oszustów się powtarza. – Nazwisko, jakie podał dzwoniący, było chyba zmyślone, bo pospolite – mówi klient z Wrocławia.

„Z uwagi na znajomość danych kontaktowych obligatariuszy nie jest wykluczone, że osoby, które się kontaktują, miały już z nimi wcześniej styczność na etapie oferowania obligacji GetBack SA, lub miały dostęp do danych osobowych obligatariuszy GetBack SA" – napisała KNF do Stowarzyszenia.

Wśród obligatariuszy GetBacku krąży pogłoska, że po wybuchu afery, z jednego z banków zwolniono duża grupę pracowników, którzy wciskali obligacje. – Może zabrali ze sobą bazę klientów – zastanawiają się poszkodowani.

Komentarza służb nie udało nam się w poniedziałek uzyskać. KNF zapewnia, że poważnie podchodzi do podejrzeń obligatariuszy. – Otrzymaliśmy sygnały o takich podmiotach i dokonaliśmy analizy zgłoszonych przypadków. Ze względu na tajemnicę zawodową nie możemy jednak przekazać informacji, o jakie podmioty chodzi i jakie są efekty analizy – mówi Monika Bogatko, naczelnik departamentu komunikacji społecznej KNF.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA