fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Czy staniemy się cyborgami?

shutterstock
Umiemy już wszczepiać do ciała człowieka urządzenia zastępujące naturalne narządy. Czy można to robić bez końca, czy powinniśmy zatrzymać ten postęp?

Wszczepianie sobie do wnętrza ciała urządzeń technicznych bywa ryzykowne. Mam osobiste doświadczenie w tym względzie. Współpracowałem z Markiem Gassonem, naukowcem brytyjskim, z którym opublikowaliśmy artykuł (rozdział w książce) na temat implantów wszczepianych do ciała człowieka. Mark pozwolił wszczepić sobie czip identyfikacyjny RFID (Radio-Frequency Identification), który pozwalał otwierać drzwi, wybierać pieniądze z bankomatu, logować się do różnych systemów bez hasała – słowem był wygodnym identyfikatorem osoby, zastępującym klucz, PIN, hasło i pilota. Ale potem celowo zainfekowano ten czip wirusem komputerowym. I Mark poczuł się bardzo nieswojo, bo wirus ten zaczął manifestować szkodliwe działania.

Opisany eksperyment był bezpieczny, bo spodziewano się tego efektu, więc zainfekowany implant operacyjnie usunięto. Ale na tym przykładzie widać, że wpuszczenie do wnętrza własnego ciała technicznego systemu – to może być wpuszczenie demona. W przyszłości będziemy stosować różne implanty, ale im bardziej będą one inteligentne – tym bardziej będą narażone na ataki komputerowych wirusów. Już dzisiaj niektórzy pacjenci mający wbudowany rozrusznik serca żądają wyłączenia funkcji zdalnej kontroli tego urządzenia, bo boją się, że jakiś haker może się do tego systemu włamać i manipulując nim może ich zabić!

Chrońmy mózg

Stosując wyroby inżynierii biomedycznej bez wyraźnych wskazań medycznych musimy być ostrożni. Nie widzę zwłaszcza potrzeby cyborgizacji mózgu, czyli dołączania do niego różnych elektronicznych systemów w celu polepszenia jego parametrów.

Są badacze, którzy sądzą, że tą drogą powinien iść rozwój ludzkości. Nie zgadzam się z tym poglądem. Osiągnęliśmy taki poziom sprawności naszego intelektu, że w połączeniu ze sprawnością narzędzi, którymi potrafimy się posługiwać, pozwala to osiągać cele, do których dążymy. Jesteśmy skuteczni jako pojedyncze jednostki i jako gatunek, który opanował ziemię. Natomiast w ewentualnym faszerowaniu mózgu nowinkami technologicznymi widzę liczne zagrożenia.

Pozwalając na to, by urządzenia elektroniczne wszczepione do czaszki zwiększały pojemność pamięci czy wzmacniały intelektualnie – sporo ryzykujemy. Być może po wszczepieniu zaczęłyby cierpieć inne funkcje i zadania mózgu. Przykładowo: jeśli dzięki technice ukierunkujemy mózg na myślenie w kategoriach logiki matematycznej, to prawie na pewno osłabi się nasza intuicja lub fantazja. Zadziała prawo naczyń połączonych, bo komórek nerwowych w mózgu jest ograniczona liczba. Czyli jeśli dzięki techniczno-medycznej manipulacji gdzieś nam przybędzie nowa funkcja, to gdzieś indziej coś nam ubędzie. Nasze neurony nie zostaną powielone tylko przekwalifikowane, więc dążąc do zyskania czegoś nowego sami siebie okradniemy z czegoś innego – choćby w dziedzinie życia emocjonalnego czy wrażliwości na sztukę. Wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli wszystkie techniczne dopalacze zostawimy na zewnątrz głowy.

Na szczęście bariera, którą trzeba pokonać, żeby wedrzeć się z technologią do sfery mentalnej człowieka jest nieporównywalnie wyższa niż ta, która dzieli nas od celów, które postawiliśmy sobie jako ludzkość wiele lat temu, a których i tak nie udało się osiągnąć. Już prawie od pięćdziesięciu lat budujemy sztuczne serce, a ludzie ciągle nie mogą go używać.

Owszem, mamy sztuczne płuco-serce pracujące na salach operacyjnych, ale to jest sporej wielkości szafka, wymagająca wysoce kwalifikowanej obsługi. Ale do zbudowania sztucznego serca, które pacjent miałby umieszczone w klatce piersiowej i mógł na co dzień mógł go używać sprawnie funkcjonując, wciąż jest nam bardzo daleko.

Sztuczny umysł

Wszczepienie człowiekowi czegoś, co będzie cybernetycznym ekwiwalentem umysłu, systemem inteligentnie przetwarzającym informacje zmysłowe, myślącym i sterującym ciałem sprawniej niż typowy mózg – to fantazja. Ponadto pomysł, że człowiek miałby funkcjonować pod dyktando maszyny, będącej rzeczywistym dysponentem zarządzającym jego ciałem jest dla mnie odrażający. Na szczęście raczej nie zostanie zrealizowany. Powiedzmy ostrożniej: nie zostanie zrealizowany w granicach dającej się przewidzieć przyszłości.

Tak uważam, bo to jest niesłychanie trudne. Ciągle nie potrafimy sprotezować urządzeniem technicznym nawet tego małego fragmentu rdzenia kręgowego, który by mógł sprzęgnąć mózg człowieka z dolnymi częściami rdzenia kręgowego, uruchamiając w ten sposób osobę sparaliżowaną, przywiązaną do wózka. Niby nic wielkiego, ale nie zostało to pokonane do dziś. Jeśli nie udaje nam się w tym łatwiejszym obszarze, to dlaczego miałoby nam się udać z o wiele bardziej skomplikowanym mózgiem, który milionami połączeń musi być sprzężony ze wszystkimi częściami ciała? W dającej się przewidzieć perspektywie tego rodzaju mariaż sfery techniki ze sferą biologii i medycyny jest chyba niewykonalny.

Autor jest profesorem nauk technicznych, był trzykrotnie rektorem Akademii Górniczo- -Hutniczej im. Stanisława Staszica w Krakowie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA