fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Prawnicy o dowodach w prawie karnym: Przyzna się i kropka

Fotorzepa
Choć już od dawna w polskiej procedurze karnej przyznanie się do winy nie jest koroną dowodów, sądy mają tendencję do traktowania samooskarżenia jako dowodu głównego – piszą prawnicy Jan Mydłowski i Michał Zacharski.

Praktyka obrończa dostarcza licznych intelektualnych przeżyć. Zrozumienie niektórych zjawisk wymaga jednak przekroczenia granic tzw. zdrowego rozsądku wynikającego z naszych doświadczeń i kształtowanych na ich podstawie przekonań. Czujność i wrażliwość zachować powinni wszyscy uczestnicy procesu karnego, w szczególności profesjonaliści: sędziowie, oskarżyciele, obrońcy, pełnomocnicy, a także biegli sądowi.

Choć już od dawna w polskiej procedurze karnej przyznanie się do winy nie jest koroną dowodów, sądy mają tendencję do traktowania samooskarżenia jako dowodu głównego. Zdrowy rozsądek bowiem podpowiada, że o ile świadek zdarzenia może mieć trudności z dokładnym odtworzeniem jego przebiegu podczas przesłuchania, o tyle nikt nie przyznaje się do przestępstwa, którego nie popełnił. Ale...

Zdarza się, że niewinne osoby przyjmują na siebie odpowiedzialność karną. Przyczyny są różne. Może to być np. chęć uchronienia bliskiej osoby przed odpowiedzialnością. Czasem fałszywe przyznanie się jest efektem nacisków organu prowadzącego czynność przesłuchania. Decyzja podejrzanego o przyznaniu się do winy może być podjęta pomimo pełnej świadomości, że jej nie ma. Ale czy zawsze fałszywemu oskarżeniu towarzyszy taka świadomość?

Ciekawość psychologów wzbudza zjawisko tzw. zinternalizowanego fałszywego przyznania się do popełnienia czynu zabronionego. Jest ono znane nauce psychologii i dzięki intensywnym badaniom, prowadzonym przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej mniej więcej od lat 70. ubiegłego stulecia, coraz lepiej rozumiane. W obszernej literaturze przedmiotu wskazuje się na określone sytuacje i kategorie indywidualnych cech osobowości, które prowadzą do tego rodzaju fałszywych przyznań się do popełnienia przestępstwa.

Wymuszone zinternalizowane przyznanie się polega na tym, że osoba wrażliwa, podatna na określone bodźce, np. sugestywną taktykę przesłuchania, zaczyna wierzyć, że popełniła przestępstwo – uczuciu temu towarzyszą niekiedy fałszywe wspomnienia.

Pamiętają, czego nie było

Podejrzany zaczyna wierzyć w swoją winę pomimo braku wspomnień popełnienia przestępstwa. W opracowaniach naukowych wyjaśnia się, że w takich przypadkach traci pewność co do swojej pamięci wydarzenia lub czasu. Może nawet proste przyznanie się zamienić w pełne szczegółów wyjaśnienie, jak doszło do popełnienia przestępstwa, w którym konfabulacja wynika z obcowania ze źródłami informacji o inkryminowanym zdarzeniu – może to być sugerujące pytanie, podsłuchana rozmowa, zdjęcia z miejsca przestępstwa lub wizyta w tym miejscu.

Badania wykazały, że osoby, którym okazano zdjęcia jakiegoś zdarzenia, a nie miały z nim nic wspólnego, czasem zaczynają wierzyć, że brali w nim udział.

Szczęśliwie często z czasem powracają stare wspomnienia i pewność podejrzanego, że nie popełnił czynu zabronionego, zatem zinternalizowanie nie musi mieć charakteru trwałego.

Komu łatwo wmówić

Fenomen zinternalizowanych wymuszonych przyznań się istnieje w praktyce wymiaru sprawiedliwości. S.A. Drizin i R.A. Leo w swoim badaniu opublikowanym w 2004 r. przeanalizowali 125 przypadków udowodnionych fałszywych przyznań się w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej w ciągu lat 1971–2002. Okazało się, że 81 proc. samooskarżeń padało w sprawach o zabójstwo, przy czym u 22 proc. osób, którzy fałszywie przyznali się do popełnienia czynu zabronionego, stwierdzono upośledzenie umysłowe, a u 10 proc. zdiagnozowano chorobę psychiczną.

Najbardziej narażoną na wymuszone fałszywe przyznanie się jest grupa osób upośledzonych umysłowo, w tym chorych umysłowo i z zaburzeniami rozwoju. Wśród czynników wpływających na wyższe prawdopodobieństwo możliwości fałszywego przyznania się S. Kassin wymienia także młody wiek, ufność, naiwność, podatność na sugestie, brak inteligencji (niski współczynnik inteligencji IQ), stres, zmęczenie, użycie alkoholu lub narkotyków.

Już sam niski iloraz inteligencji może prowadzić do skutku w postaci fałszywego przyznania się. Taki przypadek nastąpił np. w 1964 r., kiedy to osoba o ograniczonej inteligencji przyznała się do dwóch brutalnych zabójstw i zgwałceń, których nie popełniła. Gdy to odkryto, nawet prokurator nie krył zdumienia.

W innej sprawie przesłuchiwany Earl Washington, któremu oznaczono inteligencję na poziomie od 57–69 IQ, przyznał się do pięciu przestępstw, z których jedno było zgwałceniem i zabójstwem kobiety. Washington był podatny na sugerujące pytania, a jego oświadczenia nie znajdowały pokrycia w dowodach. Pomimo to został skazany na karę śmierci i zanim został oczyszczony z zarzutów, spędził 18 lat w celi śmierci.

Mistrzostwo manipulacji

Jako najistotniejszy czynnik wiodący do wymuszonego zinternalizowanego fałszywego samooskarżenia wymienia się specyficzną taktykę przesłuchania policyjnego. Polega ona na ujawnianiu silnej i niezachwianej pewności co do winy podejrzanego, izolowaniu go od kontaktów z rodziną, prowadzeniu długich i emocjonalnie wyczerpujących przesłuchań, przedstawianiu fałszywych, ale domniemanie niewzruszalnych dowodów winy podejrzanego, oferowaniu podejrzanemu gotowego wyjaśnienia, dlaczego nie pamięta zdarzenia, oraz wywieraniu nacisków na podejrzanego w formie obietnic i gróźb. Rzeczywiście większość technik przesłuchań policyjnych skupia się na tym, jak poradzić sobie z zaprzeczającymi swojej winie podejrzanymi i jak wymusić od nich przyznanie się. Nie dziwi zatem, że podatne na manipulację osoby pod wpływem taktycznych nacisków policji tracą pewność siebie.

Techniki przesłuchań, których zastosowanie może sprzyjać „samooskarżeniu", były powszechnie stosowane przez organy ścigania w USA, a także w bezkrytyczny sposób przenoszone z praktyki amerykańskiej do polskiej. Z uwagi na coraz częstszą krytykę uzyskanych w ten sposób przyznań, powoli odchodzi się od ich stosowania na gruncie amerykańskim, a w niektórych krajach europejskich są one zakazane.

Techniki te, nazywane niekiedy „przesłuchaniami FBI", oparte były w dużym stopniu na psychomanipulacji i stosowane powszechnie od lat 70. XX w. Autorem techniki, która uważana jest za pierwowzór i inspirację dla wszystkich technik przesłuchań stosowanych przez służby, jest John Reid, chicagowski policjant, który opracował swoją metodę już w latach 40. XX w. i na kilka dekad w zasadzie zmonopolizował szkolenie funkcjonariuszy policji oraz innych służb. Jej celem jest uzyskanie od podejrzanego przyznania się do winy w formie możliwej do wykorzystania w sądzie.

Jego procedura składa się z dziewięciu kroków, z których możemy wyodrębnić cztery grupy technik: oskarżenie, rozgrzeszenie, usprawiedliwienie i prowokację. Polegają one na manipulowaniu emocjami przesłuchiwanego poprzez wzbudzanie u niego m.in. przekonania o istniejących dowodach jego sprawstwa, zmniejszeniu u podejrzanego poczucia winy i poprawieniu jego samooceny, a jeśli te techniki nie przyniosą jeszcze skutku, na zastosowaniu prowokacji, aby pod wpływem irytacji i poczucia niesprawiedliwości przesłuchiwany otworzył się przed przesłuchującym.

Opracowana przez Rieda metoda była na tyle szczegółowa, że regulowała nie tylko takie aspekty, jak zachowanie przesłuchujących – mimika, gestykulacja, intonacja – ale także wygląd pokoju przesłuchań. Podręczniki, które pomagają w szkoleniach funkcjonariuszy, zawierają kilka tysięcy przykładów okoliczności usprawiedliwiających popełnienie określonego przestępstwa, które można podsunąć przesłuchiwanemu, tak aby przekonać go, że czyn którego się dopuścił jest usprawiedliwiony okolicznościami, a funkcjonariusz, który go przesłuchuje, rozumie powody, dla których znalazł się w takiej sytuacji. Takimi sugestiami może być np. wskazywanie na wyższe pobudki, którymi miała się kierować osoba podejrzewana o dokonanie kradzieży (np. chęć wyżywienia swoich dzieci) czy obarczanie winą ofiary zgwałcenia poprzez tłumaczenie przesłuchiwanemu, że jej ubiór był prowokujący dla każdego mężczyzny, lub przerzucaniem winy na osoby trzecie, które miały go do popełnienia czynu zabronionego namówić.

Umiejętne stosowanie tych technik często doprowadzało do fałszywych samooskarżeń i oskarżeń w chęci „poprawienia" swojej sytuacji procesowej po przyjęciu sugestii funkcjonariusza jako własnych. Obecnie metody te budzą tak duże zastrzeżenia etyczne i psychologiczne, a także wątpliwości natury procesowej, przede wszystkim poprzez kolizję z zasadą swobody wypowiedzi oraz zakazem zadawania pytań sugerujących, że służby powoli wycofują się z ich stosowania. Szczególnie że w założeniu technika miała być stosowana np. w fazie rozmowy wstępnej czy prowadzonej w ramach swobodnej wypowiedzi przesłuchiwanego, nie zaś w ramach protokołowanej czynności. W ten sposób osoba poddana tym technikom była przygotowana do złożenia „właściwych" wyjaśnień w formie protokołu. Z tego powodu, wyłącznie na podstawie analizy treści protokołu przesłuchania, nie można ustalić, czy technikę tę stosowano, a tym samym, czy osoba przesłuchiwana nie została poddana manipulacji.

Zasadny wydaje się zatem postulat, aby przebieg każdej czynności procesowej był utrwalany za pomocą urządzenia rejestrującego obraz i dźwięk. Tylko w ten sposób dostarczyć można materiału do oceny, czy mogło dojść do fałszywego samooskarżenia u podejrzanego. Ponadto sprawą niezwykłej wagi jest wprowadzenie do polskiej procedury karnej gwarancji dostępu do pomocy prawnej już przy pierwszym przesłuchaniu w charakterze podejrzanego. ETPC w sprawie Salduz przeciwko Turcji (skarga nr 25143/94) uznał, że powinno być to regułą zgodnie z prawem do rzetelnego procesu. Tego rodzaju orzeczeń jest więcej. Standardy wypracowane w orzecznictwie ETPC zostały zadekretowane dyrektywą Rady UE 2013/48/UE z dnia 22 października 2013 r. Ostatnia nowelizacja polskiego kodeksu postępowania karnego nie implementowała jednakże tych przepisów.

Niech biegli to zweryfikują

Niezwykle ważne jest, by opiniujący w sprawach karnych biegli psychiatrzy i psycholodzy dysponowali wiedzą specjalną odpowiadającą aktualnemu stanowi wiedzy w swych dziedzinach. Świadomość istnienia opisywanego w literaturze naukowej zjawiska zinternalizowanego fałszywego przyznania się, a także zorientowanie w taktyce przesłuchań policyjnych z pewnością przyczyni się do podniesienia jakości orzecznictwa w sprawach, w których przyznanie się podejrzanego jest wątpliwe.

* * *

Wybitny sędzia amerykański Oliver Wendell Holmes powiedział, że względy ogólne nie rozwiązują przypadków szczegółowych. Twierdzenie to ma szczególne znaczenie. Z jednej bowiem strony natrętna racjonalność podpowiada, że nie jest możliwe, aby podejrzany przyznał się do popełnienia czynu, którego nigdy nie popełnił, z drugiej zaś nie można tracić z pola widzenia, że zjawisko zinternalizowanego wymuszonego fałszywego przyznania się istnieje, a wyniki badań naukowych nie pozwalają przejść do porządku nad koniecznością przeprowadzenia dowodu z opinii biegłych, którzy z całą pewnością, na podstawie wiedzy naukowej, zweryfikują, czy podejrzany mógł fałszywie przyznać się do popełnienia czynu zabronionego. Jest to dowód niezwykle istotny, gdyż sprawiedliwe wyroki mogą być ferowane jedynie na podstawie aktualnej i rzetelnej wiedzy.

Jan Mydłowski jest adwokatem Michał Zacharski jest aplikantem adwokackim, doktorantem UJ

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA